Strażniczka posmaków – rozmowa z Darią Lavelle, autorką powieści „Posmak”

Czy potęga smaku może być tak wielka, by sprowadzać z zaświatów duchy? Główny bohater debiutanckiej powieści Darii Lavelle, „Posmak”, ma niezwykłą moc – jest zarazem kucharzem i medium, umożliwiającym ostatni wspólny posiłek żywym oraz ich bliskim, którzy odeszli. Zapytaliśmy autorkę o okoliczności powstania książki, m.in. o to, jak jej kulinarne zainteresowania przełożyły się na literaturę.
Sebastian Rerak: Uważa się, że węch jest najbardziej sugestywnym ze zmysłów. A jak jest ze smakiem?
Daria Lavelle: Z tego, co mi wiadomo, pamięć smakowa nigdy nie doczekała się gruntownych badań, lecz z pewnością smak jest silnie powiązany z węchem. Wraz z utratą tego drugiego zupełnie inaczej odbieramy pierwszy. Faktem jest, że węch pozostaje najdłużej aktywnym zmysłem w życiu człowieka i nawet na łożu śmierci może aktywować pewne skojarzenia. W swojej książce powiązałam oba te zmysły właśnie w tym kontekście, niemniej można uznać, że funkcjonują one niemal nierozłącznie.
W „Posmaku” kluczową rolę odgrywają wspomnienia przywoływane przez określone potrawy. To już bardzo szczególny rodzaj smaku.
Tak, ta sama potrawa może być w końcu przygotowana na różne sposoby, będzie więc też smakować inaczej. Ludzie przekazują sobie przepisy z pokolenia na pokolenie, modyfikując czasem składniki lub technikę. Coś tak prozaicznego jak sposób wyrabiania ciasta może mieć ogromne znaczenie. Każdy kucharz zostawia swoje „odciski palców”, co sprawia, że jedzenie można traktować jako ciekawy kamień probierczy dla danej kultury. Poza tym każdy posiłek uruchamia także inne zmysły – na naszą pamięć oddziałuje nie tylko smak, ale też zapach czy odczucia związane z konsystencją.
Padło słowo „przepis”, a ty napisałaś esej poświęcony pisaniu „bez przepisu”. Czy tej metodzie zawdzięczamy „Posmak”?
Pisząc, unikam sporządzania konspektów. Zazwyczaj zaczynam od jakiegoś szerokiego konceptu, a w przypadku „Posmaku” było to pytanie: Co, gdyby jakiś kucharz miał możliwość przywołania duchów z zaświatów na ostatni posiłek? To był mój punkt wyjścia do snucia historii. I faktycznie obeszłam się bez przepisu, a przynajmniej dopóki nie napisałam pierwszego szkicu czy nawet jego połowy. Na tym etapie wiedziałam już, co musi się wydarzyć dla dalszego utrzymania akcji, jaki nastrój chcę wykreować i jak książka powinna wyglądać pod kątem struktury. Ważnym aspektem zarówno pisania, jak i gotowania jest dla mnie jednak swoista niepewność co do efektu końcowego. Jeśli wiem, że mam do dyspozycji ciekawe składniki, zdołam je połączyć w całość. Mogę więc zdać się na intuicję i instynkt.
W kuchni często korzystam z cudzych przepisów, wybierając pewne wskazówki i adaptując je do swoich potrzeb. Podobna metoda sprawdza się także w pisarstwie i dlatego „Posmak” zawiera w sobie elementy wielu różnych gatunków. Zdarzyło mi się zaczerpnąć coś z romansu, coś z horroru, coś z kryminału… Myślę, że ich połączenie zaowocowało całkiem treściwym daniem. (śmiech)
A zatem nie planowałaś z góry, że „Posmak” będzie utrzymany w określonym stylu?
Nie, na początku miałam tylko wizję jednej sceny, którą odtwarzałam w głowie jak film. Wyobraziłam sobie mężczyznę, który w swoim nowojorskim mieszkaniu przyrządza w wielkim skupieniu pewne danie. Sprawia wrażenie kogoś, kto nie gotował wcześniej, ale jest bardzo skoncentrowany na tym, co robi. I kiedy podaje jedzenie do stołu, ze ściany wyłania się połyskujący duch. Zdarzało mi się wcześniej wymyślać pojedyncze sceny i nic z nich nie wynikało, ale ta akurat stała się moją obsesją. Wciąż mnie nawiedzała i nie pozwalała o sobie zapomnieć. Uznałam więc, że jest w niej jakaś wyjątkowa dynamika, która sprowokowała szereg pytań: Kim jest ten mężczyzna? Dlaczego potrafi przywołać duchy jedzeniem? Czy każde jedzenie ma taką moc? Jaki jest związek między jedzeniem a zaświatami? Zastanawiając się nad odpowiedziami, wykoncypowałam też fundamentalne przesłanki „Posmaku”.
Związek między jedzeniem a zaświatami jest szczególnie istotny. W książce wspominasz o jego przejawach w różnych kulturach.
Zdecydowanie tak. Przeprowadzając badania do książki, odkryłam wiele przykładów tego, jak jedzenie wykorzystywane było jako sposób uczczenia zmarłych i swoisty łącznik z zaświatami. W dzieciństwie fascynowała mnie mitologia egipska – uwielbiałam czytać o piramidach, sarkofagach i całym procesie przygotowania mumii do wyprawy na drugą stronę. Jak wiadomo, w grobowcach gromadzono w tym celu bardzo wiele produktów spożywczych.
Można uznać, że te dziecięce zainteresowania stanowiły moje pierwsze wprowadzenie do tematu. W późniejszych latach miałam okazję poznać wiele innych tradycji. Na przykład podczas pobytu na Bali zauważyłam wszechobecność ofiar z jedzenia w pięknie przystrojonych koszykach. Widziałam je niemal wszędzie – w świątyniach, na podwórkach, nawet na skraju drogi. Ktoś wyjaśnił mi, że pokarmy przeznaczone są dla duchów i uznałam, że to bardzo piękny zwyczaj.
Czy „Posmak” jest w pewien sposób próbą stworzenia twojej własnej mitologii w scenerii współczesnego Nowego Jorku?
Można tak powiedzieć, zwłaszcza że jedzenie stanowi ważny aspekt mojego życia. Moi rodzice znakomicie gotują – potrafią zrobić wszystko od tradycyjnych potraw ukraińskich po dania japońskie, które przyrządzali jeszcze zanim stało się to modne. (śmiech) Dorastałam w poczuciu, że kulinaria są bardzo istotną częścią mojego dziedzictwa. Jak każdy człowiek, doświadczyłam też trudnych chwil, w których jedzenie przynosiło mi pociechę, na przykład przypominając o ludziach, którzy odeszli. Podoba mi się więc idea wykreowania mitu wokół potraw, osobistej straty i zaświatów. Myślę, że może on oddziaływać na wyobraźnię wielu osób. Jeśli zapytasz kogoś o potrawę, która przypomina mu o zmarłym krewnym, odpowiedź może być różna, ale to skojarzenie zawsze jest niezwykle sugestywne. Poza tym faktycznie mam szczęście mieszkać większość życia w Nowym Jorku, a życie kulinarne tego miasta jest jedyne w swoim rodzaju. Możesz tu zjeść dosłownie wszystko, co dusza zapragnie, a ekskluzywne restauracje sąsiadują z małymi rodzinnymi bistrami prowadzonymi od pokoleń. W książce mogłam więc zawrzeć moją miłość do Nowego Jorku, co także było ekscytujące.
Główny bohater „Posmaku”, Konstantin, jest imigrantem, co ma znaczenie nie tylko ze względu na to, że dzielisz z nim pewne doświadczenia, ale również wywiera wpływ na jego perspektywę jako bohatera powieści.
Absolutnie! Jestem imigrantką, urodziłam się na Ukrainie, a moja rodzina przyjechała do Ameryki, kiedy byłam bardzo młoda, więc wiele łączy mnie z Kostią. Też jadłam podłe żarcie w szkolnej stołówce w poczuciu, że nie mogę dogadać się z moimi rówieśnikami. Z jednej strony pamiętam to wrażenie wyobcowania, z drugiej zaś wiem, jak ważna była domowa kuchnia dla kultywowania naszej kultury. Bardzo ważne było więc dla mnie, aby Kostia dzielił ze mną podobne pochodzenie. Jedzenie jest jego sposobem na zachowanie poczucia przynależności, ale z drugiej strony oddala go też ono od ludzi, wśród których się znalazł. Dorastając, zdaje sobie sprawę z tego, że jedną nogą tkwi w nowym kraju, drugą zaś – w krainie umarłych. Myślę, że to bardzo uniwersalne doświadczenie, zwłaszcza dla imigrantów w USA. Większość nowojorskich restauracji oferuje kuchnię tworzoną przez imigrantów. Imigranci dzielą się swoją kulinarną tradycją i to także sprawia, że Nowy Jork jest takim tyglem.

No właśnie, mówisz, że jedzenie jest przedmiotem dziedziczenia, co samo w sobie czyni z niego potencjalnie ważny składnik tożsamości.
Tak, przekazujemy je z pokolenia na pokolenie. To jedna z najbardziej naturalnych czynności – każdy przygotowuje jedzenie dla siebie i dla swoich dzieci, tak jak kiedyś robili to dla niego rodzice. Warto zadać sobie pytanie: Dlaczego jemy określone danie? I kto pierwszy je nam przyrządził? Jedno z najbardziej ludzkich wspomnień musi zatem dotyczyć gotowania. Zwłaszcza że jest to czynność bardzo łatwa do odtworzenia, wykonywana ręcznie w przestrzeni własnego domu. Inaczej niż zdjęcia czy filmy, sprawia, że całym sobą przypominasz sobie o własnej przeszłości. Właśnie to czyni ją tak bardzo wyjątkową.
Czy to prawda, że pisałaś „Posmak” w nowojorskich kawiarniach, siedząc w nich aż do zamknięcia?
To absolutna prawda! (śmiech) W tamtym czasie pracowałam w agencji reklamowej. Wychodziłam z biura o godz. 19:00 albo 19:30, szłam do kawiarni i pisałam, dopóki nie kazano mi opuścić lokal. Tak zasiane zostały pierwsze ziarna tej historii. Oczywiście na początku miałam tylko wspomnianą już scenę z kucharzem, ale pisząc po kawiarniach, odwiedzając restauracje i ogólnie będąc entuzjastką jedzenia, wymyślałam stopniowo całą resztę. No a potem zaczęła się pandemia, przez co zdana byłam wyłącznie na wyobraźnię. Mogłam jedynie myśleć o wszystkich tych miejscach, w których chciałabym jeść.
Jak na literacki debiut, „Posmak” spotkał się z całkiem intensywnym odbiorem.
Nie przestaje mnie to zaskakiwać. Nic nie daje mi większej ekscytacji niż myśl, że napisałam coś, co pozwala mi nawiązać więź z wieloma ludźmi. Otrzymuję sporo maili od osób przekonujących, że za sprawą książki myśleli znów o swojej matce, ojcu, siostrze, bracie, małżonku itd. Jestem teraz strażniczką posmaków innych i jest to bardzo szczególny przywilej.
Czy sukces „Posmaku” został zauważony także na Ukrainie?
Tak, książka będzie miała swoje tłumaczenie na ukraiński, co niezmiernie mnie cieszy. Kostia zasługuje na to, aby pojawić się także w kraju, w którym mam nadal wielu krewnych i przyjaciół.
A jak wyobrażasz sobie swój własny posmak?
Ponieważ książkowy posmak jest silnie związany z relacjami, jakie łączyły dane osoby z ich bliskimi, przychodzi mi na myśl jeden bardzo szczególny posiłek. W 2012 roku w Paryżu skosztowałam deseru, który nazwano „czekoladowym kołem zębatym”. To było w restauracji Jules Verne w wieży Eiffela, a sam deser zrobiony był z czekoladowego ganaszu uformowanego na kształt jednego z trybików z konstrukcji wieży. Zjadłam go w towarzystwie mojego obecnego męża, który zabrał mnie potem na balkon i tam mi się oświadczył. To był moment idealny! Pamiętam, że wciąż czułam smak czekolady z lekką nutą orzecha laskowego oraz chrupkość zastygłego musu, kiedy nagle zaczęło padać. Nigdy wcześniej nie czułam się tak szczęśliwa i wspomnienie tamtego smaku przywołuje ten moment.
Rozmawiał: Sebastian Rerak
TweetKategoria: wywiady















