banner ad

Odkryta po latach powieść o stalinowskich czystkach i jak najwierniejsze oddanie epoki w ekranizacji – reżyser Siergiej Łoźnica opowiada o filmie „Dwaj prokuratorzy”

23 stycznia 2026

Od piątku, 23 stycznia, w kinach możemy zobaczyć film „Dwaj prokuratorzy” nakręcony na podstawie powieści Gieorgija Demidowa, sowieckiego fizyka, więźnia gułagu i pisarza. Jego twórczość prozatorska, najpierw skonfiskowana przez KGB, a potem odzyskana przez rodzinę dwa lata po śmierci autora, dopiero teraz, wiele dekad po powstaniu, zaczyna być publikowana i odkrywana przez czytelników. „Dwaj prokuratorzy” to historia młodego, pełnego idealizmu sowieckiego prokuratora Aleksandra Korniejewa, który w czasie stalinowskiej wielkiej czystki walczy o sprawiedliwość dla więźnia politycznego. Na podstawie książki nagradzany reżyser Siergiej Łoźnica nakręcił film o tym samym tytule. Skąd się brali w stalinowskiej Rosji idealistyczni prokuratorzy nieświadomi tego, co się wokół dzieje? Co zrobili filmowcy, żeby na ekranie jak najwierniej oddać epokę, w której rozgrywa się film? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi można znaleźć w poniższej rozmowie z reżyserem. 

Jak odkrył pan „Dwóch prokuratorów” autorstwa Gieorgija Demidowa, naukowca i więźnia politycznego ZSRR? Co zainspirowało pana w jego stosunkowo mało znanej, nietłumaczonej na inne języki opowieści, która zaczyna się od listu napisanego krwią?

Siergiej Łoźnica: Gieorgij Demidow, autor noweli „Dwaj prokuratorzy”, został aresztowany w 1938 roku w Charkowie na Ukrainie, gdzie pracował jako fizyk doświadczalny w Charkowskim Instytucie Elektrotechnicznym. Spędził czternaście lat w gułagu, w owianych najgorszą sławą łagrach, które określał jako „Auschwitz bez pieców”. Demidow wykorzystał te doświadczenia w swoich książkach.

„Dwaj prokuratorzy” zostali napisani w 1969 roku, jednak w tamtym czasie nie tylko publikacja takich tekstów była niemożliwa, ale nawet czytanie ich w domu rodzinie i znajomym było niebezpieczne. W sierpniu 1980 roku wszystkie rękopisy Demidowa skonfiskowało KGB. W 1988 roku, na prośbę córki pisarza, manuskrypty zostały zwrócone. Nowela „Dwaj prokuratorzy” ukazała się po raz pierwszy w wydawnictwie Wozwraszczenie nie tak dawno temu, bo w 2009 roku. To historia, która czekała na publikację czterdzieści lat.

W minionych trzydziestu latach zgromadziłem pokaźną biblioteczkę książek więźniów gułagu, a także obozów nazistowskich. Oczywiście, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o publikacji „Dwóch prokuratorów”, byłem zaintrygowany. Przeczytałem nowelę i ta historia we mnie została.

Kilka lat później napisałem scenariusz. W kraju, w którym dziesiątki milionów ludzi zostało przesiedlonych i przeszło przez łagry, a kolejne dziesiątki milionów zmarło w tych obozach z głodu lub po prostu z powodu niemożliwych warunków do życia, pamięć o tych tragicznych wydarzeniach żyje w niemal każdej rodzinie. To wciąż nas prześladuje.

Biorąc pod uwagę materiał źródłowy, jak chciał pan uzyskać w filmie – pod względem struktury i tonu – połączenie trzymającego w napięciu thrillera i opartego na dialogach filmu kameralnego, z nutą mrocznej ironii…

„Udaj się tam – choć nie wiesz, gdzie jest 'tam’. Znajdź to – choć nie wiesz, czym jest 'to'”. To popularny motyw w rosyjskich baśniach.

Nasz bohater, niczym bohater baśni, jest otoczony przez nieznane. Nie zdaje sobie sprawy, w jakim żyje świecie. Postępuje tak, jak uważa za logiczne i sprawiedliwe, ale świat wokół niego nie jest taki, jaki mu się wydaje. Bohater naszego filmu, młody radziecki prokurator Korniejew, działa praktycznie na oślep. Pytanie, na które musi znaleźć odpowiedź, brzmi: „Gdzie jestem i co mi się przydarza?”.

Film składa się z dwóch części, z prologiem i intermezzo pomiędzy nimi. Cała pierwsza część filmu to tak naprawdę dopiero początek historii Korniejewa. Dopiero w 60. minucie, czyli w połowie filmu, w pełni uświadamiamy sobie, co bohater musi zrobić.

Wprawdzie podczas pisania scenariusza starałem się jak najwierniej trzymać noweli Demidowa, zależało mi również na umieszczeniu narracji w szerszym kontekście filozoficznym i kulturowym. Gdy pracowałem nad scenariuszem, nieustannie wisiały nade mną cienie Gogola i Kafki.

Jak można zauważyć, Gogola świadomie „zaprosiłem” do filmu poprzez postać kapitana Kopiejkina, ale Kafka pojawił się i wślizgnął sam – bez żadnego specjalnego zaproszenia! „Dwaj prokuratorzy” to tragedia. Ale jak w każdej prawdziwej tragedii zawsze jest miejsce na groteskę i farsę.

Film przenosi nas w szczególny moment w historii Związku Radzieckiego: w czasy stalinowskiego terroru wielkich czystek. Jaki pana zdaniem może to mieć wydźwięk dla dzisiejszego widza?

Czy chodzi o sugestię, że film przedstawiający tragiczne wydarzenia stalinowskiego terroru z lat 30. XX wieku ma dziś znaczenie? Niestety, ta tematyka pozostanie aktualna tak długo, jak na świecie będą istniały reżimy totalitarne.

Żadne z obecnych społeczeństw, niezależnie od tego, jak jest rozwinięte i demokratyczne, nie będzie odporne na autorytaryzm i dyktaturę. Dlatego uważam, że wielkie czystki lat 30. XX wieku wciąż wymagają badań i refleksji.

W 2017 roku nakręciłem film dokumentalny „Proces”, oparty na archiwalnych materiałach z jednego ze stalinowskich procesów pokazowych z 1930 roku. Podczas tego procesu szanowani radzieccy naukowcy, inżynierowie, ekonomiści i potentaci przemysłowi publicznie oskarżali się o zbrodnie, których – jak się okazało dekady później – nigdy nie popełnili. Dlaczego to zrobili? Proces ten miał wzbudzić strach i podejrzliwość wśród ludności sowieckiej i stał się potężnym narzędziem stalinowskiej propagandy i terroru.

Akcja „Dwóch prokuratorów” również rozgrywa się w czasie stalinowskich czystek, kiedy cały kraj ogarniał strach. Fascynuje mnie ten mechanizm psychologiczny – zarówno w psychice jednostki, jak i zbiorowości – który umożliwia i podtrzymuje istnienie społeczeństwa totalitarnego, opartego wyłącznie na terrorze. Te schematy psychologiczne powtarzają się wiek po wieku, pokolenie po pokoleniu, bo koniec końców wszystkie reżimy totalitarne są pod wieloma względami do siebie podobne.

Podobieństwa między tą historią a teraźniejszością są uderzające i wykraczają daleko poza Rosję i putinizm. Czy liczy pan na to, że międzynarodowa publiczność zauważy w filmie odbicie do pewnego stopnia swoich własnych społeczeństw?

Oczywiście, możemy powiedzieć, że historia się powtarza. Czasy i okoliczności się zmieniają, technologia się rozwija, ale konsekwencje są zawsze tragiczne. Pokusa osiągnięcia celów politycznych prostymi i „skutecznymi” środkami przemocy może okazać się nie do odparcia dla elit rządzących w nawet najbardziej demokratycznych i pozornie nieskorumpowanych krajach.

Zawsze zastanawiał mnie fakt, że ludzie, a czasem całe kraje, zazwyczaj nie potrafią zrozumieć własnej historii, widzą drzewa, a nie widzą lasu i nie rozumieją znaczenia wydarzeń historycznych, w których uczestniczą. Innymi słowy: nie pojmują znaczenia tego, co bezpośrednio wpływa na ich los. Za każdym razem mówimy sobie: „To nie może się zdarzyć!”. A potem to się dzieje, tu i teraz, i okazuje się, że już nie jesteśmy w stanie się temu przeciwstawić.

„Dwaj prokuratorzy” (fot. Andrejs Strokins/SBS Productions)

Na ironię zasługuje fakt, że – jak to ukazano w filmie – system niszczy swoich najgorętszych zwolenników, swoich „prawdziwych wyznawców”. Ironia ta jest jeszcze bardziej uderzająca w przypadku postaci prokuratora Korniejewa, który sam był uosobieniem państwa i praworządności…

Rewolucja została wymyślona i przeprowadzona przez jedną grupę ludzi, ale jej owocami cieszyła się głównie inna grupa. Stalin, w walce o władzę, wyeliminował niemal wszystkich swoich towarzyszy.

Nasz bohater, młody prokurator, który właśnie ukończył studia, należy do pierwszego pokolenia porewolucyjnego, wychowanego w romantycznym, idealistycznym duchu. Jest nieustraszonym i pełnym entuzjazmu budowniczym społeczeństwa przyszłości, przekonanym o swojej słuszności. Nie może nawet sobie wyobrazić, że świat, w którym żyje, jest daleki od ideału.

Takie postacie często padały ofiarą sowieckiego reżimu. Czas bezlitośnie je wyciął. Ci, którzy mieli szczęście przetrwać, po dekadach spędzonych w gułagu pozbyli się złudzeń.

Jak skompletował pan międzynarodową obsadę do takiego filmu, z aktorami z całego obszaru „postradzieckiego”? Czy wciąż istnieje poczucie wspólnej pamięci wokół tych tematów?

Obsadziłem rosyjskojęzycznych aktorów z Litwy, Łotwy i Izraela. Poznałem Saszę (Aleksandra) Kuzniecowa w zeszłym roku w Cannes i to spotkanie wystarczyło, żebym zaprosił go do zagrania głównej roli w filmie. Trzy miesiące później widzieliśmy się już na próbach i rozpoczęliśmy pracę.

Zaprosiłem również Aleksandra Filippienkę, wspaniałego aktora, który gra w filmie dwie różne role. Inny znakomity aktor, który do nas dołączył, to Anatolij Bieły, który do lutego 2022 roku był głównym aktorem Moskiewskiego Teatru Artystycznego. Obecnie Anatolij mieszka i pracuje w Izraelu; niedawno wystąpił w hebrajskojęzycznej produkcji Teatru Gesher „Zbrodnia i kara”. Wszyscy trzej aktorzy – Aleksandr Kuzniecow, Aleksandr Filippienko i Anatolij Bieły – opuścili Rosję po inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę w lutym 2022 roku.

W obsadzie dołączyli do nich litewscy aktorzy: Vytautas Kaniušonis, Nerijus Gadliauskas, Lukas Petrauskas, Valerijus Jevsejevas i Vygandas Vadeiša. Pracowałem z nimi przy sztuce opartej na powieści „Łaskawe” Jonathana Littella w Teatrze Młodzieżowym w Wilnie. Valentin Nowopolskij i Dmitrij Denisiuk to aktorzy z Wileńskiego Starego Teatru, dawniej znanego jako Rosyjski Teatr Dramatyczny. Znamy się od dawna – Valentin i Dmitrij przez lata nagrywali partie lektorskie do moich filmów dokumentalnych. Teraz w końcu miałem okazję pracować z nimi na planie.

W Rydze poznałem wspaniałego łotewskiego aktora Andrisa Keišsa. Obsadziliśmy również licznych aktorów nieprofesjonalnych. Dla wielu z nich było to pierwsze doświadczenie z kręceniem filmu.

Moi aktorzy pochodzą z różnych środowisk, ale wszyscy dzielimy to samo doświadczenie związane z sowiecką przeszłością.

(fot. Andrejs Strokins/SBS Productions)

Jak przeniósł pan na ekran historię, która jest intymna w swojej istocie, a jednocześnie ma ogromny rozmach? Co chciał pan osiągnąć w filmie pod względem wizualnym?

Początkowo chciałem włączyć do filmu materiały archiwalne. Film miał zaczynać się od mów końcowych oskarżonych w pokazowym procesie stalinowskim z 1930 roku, a kończyć przemówieniem prokuratora generalnego ZSRR, Wyszyńskiego, w pokazowym procesie z 1938 roku. Później porzuciłem ten pomysł, ale jego ślady pozostały w filmie – szczególnie w formacie obrazu.

Format akademicki nawiązuje stylistycznie do epoki, w której rozgrywa się akcja, i do samego stylu narracji (to format obrazu kinowego o proporcjach 1,37:1, używany we wszystkich filmach z lat 1932-1952 – przyp. red.). W filmie nie ma ruchów kamery, tylko statyczne ujęcia. Ten sposób filmowania stawia pewne wyzwania i wymaga niemałej pomysłowości w kompozycji i montażu.

Oleg Mutu, rumuński operator, z którym realizuję wszystkie moje filmy fabularne, opracował specjalną paletę barw. Z warstwy wizualnej usunęliśmy wszystkie „żywe” kolory – pozostawiając tylko czerń, szarość, brąz, granat, biel, a miejscami krwistą czerwień.

Kostiumy zostały wykonane lub pozyskane zgodnie z tą paletą barw, a ich autentyczność była naszą naczelną zasadą. Niektóre kostiumy uszyła Dorota Roqueplo, nasza kostiumograf z Polski, z tkanin vintage z lat trzydziestych. Faktury tkanin, szczególnie pokazane na zbliżeniach, prezentują się niesłychanie dobrze.

Film powstał w więzieniu w Rydze, pochodzącym z 1905 roku, jeszcze z czasów Imperium Rosyjskiego. Więzienie to zostało niedawno zamknięte, ponieważ warunki w nim nie spełniały europejskich standardów. Zapach więzienia i aura cierpienia, które kumulowały się tam przez lata, prawdopodobnie nigdy nie znikną.

Bezsilność jednostki wobec sprawnie działającej machiny państwowej to niestety kwestia, która wydaje się równie aktualna w 1937 roku, jak i dzisiaj. Czy są jakieś różnice?

Każde współczesne społeczeństwo i jego jednostki stoją przed wieloma wyzwaniami. Wyzwania te mogą być wspólne dla nas wszystkich lub specyficzne dla pewnych społeczności. W tym kontekście nie powinniśmy zapominać o istnieniu pewnej „bezczasowości”: wszyscy żyjemy w tym samym czasie fizycznym, a jednocześnie w różnych czasach historycznych. Poszczególne społeczności przechodzą jednocześnie przez inne etapy rozwoju historycznego. Istnieje jednak jeden wspólny problem, który dotyczy nas wszystkich: brak odpowiedniego języka do opisania tego, co dzieje się tu i teraz.

Jeśli nie umie się czegoś opisać, nie da się też tego zrozumieć. Bez zrozumienia nie da się podjąć odpowiednich działań. Próbujemy opisać teraźniejszość językiem przeszłości. Jednak doświadczenia z przeszłości nie są w tym pomocne, ponieważ życie ciągle się zmienia. Gwałtownie się zmienia.

Od stu lat żyjemy w świecie opisanym przez Kafkę, Musila, Orwella, Płatonowa i innych wielkich pisarzy XX wieku. A jednak wciąż czekamy na romantycznego bohatera, zbawiciela, który przyjdzie, pokona smoka i rozwiąże problem. Cóż za bezwładność! Mamy na to wystarczająco dużo przykładów w życiu politycznym na całym świecie, w aspiracjach społeczeństw, w kryteriach wyboru „bohatera” czy obrońcy danej kultury… ale niestety mamy problem – Robin Hoodowie to już przeszłość.

Świat stał się zbyt złożony, by dało się go naprawić prostymi metodami. Potrzebujemy innego języka, aby opisać nasze rozumienie świata, a co za tym idzie – działać. Nie twierdzę, że znalezienie takiego języka jest niemożliwe, ale najpierw musimy przynajmniej takie zadanie sformułować. Właśnie to próbuję osiągnąć moim filmem.

Pana filmy zdają się zawsze przypominać nam – czasem boleśnie – o lekcjach historii. Skoro tworzy pan tak mroczne, prorocze ostrzeżenia, to skąd czerpie pan inspirację?

Kiedyś ludzie żyli średnio 20-25 lat. W pierwszej połowie XIX wieku średnia długość życia w Europie wzrosła do 27 lat, a pod koniec XIX wieku – do 33 lat. W XX wieku skoczyła już do około 65 lat. Jak widać, w końcu zaszły pewne pozytywne zmiany! Te zmiany nieuchronnie prowadzą do pewnych przemian w naszej świadomości. To mnie inspiruje.

Tłumaczenie: Artur Maszota
fot. i źródło: materiały prasowe Atoms & Void/SBS Productions

Tematy: , , , , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady