banner ad

Nie przynoszę piękna w stanie czystym – rozmowa z Justyną Kulikowską, laureatką 19. Nagrody Literackiej m.st. Warszawy za książkę „Wnyki dla światła”

12 września 2026

Justyna Kulikowska, laureatka Nagrody Literackiej m.st. Warszawy za tom poezji "Wnyki dla światła"

Justynie Kulikowskiej udała się rzecz wyjątkowa, bo po raz drugi zdobyła Nagrodę Literacką m.st. Warszawy w kategorii „poezja”. Dwa lata temu rozmawialiśmy z nią, kiedy laur zapewnił jej tomik „Obóz zabaw”, teraz przedmiotem wywiadu jest jej najnowszy zbiór wierszy o równie intrygującym tytule „Wnyki dla światła”.

Sebastian Rerak: Jak oceniasz dwa minione lata z artystycznego punktu widzenia?

Justyna Kulikowska: Jeśli chodzi o aspekt artystyczny, był to bardzo dobry czas. Niekoniecznie chyba jednak coś zmieniło się w moim życiu. Na pewno moje pisanie ewoluowało, ale to naturalny proces.

Po wydaniu „Obozu zabaw” zarzekałaś się, że nie napiszesz kolejnego poematu. A jednak „Wnyki dla światła” zbliżają się do niego w formie.

Ja ciągle zarzekam się, że czegoś nie zrobię, żeby potem i tak to zrobić. (śmiech) Nowy tomik nie jest może typowym poematem jak „Obóz…”, ale masz rację, że ma w sobie wiele z poematu.

Myślisz o nim równie całościowo, jak o poprzedniku?

Chyba o wszystkich książkach myślę całościowo. Ciężko mi pisać rzeczy, które nie byłyby w jakiś sposób powiązane ze sobą. Kiedy zaczynam pisać, nie myślę o każdym pojedynczym wierszu, ale o pewnym cyklu. Czasami mówię, że ciąglę piszę tę samą książkę. (śmiech) W każdym razie wszystkie wątki zawsze się u mnie splatają.

Okładka książki "Wnyki dla światła" Justyny Kulikowskiej, za którą autorka otrzymała Nagrodę Literacką m.st. Warszawy

Mam wrażenie, że nie wyrzekłaś się też zupełnie inspiracji modernizmem obecnych w „Obozie…”.

Z pewnością nie. Żartuję nawet, że podlewam modernizmem wszystko. Na pewno w nowym tomiku pojawiają się odwołania do wyższej filozofii czy ambitnej literatury. Chociaż nie lubię słowa „ambitna”, bo wiąże się z klasyfikowaniem. Niemniej tak, są tu obecne modernistyczne inspiracje. Pisząc te wiersze, byłam na takim etapie, że potrzebowałam czegoś, co będzie potężne. Postawiłam więc taką modernistyczną kolumnę.

W nowym zbiorze pada hasło o powrocie do punku. Postrzegasz „Wnyki…” jako punkowe w wyrazie?

Punk zawsze kojarzył mi się z beztroską i buntem, a ten tomik jest w pewien sposób beztroski. Jest w nim też sporo nawiązań do tańca, w domyśle także do pogo. „Wnyki…” są trochę jak pogo.

Piszesz także o wysyłaniu bumerangów. To adekwatna metafora do tego, co robisz w poezji?

Na pewno mi bliska, bo bumerang powraca. Podobnie jest z moimi wersami – wracają w nich rzeczy, które już kiedyś napisałam, tyle że w innej formie. Obsesyjnie powracam do określonych tematów, spraw, skojarzeń i motywów. Z tym przede wszystkim związana jest figura bumerangu.

Justyna Kulikowska z Nagrodą Literacką m.st. Warszawy za książkę "Wnyki dla światła"

Justyna Kulikowska z Nagrodą Literacką m.st. Warszawy za książkę „Wnyki dla światła” (fot. Marcin Kłusak)

W jeszcze innym wierszu przyznajesz, że jeśli przyniesiesz piękno, to będzie ono pęknięte. Takie jest bardziej interesujące?

Nie wiem, „czy jest bardziej interesujące. Sama chyba nie chciałabym dostać pękniętego piękna. Wydaje mi się jednak, że w obecnych czasach piękno jest pęknięte, bo stanowi wypadkową życia. Nie ma niczego, co byłoby nieskalane. Wszystko jest w jakiś sposób dotknięte naszymi doświadczeniami – gorszymi lub lepszymi, jest brzydotą świata. Ja przynajmniej nigdy nie przynoszę piękna w stanie czystym.

Wspominałaś uprzednio, że ciąży ci trochę etykietka poetki z Podlasia. Tymczasem „Wnyki…” są bardzo regionalne – pojawiają się w nich Wissa, Żebry, Biebrza…

Moja relacja z miejscem urodzenia jest dosyć trudna. Cały czas oswajam swoje powroty do niego i oswajam samo miejsce. Faktycznie przyznawałam kiedyś, że chciałabym się od tego odciąć, wyrosnąć z tego miejsca, jednocześnie jednak wciąż mam w sobie potrzebę, by do niego wracać. Może to złe słowo, ale nadal wykorzystuję Podlasie, usiłuję je jakoś ograć. Zapewne więc będzie jeszcze pojawiać się w kolejnych moich książkach. O ile jakieś napiszę, bo zazwyczaj mówię, że niczego już nie napiszę. A potem i tak to robię. (śmiech)

Z dwoma nagrodami warszawskimi na koncie czujesz się już twórczynią warszawską?

Trochę tak! Tym bardziej, że żadnej z tych nagród zupełnie się nie spodziewałam, a zwłaszcza tej drugiej. W każdym razie miło jest być twórczynią warszawską. (śmiech)

Czy sukces „Obozu…” przełożył się na zainteresowanie tym, co robisz? Domyślam się, że…

Że wydawanie poezji nie jest zbyt łatwe? Owszem, nie jest. Aczkolwiek ja od dawna współpracuję z jednym wydawnictwem i mam ten przywilej, że moje książki ukazują się dosyć regularnie. Trudno też mówić o sukcesie w poezji, choć gdybym temu zaprzeczyła, to byłabym bezczelna albo zakłamana. Na pewno zaczęłam zarabiać na poezji, co udaje się nielicznym, bo ogólnie nie jest to dochodowa dziedzina. Zawsze jednak podkreślam, że poezja nie jest głównym celem mojego życia ani źródłem utrzymania. Nie zajmuję się literaturą zawodowo, co daje mi ten komfort, że nie muszę być w jakiś sposób układna. Mogę pisać, co chcę, i nie jest to dla mnie kwestia być albo nie być.

Ostatecznie „Wnyki dla światła” wydają mi się całkiem pozytywnym tomikiem. Jest w nim pewna energia, afirmacja życia…

Zdecydowanie tak, masz całkowitą rację. To chyba najbardziej pozytywny z moich tomików. Najbardziej radosny, najbardziej świetlisty…

Stąd taki, a nie inny tytuł?

Tak. Wnyki służą do chwytania czegoś, a ja chciałam pochwycić światło. Bo pomimo wszystkiego należy je chwytać.

Rozmawiał: Sebastian Rerak
fot. główna: Marcin Kłusak
Materiał powstał we współpracy z Biurem Kultury m.st. Warszawy.

Tematy: , , , ,

Kategoria: wywiady