Jeśli w młodości wszystko podano ci na tacy, nie rozwiniesz się w pełni – wywiad z Victorem Dixenem, autorem powieści „Agencja Perdido. Droga przez mrok”

Gdy gasną światła wielkiego miasta, a codzienna rzeczywistość zaczyna pękać w szwach, na powierzchnię wychodzą najmroczniejsze sekrety. Przedmioty znikające w niewyjaśnionych okolicznościach to dopiero początek. W mrocznych podziemiach Nowego Jorku czają się bowiem potwory z dziecięcych koszmarów – istoty, które żywią się ludzkim strachem i odbierają nam to, co najcenniejsze. Opublikowana przez Wydawnictwo Kropka „Agencja Perdido. Droga przez mrok” to porywająca, wielowarstwowa podróż przez duszne labirynty pod miastem. Z autorem książki, Victorem Dixenem, rozmawiamy o opisywaniu świata, który budzi lęk i ciekawość, odzwierciedlaniu prawdziwego życia w fantastycznej konwencji, tworzeniu nietuzinkowych literackich duetów i znaczeniu pokonywania trudności w kształtowaniu młodych osób.
Marcin Waincetel: W życiu szukamy różnych rzeczy – spokoju, natchnienia, pomysłów… Zastanawiam się, jaki był ten pierwszy impuls twórczy, który sprawił, że postanowiłeś powołać do życia Agencję Perdido?
Victor Dixen: Cóż, wszystko zaczęło się od pytania: gdzie podziewają się rzeczy, które gubimy na co dzień? Ten pęk kluczy, który – przysiągłbyś – wrzuciłeś na dno torby, albo ta książka, którą – dałbyś sobie rękę uciąć – zostawiłeś na szafce nocnej, kiedy zasypiałeś. A co, jeśli te przedmioty wcale nie zostały zgubione, lecz skradzione przez istoty z innego świata? Kiedy zadałem sobie to pytanie, odpowiedź stała się oczywista. Winowajcami musiały być… no właśnie, straszydła. Istoty z dziecięcych opowieści, które czają się w mroku, pod naszymi łóżkami i za szafami.
Dlaczego uznałeś, że to Nowy Jork będzie najlepszym tłem do opowiedzenia tej historii?
Uwielbiam snuć opowieści, które łączą współczesną rzeczywistość z dawnymi mitami. Tak właśnie zrobiłem w „Agencji Perdido”. Obecnie mieszkam w Waszyngtonie, ale kiedyś mieszkałem w Nowym Jorku. Skala tego miasta jest wręcz hipnotyzująca. Kiedy po raz pierwszy przyjeżdżasz do Nowego Jorku, największe wrażenie robią na tobie drapacze chmur, które wydają się sięgać nieba, ale szybko odkrywasz, że odbiciem tych wysokości są podziemia miasta. Bo Nowy Jork ma bardzo głęboką sieć kolei podziemnych i pod betonowym chodnikiem znajduje się mnóstwo ukrytych rzeczy. To właśnie tam postanowiłem szukać miejsc, w których żyją straszydła.
Jak wyglądał proces dokumentowania nowojorskiej scenerii i w jaki sposób pracowałeś nad tym, aby przekształcić miasto w pełnoprawnego bohatera książki?
Nie będę ukrywać – oparłem się na własnych doświadczeniach z mieszkania w Nowym Jorku. Tych wszystkich godzinach spędzonych na spacerowaniu po mieście, jeżdżeniu metrem, próbach dostrzeżenia kształtów w jego cieniach… Szczególnie fascynuje mnie dworzec kolejowy Grand Central. Jego architektura jest przepiękna… Dla mnie to jak serce miasta – tylko zamiast pompować krew, zarządza ogromnym przepływem pasażerów. Tak właśnie wyobraziłem sobie drugi dworzec kolejowy ukryty pod tym na powierzchni: Salę Utraconych Kroków.
W fenomenalny sposób potrafisz grać na emocjach czytelników, bo opisujesz świat, która budzi lęk, a równocześnie ciekawość. Chcemy go eksplorować. Jak to możliwe?
Wydaje mi się, że lęk rodzi się z nieznanego – wszystkiego tego, czego nie potrafimy kontrolować ani w pełni zrozumieć. Obejmuje to zarówno wielkie, kosmiczne tajemnice, jak i małe, codzienne, niepokojące doświadczenia, takie jak zgubienie kluczy. Wykorzystując w tej historii fantastyczną konwencję, chciałem spróbować wyjaśnić, co się dzieje z zagubionymi rzeczami i osobami. Chciałem też wykorzystać to uczucie lęku przed stratą i wzbogacić je o poczucie zachwytu. Bo przecież jeśli przedmioty i ludzie naprawdę znikają w ukrytych miejscach, wywołuje to lęk, ale też podekscytowanie. Jako gatunek ludzki mamy głęboko zakorzeniony instynkt eksploracji i chcemy odkrywać nowe światy.

Porozmawiajmy zatem o przewodniczkach po tym literackim świecie. Lucy i Rita Perdido to niezwykle dynamiczna para. Skąd wziął się pomysł na ten duet i co było największym wyzwaniem w tworzeniu więzi między zagubioną nastolatką a ekscentryczną starszą panią?
Zacznijmy może od tego, że piszę dla różnych odbiorców: dojrzałych dorosłych, młodych dorosłych i nastolatków. Do każdej z tych grup staram się dopasować światopogląd bohatera, który jest w ich wieku. Dlatego moi dojrzali bohaterowie skupiają się na przetrwaniu życiowych trudności, młodzi dorośli kierują się buntem i chęcią zmiany świata, natomiast nastolatki, jak Lucy i Jasper, pragną przede wszystkim znaleźć swoje miejsce w świecie. Dlatego w tym wieku bardzo ważna jest postać mentora, kogoś takiego jak Dumbledore w „Harrym Potterze”. Potrzebujesz przewodnika, który wskaże ci drogę, przekaże wiedzę i umiejętności, dzięki którym staniesz się w pełni sobą.
Właśnie taką rolę odgrywa Rita. Jej światopogląd różni się od światopoglądu Lucy z powodu wszystkich jej dotychczasowych doświadczeń. Jest prawdopodobnie bardziej pesymistyczna, a przynajmniej ostrożna, co często ściera się z optymizmem Lucy. Przeciwstawność charakterów tworzy silną dynamikę – ale koniec końców, obie bardzo się o siebie troszczą i to jest w tym wszystkim najważniejsze.
Czy Rita Perdido powstała z inspiracji jakąś konkretną osobą?
Osobą nie, raczej wartością – bo muszę zauważyć, że to kobieta, która ma niezwykle silny kompas moralny. Chce wykorzystać dar odnajdywania, aby pomóc ludzkości. Jednak robiąc to, czasami zaniedbuje własne potrzeby oraz potrzeby swojej załogi. Ona naprawdę ucieleśnia poczucie obowiązku – w jego szlachetnych, pełnych poświęcenia aspektach, ale też w jego nieustępliwości. A dobieranie sobie młodych pracowników, takich jak Lucy i Jasper, jest dla niej zachętą do rozwijania własnej wrażliwości.
Lucy trafia do nowego świata, rządzonego brutalnymi regułami, w momencie ogromnej straty – gdy dochodzi do zaginięcia jej matki…
Otóż to. Życie nie zawsze jest sielanką, dlatego ważne jest pokazywanie fikcyjnych bohaterów, którzy zmagają się z różnymi trudnościami, dążąc do swoich celów. Z drugiej strony – zupełnie jak w prawdziwym życiu – to właśnie te trudne momenty pomagają nam się uczyć, rozwijać i kształtować osobowość. Dotyczy to szczególnie nastolatków i młodych dorosłych. Jeśli w młodości wszystko podawane jest ci na tacy, nie masz szans rozwinąć się w pełni, by stać się dorosłym, jakim mógłbyś być.
W literaturze próby i doświadczenia służą konkretnemu celowi – mają napędzać przemianę bohatera i prowadzić do samoświadomości. I tak jest właśnie w przypadku Lucy.

W „Agencji Perdido. Drodze przez mrok” piszesz, że najgroźniejsze potwory nie rodzą się w próżni. Wyrastają z porzuconych wspomnień, którymi karmimy nasze lęki… W jaki sposób straszydła z powieści odzwierciedlają nasze wewnętrzne, psychologiczne demony i nierozwiązane traumy?
Gatunek ludzki od zawsze bał się ciemności. To kwestia ewolucji. Jako stworzenia dzienne mamy głęboko zakorzeniony w psychice strach przed mrokiem – i drapieżnikami, które mogą się w nim czaić. Ale ten strach ma też wymiar metaforyczny: mamy tendencję do spychania koszmarów i dawnych traum w mrok podświadomości. Straszydła, które ze swej natury są bardzo płynne i potrafią przybierać najróżniejsze kształty, można postrzegać jako manifestację tych wewnętrznych lęków. Walka z nimi oznacza zarazem walkę z naszymi własnymi demonami.
Korzystając z fantastycznej konwencji, poruszasz bardzo realne zagadnienia, jak alienacja w miejskiej dżungli czy emocjonalna strata. Jak udaje ci się zachować równowagę między dostarczaniem ekscytującej rozrywki a przedstawianiem w pogłębiony sposób ważkich kwestii społecznych?
Staram się po prostu odzwierciedlać życie. Myślę, że im bardziej realistyczne są wydarzenia w powieści, tym bardziej wiarygodne stają się również jej fantastyczne elementy. Najbardziej magiczne jest to, że fantastyka może pomóc nam radzić sobie z realnymi problemami. Jak kiedyś powiedział Stephen King, wymyślamy nowe strachy, aby radzić sobie z tymi prawdziwymi.
„Agencję Perdido. Drogę przez mrok” opublikowano jako powieść dla nastolatków, jednak emocjonalna dojrzałość bohaterów sprawia, że kategoria wiekowa traci jakiekolwiek znaczenie. Jak ty postrzegałeś profil odbiorcy twojej książki?
„Agencja Perdido” została wydana jako powieść młodzieżowa, ponieważ główni bohaterowie są w tym wieku: Lucy i Jasper mają po czternaście lat, kiedy zaczyna się ta historia. Mimo to uważam, że dobrą literaturę dla dzieci i młodzieży można czytać w każdym wieku – pozwala nam ona na nowo nawiązać więź z dzieckiem lub nastolatkiem, którym kiedyś byliśmy, oraz odzyskać poczucie zachwytu, buntu i idealizmu. Mocno wierzę również w to, że literatura fantastyczna dla młodszych czytelników nie powinna ustępować pod względem złożoności i bogactwa kreowanego świata literaturze fantastycznej dla dorosłych. Serie „Harry Potter” oraz „Mroczne materie” to doskonałe przykłady, które starałem się naśladować.
Z jakim uczuciem lub myślą chciałbyś pozostawić czytelników po zamknięciu książki?
Takim uczuciem oraz fundamentalną wartością u podstaw tej historii jest nadzieja. Kiedy wszystko wydaje się stracone, zawsze zostaje jedna rzecz: iskra światła w ciemności. Ta cenna iskra rozpala duszę i ducha członków Agencji Perdido, pozwalając im iść naprzód bez względu na napotkane trudności.
Rozmawiał: Marcin Waincetel
fot. Samantha Rayward
Materiał powstał we współpracy z Wydawnictwem Kropka.
Kategoria: wywiady










