Dla roślin nie istnieje inny wybór, niż żyć – rozmowa z Kim Keum Hee, autorką książki „Rok wśród kwiatów”

10 grudnia 2025

Słowo „roślina” pada w poniższym wywiadzie wyjątkowo często, ale nie mogło być inaczej. Południowokoreańska pisarka Kim Keum Hee zyskała międzynarodową popularność książką pod wymownym tytułem „Rok wśród kwiatów. Dziennik koreańskiej miłośniczki roślin”, w urzekający sposób opisującą refleksje i doświadczenia wyniesione z opieki nad domowym ogrodem. Pomiędzy pisaniem i doglądaniem przeszło siedemdziesięciu zielonych podopiecznych znalazła czas na wizytę w naszym kraju i rozmowę z Booklips.pl.

Sebastian Rerak: Miałaś okazję przyjrzeć się roślinom w Polsce? Także tym stojącym w oknach lub na balkonach?

Kim Keum Hee: Generalnie rośliny doniczkowe nie różnią się zbytnio od tych, które widuję w Korei. Jadąc pociągiem, zwróciłam jednak uwagę na coś szczególnego. W Polsce rośnie bardzo wiele wspaniałych, rozłożystych drzew, na których całymi rzędami siadają ptaki. Bardzo mnie to urzekło. Gdybym mieszkała w waszym kraju, na pewno przyglądałabym się ptakom i temu, jak budują swoje gniazda. Myślę, że mogłoby to być bardzo inspirujące.

W Korei taki widok byłby czymś niezwykłym?

Na pewno ptaki w wielkich miastach nie są tak towarzyskie. Jeśli już gniazdują, to każde na osobnym drzewie. Tutaj z kolei miałam wrażenie, że drzewa są jak bloki pełne lokatorów. A zatem zauważyłam różnicę nie tyle kulturową, co krajobrazową. (śmiech)

Jak do tego doszło, że największym międzynarodowym sukcesem powieściopisarki popularnej we własnym kraju stała się książka non-fiction o roślinach?

Dla mnie to także jest pewne zaskoczenie, ale nie znam przyczyny. Los książek bywa nieodgadniony. Może to kwestia tematyki – ludzie trzymają w domach rośliny na całym świecie, więc mogą odnaleźć także swoje doświadczenia w „Roku wśród kwiatów”. W gruncie rzeczy cieszy mnie, że to właśnie ta książka spotkała się z tak żywym odbiorem, bo mam poczucie, że bardzo udanie oddaje ona mnie samą i mój styl opowiadania.

W swoich powieściach przedstawiasz bohaterów o bardzo silnych osobowościach. Ktoś mógłby zapytać: gdzie rośliny, a gdzie indywidualizm?

Ooo, znajduję go w nich bardzo wiele! Każda moja roślina ma własną historię i patrzę na nią odrębnie. Na dobrą sprawę, co jest ich celem, jeśli nie ciągły rozwój? Już to sprawia, że muszą być wysoce niezależne. W tym sensie uważam więc, że bardzo przypominają bohaterów moich powieści.

No tak, ale nierzadko słyszę, że rośliny są mniej ciekawymi domownikami od zwierząt, ponieważ nie można się z nimi komunikować.

Najwidoczniej ludzie, którzy tak twierdzą, nie starali się nawiązać takiej komunikacji. Rośliny mogą wydawać się milczące i niewzruszone, a jednak mam poczucie, że rozpoznają moje stany emocjonalne, również uczucia, które im okazuje. Jeśli chcesz wiedzieć, czy do nich mówię, to tak, robię to. (śmiech) Uważam, że zdecydowanie można się z nimi porozumieć.

Z książki można zresztą wynieść wrażenie, że rośliny są bardziej emanacją naszych uczuć niż tylko ich metaforą.

Tak, emanacją, przedłużeniem czy też swoistym echem naszego wnętrza. Są jak lustro, w którym możemy się przejrzeć.

Nie dziwi mnie teraz, że przyznajesz, iż „Rok wśród kwiatów” jest książką, w której ze szczególną łatwością przyszło ci wyrażanie własnych emocji.

Rośliny są ulubionym elementem mojego codziennego życia, a już to sprawia, że pisanie o nich musiało być bardzo szczere. Pracą pisarza, czy też artysty w ogóle, jest przyglądanie się emocjom ludzi, co samo w sobie bywa męczące. Kiedy zaś jestem zmęczona, to siadam wśród roślin, a te oferują mi swoją ciszę. To daje mi prawdziwe wsparcie.

I podnosi cię na duchu? Pojawia się u ciebie termin „roślinny optymizm”…

Rośliny nie roztrząsają żadnych dylematów – są nastawione na życie, rozwój, kwitnięcie. Ludzie mogą doświadczać smutku lub bólu do tego stopnia, że zaczynają myśleć o samobójstwie. Dla roślin z kolei nie istnieje inny wybór, niż żyć. Fascynujący jest dla mnie stan, w którym nie obchodzi cię nic innego. Nawet nie zastanawiasz się nad życiem – po prostu żyjesz! To bardzo odważna postawa i źródło prawdziwego optymizmu.

Zajmowanie się roślinami jest też niemal duchową praktyką. Wymaga wysiłku i cierpliwości, a gratyfikacja nie jest wcale oczywista.

Mieszkając w wielki mieście, nierzadko gubimy drogę, zapominamy, kim naprawdę jesteśmy. Przekonałam się, że najlepszym remedium na egzystencjalne rozterki jest dla mnie bliskość roślin. One przypominają mi, że nadal jestem częścią wszechświata. Pamiętajmy, że kiedy mówimy o historii życia na Ziemi, to rośliny pojawiły się na niej wcześniej niż zwierzęta. Świadomość łączności z wszechświatem jest zresztą podstawą filozofii zen. A zatem tak, zajmowanie się roślinami zdecydowanie może być duchowym procesem.

Jak sama piszesz, najbardziej troszczyłaś się o rośliny w chwilach smutku. Najbardziej empatyczni jesteśmy wtedy, gdy sami czujemy się źle?

Tak, w trudnych momentach potrzeba dzielenia się troską staje się większa. Ból powinien być jednak skutecznym źródłem motywacji, aby ruszyć z miejsca i coś zmienić. Właśnie dlatego stworzyłam swój domowy ogród – zamiast pogrążać się w ciemnych nastrojach, wolałam poświęcić się czemuś, co przynosi życie i pozytywną zmianę. Nic nie działa na mnie tak budująco, jak opieka nad roślinami i obserwowanie ich.

Czytając o tym, jak zajmowałaś się zaniedbanymi roślinami biurowymi, przypomniał mi się projekt artystyczny mojego znajomego, które ratował różne zapomniane rododendrony stojące w korytarzach publicznych instytucji.

Co za fantastyczny projekt! W Korei też jest coś podobnego – pewien człowiek stworzył tzw. przedszkole dla roślin. Także zbiera je z miejsc publicznych i otacza opieką jak dzieci. (śmiech) To miłe, że ludzie w różnych zakątkach świata wpadają na podobne pomysły.

Czy na fali przychylnego odbioru „Roku wśród kwiatów” polskiego wydania doczeka się któraś z twoich powieści?

Z tego, co wiem, przygotowywany jest polski przekład mojej ostatniej powieści, której angielski tytuł to „The Grand Greenhouse Repair Report”.

Wiem, że rok temu spędziłaś miesiąc na stacji badawczej na Antarktydzie. Czym zaowocowała ta wyprawa?

Napisałam już reportaż o pobycie na stacji, a moją kolejną książką będzie powieść inspirowana Antarktydą. Z zaskoczeniem odkryłam, że na tym kontynencie rośnie ponad sto gatunków roślin, z czego większość stanowią mchy, ale są też dwa gatunki roślin kwitnących. Ekspansja tych ostatnich jest niestety związana z ociepleniem klimatu i topnieniem pokrywy lodowej. To poddało mi pomysł do powieści. Na pewien czas wystarczy mi pisania non-fiction, zamierzam więc skupić się na fikcji.

Rozmawiał: Sebastian Rerak
fot. mat. prasowe W.A.B.


Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: wywiady