Anna Kaźmierak, Marta Lipczyńska-Gil, Marta Ignerska i Maria Strzelecka – nominowane do 17. Nagrody Literackiej Warszawy w kategorii „literatura dziecięca” odpowiadają na 3 pytania

13 czerwca 2024

W sobotę poznamy zwycięzców tegorocznej edycji Nagrody Literackiej Warszawy. Przed uroczystą galą przybliżamy książki, które mogą zdobyć stołeczny laur. Nominowanym zadaliśmy te same pytania. Dziś prezentujemy odpowiedzi udzielone nam przez autorki z nominacjami w kategorii „literatura dziecięca”: Annę Kaźmierak, Martę Lipczyńską-Gil i Martę Ignerską oraz Marię Strzelecką.

Na pytania odpowiada Anna Kaźmierak, autorka książki „Gdzie ty jesteś, koguciku?” (wyd. Wytwórnia).

Dlaczego powstała ta książka i dlaczego akurat ten temat?

Wszystkie moje autorskie książki mają wiejską tematykę. To jest mój sposób na zasymilowanie i przemyślenie własnych wiejskich korzeni.

Jak przebiegał proces pracy nad książką? Co było najciekawszym aspektem? A co stanowiło największe wyzwanie?

Choć książka wygląda na namalowaną w spontanicznym akcie twórczym, w rzeczywistości jest to dla mnie bardzo żmudny, trwający kilka lat proces. Największym wysiłek to śledzenie wątków merytorycznych. Czy opisywać obrazem to, co jest nam podawane jako wizualna reprezentacja polskiego wiejskiego dziedzictwa od lat, czy raczej przybliżać zjawiska, o których milczy zbiorowa narodowa świadomość.

Gdyby miała pani możliwość pracować nad nominowaną książką jeszcze raz, czy coś by w niej pani zmieniła?

Bardzo chciałbym tworzyć ją w innym czasie. Powstawała, gdy światem smagała kilkuletnia zaraza. Trudno być twórcą, gdy choroba raz po raz odbiera siły, bo wiadomo, że tworzenie wymaga jednak pewnego wigoru. To doświadczenie nauczyło mnie, że twórczynią można po prostu bywać od czasu do czasu. Nie musi to być codzienne zajęcie.

Na pytania odpowiadają Marta Lipczyńska-Gil (tekst) i Marta Ignerska (ilustracje), autorki książki „Ferment w mieście” (wyd. Hokus-Pokus).

Dlaczego powstała ta książka i dlaczego akurat ten temat?

Marta Lipczyńska-Gil: Ona powstała spontanicznie, połączyłyśmy się wirtualnie w bardzo trudnym czasie dla nas obu. W tym samym roku straciłyśmy naszych ojców, Marcie odchodził pies, ja leżałam ze złamaną nogą w szpitalu, czekając na operacją. Mrok. Marta tak pięknie pisała o swoim chorym psie, że od razu włączył mi się tryb redaktorki i pomyślałam, że z tego może być wspaniała książka o miłości, oddaniu, towarzyszeniu w odchodzeniu, ale dla Marty to było zbyt bolesne. Wtedy wysłałam jej swój tekst – jeszcze bez tytułu.

Marta Ignerska: „Ferment w mieście” powstał jeszcze w czasie końcówki pandemii, obie przeżyłyśmy wtedy tragedie rodzinne. Chciałyśmy bardzo zrobić coś na przekór tamtym mrocznym miesiącom, także związanym z ówczesną władzą, która totalnie nas dołowała. To książka o afirmacji życia. Dzieciakom też nie było lekko w tamtym czasie, chciałam, żeby mogły poczuć coś pozytywnego, coś z poczuciem humoru, coś żywego.

Jak przebiegał proces pracy nad książką? Co było najciekawszym aspektem? A co stanowiło największe wyzwanie?

Marta Lipczyńska-Gil: Dobra energia między nami, pełne zrozumienie, poczucie humoru, spontaniczność, dużo śmiechu mimo smutnych okoliczności wokół nas i na świecie. Marta od razu mi napisała, że tekst jest świetny, lekki, dowcipny, szalony, że widzi w nim ludzi, których mija na ulicy. Dokładnie o to mi chodziło! Bardzo szybko przysłała mi gotowe rozkładówki. I choć książki nie było w planach, to weszła klinem do portfolio od razu.

Marta Ignerska: W roku 2022 wśród różnych złych wydarzeń odchodził także mój ukochany pies, Marta Lipczyńska chciała, żebym zrobiła o tym książkę. Nie bardzo umiałam się z tym zmierzyć, wszystko było jeszcze zbyt świeże. Nie dawałam się namówić, powiedziałam: „Kochana, przyślij ty mi jaki tekst o życiu, bo śmierci ci u mnie dostatek”. Miała jeden już gotowy. Najciekawsze było chyba to – że tekst spodobał mi się po kilku linijkach i właściwie w jakieś dwa tygodnie zrobiłam całość. Marta dała mi absolutnie pełną wolność w interpretacji. I to zawsze najlepiej wychodzi.

Gdyby miały panie możliwość pracować nad nominowaną książką jeszcze raz, czy coś by w niej panie zmieniły?

Marta Lipczyńska-Gil: Zupełnie nic. (śmiech)

Marta Ignerska: Namawiałabym Martę na większy format w miękkiej oprawie? Żeby ten obraz wyglądał jak dopiero co nachlapany w rysunkowym bloku A3, żeby dzieciaki oderwały się od ekranów smartfonów i jeszcze bardziej chciały złapać za tusze i same się tak nimi dobrze bawiły jak ja.

Na pytania odpowiada Maria Strzelecka, autorka książki „Hajda. Beskid bez kitu” (wyd. Libra PL).

Dlaczego powstała ta książka i dlaczego akurat ten temat?

Książka powstała z miłości, podziwu i szacunku do miejsca. „Hajda” to jedna z trzech książek opowiadających o Beskidzie Niskim, każda z nich opisuje inny okres historyczny. W „Hajdzie” opowiedziałam to, bez czego nie można zrozumieć dzisiejszej Łemkowszczyzny. Akcję „Wisła” i poprzedzający ją miesiąc obserwujemy oczami młodego chłopca, jego psa, ale też oczami zwierząt mieszkających tuż obok w lesie. Jednocześnie jest to wiosna, przyroda budzi się do życia, trudno powstrzymać radość w tym czasie naznaczonym niełatwymi relacjami ludzi uwikłanych nagle wbrew ich woli w politykę. Jeżeli chciałabym dwoma słowami opisać treść książki, to są to radość i strach. A ważne jest, aby strach oswajać, zamiast od niego uciekać. Literatura jest tu nieoceniona pomocą dla młodych ludzi. Mogą przeżyć te emocje w bezpiecznych warunkach. To ważne, by nie popaść przez strach w uczucia o większym kalibrze – nienawiść albo chęć zemsty.

Jak przebiegał proces pracy nad książką? Co było najciekawszym aspektem? A co stanowiło największe wyzwanie?

Zawsze pracę zaczynam na psich spacerach, podczas marszu bardzo dobrze mi się myśli. Równolegle robię research, czytam dużo książek na dany temat, w przypadku „Hajdy” były to książki historyczne z tego okresu, zbiory dokumentów, książki wspomnieniowe, relacje świadków tamtych wydarzeń udostępnione cyfrowo. Rozmawiałam też z ludźmi, których bliscy byli wtedy dziećmi. Kiedy jestem w stanie już sobie wyobrazić tamten okres, przenieść się w czasie, wymyślam fabułę. Najciekawszym aspektem pracy przy „Hajdzie” były wyjścia w teren, aby znaleźć lokalizacje do różnych scen, często przyroda sama podsuwała mi pomysły lub rozwiązania różnych tematów. Najtrudniejszym podczas pracy przy „Hajdzie” było przeżywanie tych wszystkich smutnych i strasznych wydarzeń razem z relacjonującymi je osobami. Czytanie miesiącami o „Akcji Wisła” nie jest łatwe, w tym samym czasie zintensyfikowała się agresja Rosji wobec Ukrainy.

Gdyby miała pani możliwość pracować nad nominowaną książką jeszcze raz, czy coś by w niej pani zmieniła?

Nie, w książce nie zmieniłabym nic. Podczas pisania, tak jak podczas malowania, trzeba wiedzieć, kiedy skończyć żeby nie przedobrzyć. (śmiech) Może jedynie narysowałabym więcej ilustracji, bo beskidzka przyroda jest dla mnie niekończącą się inspiracją.

Zebrał i opracował: Artur Maszota
fot. Bartosz Mikulski, projekt dekoracji: Piotr Matosek
Materiał powstał we współpracy z Urzędem m.st. Warszawy.

Tematy: , , , , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady