Wyzwalająca moc pisania – recenzja książki „Siostry Szekspira. Jak kobiety tworzyły renesans” Ramie Targoff
Ramie Targoff „Siostry Szekspira. Jak kobiety tworzyły renesans”, tłum. Aleksandra Weksej, wyd. Bo.wiem
Ocena: 7 / 10
Historia praktycznie zapomniała o bohaterkach tej książki na kilka stuleci, ale już w czasach, kiedy sięgały po pióro, nie mogły liczyć na akces do Parnasu. „Siostry Szekspira” przybliżają losy czterech pisarek z szesnasto- i siedemnastowiecznej Anglii, których twórczość na nowo odkrywają badacze literatury.
Ramie Targoff, profesorka nauk humanistycznych z Uniwersytetu Brandeisa w Massachusetts, opowiedziała o idei tej książki w wywiadzie udzielonym Booklips.pl. Recenzencki obowiązek nakazuje jednak wspomnieć, że we wstępie do swojego opracowania przywołuje esej „Własny pokój”, w którym Virginia Woolf hipotetyzowała na temat możliwej biografii siostry Szekspira i jej pisarskich ambicji, zakończonych przedwcześnie życiową tragedią. Od czasów publikacji eseju Woolf stan wiedzy o literaturze renesansu poszerzył się na tyle, że odkurzeniu uległa także twórczość dawnych pisarek, o których autorka „Własnego pokoju” nie wiedziała lub które traktowała lekceważąco. To właśnie im poświęcona jest niniejsza książka.

Portret Elizabeth Cary pędzla Paula van Somera I oraz portret Mary Sidney pędzla Federico Zuccaro (fot. Wikimedia Commons)
Być może nikt z rodzeństwa Szekspira nie przejawiał twórczych zapałów (choć niektórzy badacze twierdzą, że jego młodsza siostra Joanne była faktyczną autorką testamentu duchowego przypisywanego wcześniej ojcu obojga), za to niewątpliwie rola nieznanej siostry sławnego brata przypadła w udziale Mary Sidney. Chronologicznie pierwsza z bohaterek Targoff zyskała wprawdzie umiarkowane uznanie za sprawą swoich przekładów, nadal jednak jej biogram zaczyna się najczęściej od wzmianki o pokrewieństwie z wybitnym poetą Sir Philipem Sidneyem. Czy mogła być zapamiętana inaczej? Niewykluczone. Skromność jej zachowanego dorobku nie wynika bowiem z braku talentu czy ambicji. Większość tekstów, w tym te autorskie i najbardziej doniosłe artystycznie, nie miały po prostu szansy na powielenie drukiem.
To finalna, ale niejedyna przeszkoda, jaką do pokonania miały piszące Angielki epok elżbietańskiej i jakobickiej. W ściśle hierarchicznym społeczeństwie uporządkowanym wedle klasowych relacji i religijnego obyczaju ich rola była z góry określona i nie przewidywała ani gruntownej edukacji, ani nawet marginesu czasu wolnego, pozwalającego spędzić kilka niezbędnych chwil nad arkuszem papieru. Tym bardziej musi imponować życiorys Elizabeth Cary, przywołanej przez Targoff jako pierwsza kobieta, która opublikowała sztukę w języku angielskim, ale także matka jedenaściorga dzieci! Inna rzecz, że swoje dzieło życia sygnowała jedynie inicjałami, aby nie zniechęcać czytelników.

Prawdopodobny portret Aemilii Lanyer autorstwa Nicholasa Hilliarda oraz portret Anne Clifford pędzla Williama Larkina (fot. Wikimedia Commons)
Ciekawy jest również przypadek Aemilii Lanyer, bo ta – jako córka muzyka dworskiego – nie zaliczała się nawet do arystokracji, strzegącej de facto dostępu do wszelkich dóbr kultury. A jednak jest jedyną z „sióstr Szekspira”, która zdołała wydać coś pod własnym nazwiskiem jeszcze za życia i nikt nie odbierze jej statusu pierwszej na Wyspach autorki samodzielnego zbioru autorskiej poezji. Innego rodzaju walkę z establishmentem musiała stoczyć Anne Clifford, która przez połowę życia zmuszona była do sądowych batalii z własnym bratem i jego potomkami o spadek po ojcu. Targoff opisuje te zmagania jako niesłychanie śmiałe wyzwanie rzucone patriarchatowi, a w pamiętnikach Clifford dostrzega wyjątkowo przenikliwy obraz epoki. Epoki ogólnie nieprzychylnej wszelkim przejawom kobiecej niezależności.
„Siostry Szekspira” to książka skierowana nie tylko do pasjonatów historii literatury, choć naukowy warsztat autorki gwarantuje solidną podstawę faktograficzną. Przede wszystkim jest to opowieść o pasji tworzenia. Pozbawionej kalkulacji, wynikającej wprost z potrzeby ducha i objawiającej swoje wyzwalające moce nawet w warunkach, które – zdawałoby się – ciążą bardziej niż żelazna kula u nogi.
Sebastian Rerak
TweetKategoria: recenzje












