banner ad

Wszystkie znaki na niebie, ziemi i w głowie – recenzja książki „Gwiazda poranna” Karla Ovego Knausgårda

20 września 2022

Karl Ove Knausgård „Gwiazda poranna”, tłum. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Literackie
Ocena: 8,5 / 10

Po potężnych rozmiarów cyklu autobiograficznym i szeregu esejów Knausgård wchodzi na pole „konwencjonalnej” powieści. Cudzysłów absolutnie niezbędny, bo „Gwiazda poranna” jest wyjątkowym dziełem, w którym znajdziemy zarówno kryminał spod znaku Nordic noir, dramat obyczajowy, horrorystyczną makabreskę, jak i zgoła eschatologiczne rozważania.

Międzynarodowa kariera Norwega zaczęła się w momencie, gdy jego sześciotomowe opus magnum, autobiograficzna (czy raczej „autofikcyjna”) „Moja walka” doczekała się wydania poza Skandynawią. Potem Knausgård poświęcił się eseistyce, aby na jesieni 2020 roku zaprezentować „Gwiazdę poranną”, która właśnie ukazała się w polskiej edycji.

Akcja powieści obejmuje kilka sierpniowych dni w małej norweskiej miejscowości. W tym czasie poznajemy dziewięcioro bohaterów, wśród których są m.in.: nauczyciel akademicki na urlopie ze swoją popadającą w psychozę żoną, reżyser dokumentalista doświadczający religijnego odrodzenia, cyniczny dziennikarz, pielęgniarka ze szpitala psychiatrycznego i kobieta pastor, która chce opuścić męża. Każda z tych postaci toczy jakąś własną batalię – czy to z nałogiem, rozkładem relacji, chorobą, frustracją nieudanym życiem zawodowym czy zwyczajnym poczuciem pustki.

Karl Ove Knausgård

Knausgård niezwykle drobiazgowo opisuje codzienność swoich bohaterów, jak gdyby starał się udokumentować każdą sekundę i najbardziej błahą nawet czynność. Równolegle do prywatnych kryzysów toczy się więc zwyczajne życie z jego zakupami, gotowaniem, sprzątaniem i wyborem muzyki do słuchania w samochodzie. Tym bardziej złowieszczo jawi się więc wydarzenie, które niechybnie zmąci pozorny spokój panujący na sennych przedmieściach. Oto bowiem – zupełnie znikąd – na niebie pojawia się gigantyczna gwiazda, a wraz z nią dziwne zjawiska wśród ludzi i przyrody, zdające się wieszczyć plagę o biblijnych proporcjach.

„Gwiazda poranna” to fascynująca lektura, którą nie sposób zaklasyfikować gatunkowo. Knausgård bardzo zręcznie nawiązuje do nordyckiego kryminału (czy może być bardziej norweska intryga od rytualnego mordu na członkach grupy blackmetalowej?), grozy w wydaniu gore i powieści psychologicznej, aby przenicować klasyczną powieść rozważaniami o Nietzschem, Kierkegaardzie, szamanizmie i teologii. Szczególne miejsce zajmuje u niego religijność, nawet jeśli jest to na wskroś sekularna religijność postprotestancka. Każdy z bohaterów „Gwiazdy…” wydaje się poszukiwać duchowości lub zapobiec jej kryzysowi, przy jednoczesnej wszechobecnej fascynacji śmiertelnością. Nic dziwnego więc, że kiedy już wydaje się, że powieść zakończy się rozczarowującym finałem rodem z taniego horroru, autor przedstawia nam oniryczną wizję zaświatów i… esej o śmierci.

Sebastian Rerak
fot. Louisiana Channel


Tematy: , , , ,

Kategoria: recenzje