banner ad

Wspólna podróż zwaśnionych braci, czyli do pokonania coś więcej niż kilometry – recenzja komiksu „Come Prima” Alfreda

29 grudnia 2025

Alfred „Come Prima”, tłum. Julia Szustak, wyd. Kultura Gniewu
Ocena: 9 / 10

Zdezelowany Fiat 500, dwóch poróżnionych braci i urna z prochami ojca na tylnym siedzeniu. „Come Prima” to prosta, ale piękna opowieść drogi, która z uwagi na formę i fabułę porównywana jest do włoskiego kina lat pięćdziesiątych.

Głównymi bohaterami komiksu są dwaj bracia zmuszeni nagłymi okolicznościami wyruszyć razem w podróż. Choć celem wyprawy jest słoneczna Italia, to nad mężczyznami unoszą się burzowe chmury. Fabio, pogrążony w długach pięściarz, w ucieczce w rodzinne strony upatruje szansy na kolejny nowy początek. Giovanni chce dopełnić formalności pogrzebowych i nie wyobraża sobie pożegnania ojca bez brata u boku. Jak to bywa w takich historiach, wspólna podróż będzie okazją do świeżego spojrzenia na dawne błędy, naprawy relacji (choć nie obejdzie się bez kłótni i chwil milczenia) oraz lepszego poznania samego siebie.

Choć w fabularnych założeniach komiksu Alfreda (właśc. Lionel Papagalli) nie ma co się doszukiwać szczególnej oryginalności, to autorowi udaje się trudniejsza sztuka: „Come Prima” wyróżnia się emocjonalną szczerością w portretowaniu bohaterów. I właśnie oni – postaci z krwi i kości, pogłębione dzięki wydarzeniom z przeszłości i skomplikowanym relacjom ze sobą nawzajem i otoczeniem – sprawiają, że album jest wart każdej spędzonej przy lekturze minuty. Bracia różnią się niemal wszystkim, a jednocześnie jesteśmy w stanie pojąć racje każdego z nich i w miarę czytania coraz lepiej rozumiemy zarówno wybuchowy charakter Fabia, jak i wycofanie Giovanniego. Niemałą rolę odgrywają tu retrospekcje – wyróżniające się na tle albumu zarówno ograniczeniem dialogu, jak i odmiennym stylem graficznym. Zazwyczaj są to szybkie, ulotne migawki z przeszłości, które wracają do bohaterów sprowokowane przez jakąś rozmowę czy odwiedzone miejsce (mamy tu nawet odpowiednik proustowskiej magdalenki w formie zerwanej prosto z drzewa pomarańczy).

W „Come Prima” nie brakuje momentów prawdziwie wzruszających, ale znajdzie się tu też szczypta humoru. Niezależnie od tego, czy jesteśmy akurat świadkami dynamicznej wymiany zdań, czy może ciszy między bohaterami, która staje się uciążliwa również dla czytelnika, warstwa graficzna doskonale ewokuje skomplikowane emocje i potrafi zachwycić umiejętnością doskonałego uchwycenia nastroju chwili. Świetnie wypadają zwłaszcza ujęcia ustanawiające, prezentujące często piękne krajobrazy, które pozwalają złapać oddech od intensywnej warstwy opowieści. Autor wie, kiedy spuentować scenę ciszą, która zostaje z czytelnikiem i daje szansę jeszcze mocniej wybrzmieć poprzedzającym ją wydarzeniom.

„Come Prima” to historia, którą widzieliśmy lub czytaliśmy już wielokrotnie. Fabuła schodzi tak naprawdę na dalszy plan, a liczą się klimat i emocje. Dzięki pracy włożonej w pogłębienie charakterów postaci i oddanie realiów powojennych Francji i Włoch ani przez chwilę się nie nudzimy, bohaterowie szybko stają się nam bliscy, a wspólna podróż nabiera metafizycznego charakteru. Na podstawowym poziomie to historia dwóch poróżnionych braci, którzy mają szansę na ponowne znalezienie wspólnego języka. Warto jednak zanurzyć się głębiej w fabułę, bo można tam znaleźć też coś mądrego i ujmującego na temat przebaczenia i nadziei. To komiks, którego elementy zostają z czytelnikiem po odłożeniu go na półkę – a właśnie to charakteryzuje najlepsze historie, niezależnie od medium, w jakim zostały opowiedziane.

Jan Sławiński


Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje