Wielki aktor, zwykły człowiek – recenzja książki „Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia” Anthony’ego Hopkinsa
Anthony Hopkins „Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia”, tłum. Diana Wierzbicka, wyd. Marginesy
Ocena: 8 / 10
Sięgając po wspomnienia sir Anthony’ego Hopkinsa, spodziewałem się laurki, która w mniej lub bardziej udany sposób odhaczy wszelkie niezbędne informacje z bogatej historii życia aktora. Obawiałem się, że będzie to ekwiwalent oscarowego biopica, prezentującego po kolei te same fakty, które bez najmniejszego wysiłku można znaleźć w Wikipedii. Patrząc na uznanie dla Hopkinsa, legendarne kreacje, które idą w dziesiątki (w tym wiele ról szekspirowskich i kostiumowych) i jego słuszny wiek (87 lat!), podejrzewałem, że będzie to ckliwe czytadło o Wielkim Aktorze. Jednak szybko okazało się, że to rzecz napisana bez cenzury – rozliczająca się z niewygodnymi faktami z przeszłości i ukazująca człowieka pełnego sprzeczności, który ma okazję z dystansu spojrzeć na swoją młodość i dawne błędy.
Hopkins urodził się w 1937 roku. Mimo inteligencji, oczytania i wrodzonej ciekawości, uchodził za ucznia krnąbrnego, często zmieniał szkoły i wedle własnych rodziców nie miał przyszłości. Gniew, zła samoocena, brak pewności siebie, wycofanie w relacjach z innymi towarzyszyły mu przez całą młodość. Właśnie przez to chętnie wdawał się w bójki, nie gryzł w język i palił za sobą mosty. Gdy w dorosłym życiu dołączyły do tego depresja i postępujący alkoholizm, kłopoty rodzinne i zawodowe wydawały się naturalną konsekwencją prowadzonego stylu życia. Mimo rosnącej rozpoznawalności i coraz większych sukcesów aktor nie czuł się szczęśliwy. Musiało minąć wiele lat, by zrozumiał swój problem, a także stawił mu czoła – Hopkins doskonale ukazuje tu sposób myślenia człowieka, który cierpi na chorobę alkoholową, czyli mechanizm wyparcia prawdy. Wieczne wymówki i preteksty, bagatelizowanie sprawy, absolutnie błędne przekonanie, że wszystko jest przecież w porządku oraz można przestać w każdej chwili. Pozytywny wydźwięk tytułu, „Dałeś radę, chłopaku”, sugeruje, że w końcu aktorowi udało się pokonać wewnętrzne demony, wątpliwości, lęk i gniew. Nie obyło się oczywiście bez ofiar, a rozliczeniowy charakter wspomnień jest szczególnie poruszający.
Jak więc łatwo się domyślić, „Daliśmy radę, chłopaku” to przede wszystkim opowieść o człowieku i jego relacjach z otoczeniem, głównie najbliższymi (rodzicami) oraz współpracownikami, którzy ze względu na podróżniczy charakter pracy często się zmieniali. W kolejnych rozdziałach jesteśmy oczywiście świadkami tego, jak rozwijała się aktorska kariera Hopkinsa. Mamy tu „wyświechtane” wspomnienia (jak się zdaje, obowiązkowe dla każdego artysty) w rodzaju pierwszej wizyty w kinie, nauki na pamięć pierwszej roli (to było zaledwie jedno zdanie!) i debiutanckiego występu przed publicznością czy wreszcie opowieści o graniu przed kamerą i następującym jakiś czas później, wyczekiwanym, choć zarazem bardzo nieoczekiwanym sukcesie. Wiele z tych momentów jest naprawdę wzruszających, a patos, z jakim zostały podane, nie przekracza masy krytycznej.
Książkę można podzielić na dwie nieoficjalne części. W pierwszej walijski aktor skupia się na teatrze, w drugiej – na filmie, bo tak też rozwijała się jego kariera (Hollywood poznał dopiero w latach 70. XX wieku). W kolejnych rozdziałach dostajemy wspomnienia o ludziach, którzy pomogli Hopkinsowi odnaleźć własny aktorski głos, dowiadujemy się, jaka była metoda nauki tekstu na pamięć, którą stosował przez całą karierę, a także dlaczego finalnie wolał występować przed kamerą niż przed publicznością. Na kartach książki pojawia się mnóstwo znanych nazwisk, niektóre są tylko wspomniane (jak Maggie Smith czy Albert Finney, którzy zaczynali w podobnym czasie), innym Hopkins poświęca więcej miejsca (jak Laurence Olivier, który był dla niego istotną postacią w życiu prywatnym i zawodowym).
Adepci sztuki aktorskiej znajdą kilka życiowych rad, a miłośnicy filmów będą mogli spojrzeć za kulisy takich produkcji jak „Milczenie owiec” (studium postaci Hannibala Lectera i dokładny opis wejścia w rolę), „Okruchy dnia” (dlaczego chciał, żeby zastąpił go Jeremy Irons?), „Nixon” (czemu to jemu Oliver Stone zaproponował rolę amerykańskiego prezydenta?), „Człowiek słoń” (film zrealizowano w czerni i bieli nie tylko ze względu na wybory artystyczne Davida Lyncha) czy „Ojciec” (za którego dostał drugiego Oscara i zapisał się w historii jako najstarszy laureat tej nagrody w historii). Całość przeplatana jest licznymi cytatami – ze sztuk teatralnych i filmów, w których Walijczyk występował, a także z ważnych dla niego dzieł literackich i poetyckich. Na końcu książki znajdziemy natomiast wybór ulubionych wierszy aktora, które zostały zaprezentowane w całości.
„Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia” Anthony’ego Hopkinsa to przykład nietuzinkowej autobiografii, która zgrabnie unika wielu pułapek tego typu publikacji. Można dowiedzieć się z niej naprawdę wiele, a także poznać wizerunek powszechnie znanego aktora z innej strony: osobistej, ale też – jak chcę wierzyć – szczerej, wykraczającej poza medialny wizerunek. Książka odzwierciedla to, jaki jest albo niegdyś był sam Hopkins – napisana została bez gryzienia się w język, momentami gniewnie, momentami wzruszająco, bez pudrowania niewygodnych faktów. Mimo że to prowadzi nas niebezpiecznie blisko „tabloidowej” otoczki (łatwo byłoby sprzedać tę publikację krzykliwym hasłem „Anthony Hopkins ujawnia!”), to jednak perspektywa czasu i wspomniany rozliczeniowy charakter nadają całości szlachetności. To książka o człowieku, który przeżył dobre życie, odniósł sukces w pogoni za marzeniami, ale też kilkukrotnie był bardzo blisko zaprzepaszczenia tego wszystkiego. Odwaga, żeby się do tego przyznać, imponuje nie tylko podczas lektury, ale też po odłożeniu książki na półkę.
Jan Sławiński
Kategoria: recenzje















