banner ad

Wenecki labirynt dziecięcych pragnień – recenzja książki „Król Złodziei” Cornelii Funke

21 lipca 2026

Okładka książki "Król Złodziei"Cornelia Funke „Król Złodziei”, tłum. Anna i Miłosz Urbanowie, wyd. Kropka
Ocena: 9 / 10

Wenecja… Miasto renesansowej architektury, tajemniczych kanałów, karnawałowych masek i historycznej mgiełki, która zdaje się unosić nad codziennością wąskich uliczek. Właśnie w takiej scenerii Cornelia Funke, uznana pisarka nazywana niekiedy niemiecką J.K. Rowling, tka w „Królu złodziei” opowieść o dwóch braciach, Prosperze i Bonifatiusie. Ich ucieczka z rodzinnego Hamburga, niedługo po śmierci matki, a także podróż do baśniowej Wenecji, to literackie doświadczenie nasycone prawdziwą magią.

Czasami najbardziej znaczące życiowe wędrówki odbywamy nie w poszukiwaniu nowych lądów, lecz miejsc, które moglibyśmy wreszcie nazwać domem… Przekonują się o tym Prosper i Bonifatius. Gdy po śmierci matki grozi im rozdzielenie, uciekają do Wenecji, gdzie natrafiają na grupę młodocianych uliczników, którym przewodzi wyjątkowa postać, tytułowy „Król Złodziei”. Scipio jawi się jako ktoś skrajnie niejednoznaczny. Budzi podziw, a jednocześnie jest symbolem maskarady, jaką funduje sobie człowiek, by uciec przed przytłaczającą codziennością. Autorka z niezwykłą precyzją nakreśla dynamikę grupy jego podopiecznych. Osa, Mosca i Riccio zamieszkują w opuszczonym kinie, tworząc wspólnotę, w której definicja rodziny opiera się nie tyle na więzach krwi, co wzajemnej trosce, akceptacji, solidarności. Niemiecka pisarka pisze o tym w wyjątkowo ujmujący, bezpretensjonalny, ale emocjonalnie działający sposób.

Interesujący punkt tej historii stanowi zderzenie dwóch światów: dziecięcej potrzeby trwania w wiecznym „teraz” oraz dorosłego porządku, który łączy się z ustanowieniem i egzekwowaniem praw. Szczególne miejsce w tej galerii zajmuje detektyw Victor Getz. Wynajęty do odnalezienia braci mężczyzna początkowo wypełnia rolę swoistego łowcy, lecz z czasem jego misja ewoluuje w stronę czegoś znacznie głębszego. Ruszając śladem Prospera i Bo, Getz przypadkiem odkrywa sekrety, które wykraczają poza ramy zwykłego zlecenia, co czyni z niego nieświadomego powiernika dziecięcych tajemnic… Co ważne, autorka nie moralizuje, nie tworzy jednoznacznie pomnikowych postaci, lecz umiejętnie stawia pytania o cenę dojrzałości, zaufanie, poświęcenie dla kogoś bliskiego, poszukiwanie celu i miejsca. Metaforyczny wymiar tej powieści wyrasta z samego krajobrazu Wenecji. Miasto, które powoli tonie, a jednak wciąż trwa, staje się lustrem dla bohaterów – ich wrażliwości, lęków oraz niespełnionych ambicji.

Funke rezygnuje z czarno-białego podziału na dobro i zło, zamieniając go na odcienie szarości, w których każdy z bohaterów musi odnaleźć własną prawdę. Wędrówka kanałami staje się tu alegorią dojrzewania, w którym każdy zakręt przynosi konfrontację z własnymi słabościami. Tak naprawdę „Król Złodziei” to książka, która stanowi przypomnienie o tym, iż skarbem niekoniecznie musi być przedmiot, lecz zdolność do zachowania własnej niezależności. Zadanie niełatwe, bo przecież Prosper i Bonifatius stracili również materialną stabilizację, która jest potrzebna w budowaniu bezpieczeństwa. Zwłaszcza w okresie dorastania.

„Król Złodziei” to pozycja obowiązkowa dla poszukiwaczy literackich przygód, nie tylko dla młodzieży. Cornelia Funke z wielką swadą i literackim wyczuciem napisała książkę, która wykracza poza ramy gatunku, oferując czytelnikowi podróż w głąb dziecięcej psychiki. Sugestywna opowieść o lojalności, która rozkwita w cieniu weneckich kanałów, skutecznie przywołuje ducha klasycznych wiktoriańskich historii o wyrzutkach. Oto magia, która dojrzewa z bohaterami i czytelnikami!

Marcin Waincetel

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje