Ucieczka po życie na drugi koniec świata – recenzja książki „Talizman” Stephena Kinga i Petera Strauba
Stephen King, Peter Straub „Talizman”, tłum. Marek Mastalerz, wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 8 / 10
Kiedy w 1984 roku Stephen King i Peter Straub połączyli twórcze siły, udało im się powołać do życia dzieło wykraczające daleko poza ramy klasycznego horroru. „Talizman” to wybitnie nieoczywista powieść drogi – mroczna, nastrojowa historia o dojrzewaniu podyktowanym życiową koniecznością. Jednak w trakcie lektury odkryjemy również inne skarby.
Historia opisana na kartach „Talizmanu” rozpoczyna się od wędrówki… Dwunastoletni Jack Sawyer i jego umierająca na raka matka krążą między opustoszałymi kurortami, próbując wymknąć się widmu śmierci oraz bezwzględnemu wspólnikowi zmarłego ojca chłopca. Przełom następuje w porzuconym parku rozrywki, gdzie tajemniczy opiekun, niejaki Parker, wyjawia bohaterowi istnienie zupełnie innego wymiaru. Feudalna kraina funkcjonuje równolegle do naszego świata. W mrocznych Terytoriach z życiem gaśnie Laura DeLoessian, stanowiąca potężne, lustrzane wcielenie matki Jacka. Aby ocalić je obie, dwunastolatek musi podjąć samotną wędrówkę na drugi koniec kontynentu w poszukiwaniu cudownego talizmanu.

Okładki pierwszego amerykańskiego i kolejnych polskich wydań powieści „Talizman” Stephena Kinga i Petera Strauba
Wydaje się, że kluczem do zrozumienia tej opowieści jest zasada wzajemnego odbicia: czyjaś choroba w jednej rzeczywistości może wynikać z zepsucia moralnego tej osoby w drugim wcieleniu. Wędrując przez oba wymiary, Sawyer szybko odkrywa, że linia podziału między dobrem a złem nie przebiega wcale na granicy magii i rzeczywistości. Najtrudniejsze próby nie czekają na niego w baśniowych kniejach, lecz w prowincjonalnych instytucjach skażonych fanatyzmem i moralną opresją. Podczas swojej misji bohater zrozumie wreszcie, że prawdziwą szlachetność i oddanie znaleźć może nie tyle u ludzi, co… u bestii – poczciwego wilkołaka.
Tak naprawdę w trakcie lektury tej niezwykle pojemnej powieści (prawie tysiąc stron – co za przygoda!) stosunkowo wcześnie odkrywamy, że prawdziwy kunszt historii objawia się w jej… jednolitości – mimo zderzenia dwóch wielkich nazwisk „Talizman” ostatecznie prezentuje się jako dzieło jednego kolektywnego umysłu. Rozróżnienie fragmentów napisanych przez Strauba od tych stworzonych przez Kinga graniczy z niemożliwością. Przystąpiwszy do lektury, czytelnik szybko przestaje szukać autorskich szwów i daje się porwać magii opowieści – a zaklęcie jest wyjątkowo potężne, bo realizm magiczny łączy się tu z baśniowym horrorem, a obyczajowy dramat ze smoliście czarną komedią. Słowem, wielka powieść drogi, w której wędrówka pozwala odsłonić różne stany emocjonalne młodego bohatera mierzącego się z chorobą i lękiem przed śmiercią.

Peter Straub i Stephen King (fot. Emma Straub/Instagram)
Z perspektywy czasu „Talizman” broni się nie tylko jako sprawnie napisana baśń inicjacyjna, ale również jako kluczowy krok w ewolucji twórczości Stephena Kinga, który właśnie we współpracy z Peterem Straubem zyskał jeszcze większą świadomość artystycznego stylu. Połączenie sił dwóch mistrzów grozy zaowocowało dziełem mrocznym, dojrzałym i poruszającym najczulsze struny ludzkiej wrażliwości. „Talizman” nie stracił nic z pierwotnej magii, a regularne wznowienia powieści pozwalają zapoznać się z tą wyjątkową historią kolejnym miłośnikom literackiej fantastyki.
Marcin Waincetel
TweetKategoria: recenzje











