Sztuka kontrastu – recenzja komiksu „Piękna ciemność” Fabiena Vehlmanna i Kerascoët
Fabien Vehlmann, Kerascoët „Piękna ciemność”, tłum. Małgorzata Janczak, wyd. Kultura Gniewu
Ocena: 8 / 10
Fabien Vehlmann i duet Kerascoët tworzą historię, która zaczyna się jak dziecięca bajka, by w mgnieniu oka przemienić się w niepokojący moralitet o najgorszych cechach ludzkiej natury. To komiks, który szokuje kontrastem formy i treści, zostawiając czytelnika z mieszanką zachwytu i dyskomfortu.
Początkowo „Piękna ciemność” wygląda jak niegroźna, pastelowa opowieść w duchu dziecięcych baśni. Swój prawdziwy charakter ujawnia jednak bardzo szybko, a na pierwszy plan wysuwa się brutalny kontrast – pomiędzy bajkową estetyką a tematami śmierci, rozkładu, egoizmu i moralnego upadku. Dlatego najlepiej zapoznać się z tym komiksem, nie wiedząc o nim nic. Gdy bowiem nagle okazuje się, że cała akcja toczy się wokół ciała martwej dziewczynki porzuconego w lesie, nie sposób nie poczuć nagłego, fizycznego wręcz szarpnięcia wyobraźni. To dokładnie ten moment, w którym niewinny ton ustępuje miejsca mrocznej, dusznej atmosferze, a nasze oczy pozostaną szeroko otwarte ze zdumienia już do samego końca.

Stanie się tak tym bardziej, że sama narracja niczego nie ułatwia. Fabuła przypomina mozaikę równoległych wątków, w której poszczególne fragmenty przeplatają się niespodziewanie, często w samym środku scen. Nagła zmiana perspektywy czy sytuacji potrafi zdezorientować, ale z czasem w tym rytmie dostrzegamy celowość. Twórcy wymuszają naszą czujność, a jednocześnie potęgują wrażenie chaosu i braku stabilności w świecie przedstawionym. Bo w „Pięknej ciemności” porządek i logika są iluzją, podobnie jak moralność bohaterów.

Postacie to zresztą temat na osobny akapit. Mamy tu do czynienia z naręczem niebywale osobliwych indywiduów. Choć wyglądają jak figurki z ilustrowanej książeczki dla dzieci, są w rzeczywistości ucieleśnieniem najbardziej toksycznych ludzkich cech. Znajdziemy tu zawiść, zazdrość, pychę, łakomstwo, bezwzględny egoizm i zupełny brak empatii. Każde ze stworzeń żyjących wokół ciała dziewczynki z biegiem czasu w większym lub mniejszym stopniu ujawnia swoje małostkowe motywacje, a ich relacje to nieustanna gra pozorów i wykorzystywania siebie nawzajem. Nie ma tu przesadnego epatowania przemocą – kluczowe jest zaskoczenie. Brutalne sceny następują dokładnie wtedy, kiedy powinny, i to właśnie ta precyzyjna dawka szoku sprawia, że pozostają w pamięci na długo. W tej galeryjce okrucieństw najciekawsza jest jednak nie sama skala zła, lecz jego codzienność – autorzy pokazują, że potworności często nie mają spektakularnego charakteru, a wynikają z drobnych, powtarzalnych aktów, które są częścią życia do tego stopnia, że mogą wręcz zostać zbyte wzruszeniem ramion.

Centralną bohaterką całego zamieszania jest przypominająca Calineczkę Aurora, która początkowo wydaje się jedyną postacią zdolną do szczerej troski. Jej cierpliwość wobec egoistycznych towarzyszy zostaje jednak wystawiana na coraz cięższe próby. W tej historii tkwi pewien uniwersalny przekaz: każdy ma swoją granicę wytrzymałości, a pytanie brzmi, jak wiele zawodów i rozczarowań ze strony innych można znieść, zanim się pęknie. Vehlmann i Kerascoët prowadzą Aurorę przez kolejne etapy tego procesu, sprawiając, że czytelnik nieustannie zastanawia się, kiedy i w jaki sposób nastąpi punkt kulminacyjny.

„Piękna ciemność” potrafi wywołać skrajne emocje – od zachwytu nad pięknem ilustracji, przez rozbawienie groteską, aż po autentyczne poczucie obrzydzenia i moralnego dyskomfortu. Komiks zmusza do zastanowienia nad tym, co kryje się pod powierzchnią ludzkich relacji, jak cienka jest granica między uprzejmością a manipulacją, między niewinnością a egoizmem. Fragmentaryczna struktura narracji może początkowo utrudniać wejście w rytm opowieści, a brak jednoznacznych odpowiedzi będzie frustrować tych, którzy oczekują klarownego zakończenia, jednak to właśnie ta otwartość i narracyjna niepokorność czynią „Piękną ciemność” tak intrygującą. To opowieść, która działa na wyobraźnię jeszcze długo po zamknięciu albumu, zostawiając w pamięci nie tylko obrazy, ale i nieprzyjemne pytania o nas samych.
Maciej Bachorski
Kategoria: recenzje















