Słodki Jezu na rowerze! – recenzja książki „Ewangelia według Orli” Eoghana Wallsa
Eoghan Walls „Ewangelia według Orli”, tłum. Agnieszka Myśliwy, wyd. Bo.wiem
Ocena: 7,5 / 10
Kiedy jedziesz na rowerze i zaliczasz stłuczkę z Jezusem, trudno o bardziej sugestywny znak z niebios. Dla bohaterki tej powieści zwiastuje przygodę, w której cudowność przybiera formę absurdu.
Orla McDevitt ma czternaście lat i mieszka w pewnej wiosce w angielskim Lancashire. Charakterna i dojrzała ponad swój wiek, ciężko przeżywa śmierć matki, zmarłej na raka kilka miesięcy wcześniej. Podczas gdy jej bezrobotny ojciec zatraca się w pijaństwie, a na rodzinę dybie już opieka społeczna, dziewczynka podejmuje decyzję. Woli uciec z domu, niż pozwolić na najgorsze, czyli zsyłkę do rodziny zastępczej.
Takie wprowadzenie może sprawić, że przed oczami wyświetlają się kadry rodem ze zlewozmywakowego dramatu Kena Loacha albo zaangażowanej tragikomedii Mike’a Leigh. Jeśli jednak powieściowy debiut Eoghana Wallsa doczeka się ekranizacji, wyobrażam go sobie jako dzieło w stylu „Terry Gilliam odkrywa Tik Toka”.
Dość powiedzieć, że w trakcie misternie zaplanowanej próby giganta (celem ma być dotarcie na drugą stronę Morza Irlandzkiego, skąd pochodziła matka), Orla wpada swym rowerem na dziwnego osobnika podającego się za Jezusa. Pretensja do boskości ma mocne podparcie w szczególnych mocach nieznajomego. Otóż potrafi on wskrzeszać zwierzęta, co też demonstruje na kocie nastolatki. Orla namawia więc mesjasza z Lancashire na wspólną wyprawę, licząc że przywróci on do życia panią McDevitt. Mężczyzna ma zaś swoją własną misję, której realizację utrudnia prozaiczny fakt – nie może znaleźć audytorium dla swojej dobrej nowiny.
„Ewangelia według Orli” to wybitnie brytyjska powieść drogi pełna czarnego humoru i inteligentnie podanej obserwacji społecznej. Główna bohaterka musi wzbudzać sympatię – jest rezolutna, odporna na pokusę użalania się nad sobą, a kiedy trzeba, objawia uliczny spryt. Żadne z tych narzędzi nie jest jednak przydatne w konfrontacji z żałobą, która zdaje się wysysać resztki sensu z życia w dostatecznie już pokręconym świecie. Samozwańczy Jezus to z kolei skrzyżowanie włóczęgi, wampira i męczennika za grzechy otępionej ludzkości. Chociaż zdarza mu się czasem zebrać bęcki, to Golgotą, która na niego czeka, jest po prostu głuche wykluczenie.
Rodowód Wallsa – poety i literaturoznawcy, jako autora objawia się we fragmentach o niekłamanym uroku, na przykład gdy Orla znajduje pewne ukojenie w kontakcie z przyrodą oraz w zabawach językowych, do których zaprzęga żargon Zetek. Koniec końców pierwsza powieść pisarza z Irlandii Północnej jest ujmującą opowieścią o potrzebie doświadczenia cudowności w świecie i o sprzeciwie, który – nawet jeżeli bezsilny – bywa jedynym wyrazem prawdziwego życia w otoczeniu – jakby powiedział rówieśnik Orli – consoomerów i NPC-ów.
Sebastian Rerak
TweetKategoria: recenzje














