banner ad

Sami, ale nie samotni – recenzja książki „Kontakt” Carla Sagana

25 kwietnia 2023

Carl Sagan „Kontakt”, tłum. Mirosław P. Jabłoński, wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 9 / 10

Choć wariantów pierwszego spotkania z obcą cywilizacją pisarze parający się fantastyką naukową zaproponowali nam na tyle dużo, by mówić wręcz o osobnym podgatunku literackim, wciąż mało która wizja dorównuje tej przedstawionej w powieści „Kontakt” przez Carla Sagana.

Niezależnie od tego, jak bardzo by nie cenić wkładu amerykańskiego astronoma w popularyzowanie nauki, akurat „Kontakt” w świadomości masowego odbiorcy funkcjonuje głównie dzięki wysokobudżetowej ekranizacji z Jodie Foster w roli głównej. A film ten, mimo że z perspektywy przeszło ćwierćwiecza, które minęło od premiery, zestarzał się wyjątkowo dobrze, fabularne akcenty rozkłada wyraźnie inaczej niż w powieściowym pierwowzorze.

Kręgosłup historii w obu przypadkach pozostaje jednak ten sam – głównym punktem odniesienia jest Eleanor Arroway, młoda i niebywale zdolna astronom, która wzorem tragicznie zmarłego ojca wyobraźnią sięga znacznie dalej, niż pozwala na to „mędrca szkiełko i oko”. Pracując przy programie SETI, zajmującym się poszukiwaniami sygnałów obcych cywilizacji we wszechświecie, bohaterka marzy o przełomie – nie może zdawać sobie jednak sprawy, że gdy w końcu ten nadejdzie, wiadomość z gwiazd wstrząśnie ustalonym porządkiem świata. Mierząc się z trudami geopolityki i naciskami opinii społecznej, Ellie i zaangażowani w pracę nad odkodowaniem przekazu naukowcy będą musieli powierzyć wiarę temu, co do nauki przyciągnęło ich w pierwszej kolejności: ludzkiej pasji do poszukiwania odpowiedzi.

Ktokolwiek złapał się na patrzeniu w usiane niezliczoną ilością gwiazd nocne niebo, zastanawiając się nad ogromem istnienia, doskonale zdaje sobie sprawę, że to właśnie ten ostatni element historii stanowił fundament i jednocześnie powód, dla którego filmowy „Kontakt” działał tak dobrze na poziomie emocjonalnego zaangażowania widza. Jaki jest cel naszej egzystencji? Czy w przepastnym wszechświecie jesteśmy samotni i opuszczeni? Te i podobne pytania zderzały się u reżysera Roberta Zemeckisa z kwestią wiary, prowadząc do ostatecznego katharsis. Carl Sagan w literackim pierwowzorze korzysta z podobnych motywów, choć na pierwszym planie stawia coś, co w ekranizacji zostało ledwie zasygnalizowane – złożoność implikacji, jakie potencjalny pierwszy kontakt mógłby wywołać na poziomie cywilizacyjnym.

Już tylko z tego względu „Kontakt” jest powieścią pełną niuansów, dla której sam sygnał, a nawet jego treść staje się punktem wyjścia do drobiazgowej analizy całego ciągu zależności warunkujących sukces lub całkowitą porażkę przełomowego przedsięwzięcia. Podczas gdy wielcy naszego świata sposobią się do budowy tajemniczej maszyny, rozważając potencjalne zagrożenia i korzyści, przyglądające się temu tłumy formują przeciwstawne obozy. Każda ze stron ma swoje racje, a w ich przedstawianiu Sagan nie szczędzi ogromu detali: rozpatruje bowiem zarówno aspekty związane z globalną polityką i gospodarką, starciem światopoglądów czy prozaiczną chęcią zysku poszczególnych grup nacisku. Z tego też względu, w wielu momentach „Kontakt” niekoniecznie stanowi odprężającą lekturę na leniwe popołudnie – to powieść wymagająca od odbiorcy złożenia wielu elementów składowych w kompleksową całość, dodatkowo przyobleczona w sporą dawkę naukowego żargonu i technologicznych zagadnień.

Carl Sagan

Tym, co decyduje jednak o wielkości „Kontaktu”, jest kompromis, jaki Amerykaninowi udaje się osiągnąć pomiędzy wielkimi ideami a personalną perspektywą bohaterki, przez którą zostają przefiltrowane. Pełna determinacji Ellie to produkt trudnego dzieciństwa i otoczenia wyznającego skrajnie od niej różne poglądy. Próba odnalezienia motywacji do podążania wyznaczoną sobie drogą nieodwołalnie wiąże się dla niej z nieustanną walką o własną tożsamość i akceptację w świecie z góry zaprojektowanym według ustalonego porządku. Takiej bohaterce trudno nie kibicować, trudno też się z nią nie utożsamiać, niezależnie od tego, czy przyjdzie czytelnikowi podzielać jej opinie.

Jeśli dodać do tego, że uwzględniając poziom złożoności książki, „Kontakt” nadal zamyka się w klamrze pomysłu na spotkanie z obcą cywilizacją i w jego ramach dostarcza niezbędnej dawki pobudzającej wyobraźnię, fantastycznonaukowej przygody, trudno nie skonstatować, że mamy do czynienia z powieścią kompletną. Dokładnie taką, która mimo upływu lat nadal potrafi wywołać w odbiorcy dziecięcy zachwyt, by w chwilę później zmusić do intelektualnego wysiłku. Dokładnie taką, która w gatunku powinna być traktowana jako punkt odniesienia.

Maciej Bachorski


Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: recenzje