Pomiędzy zbrodnią a strachem – recenzja książki „Mrokowisko” Julii Halladin
Julia Halladin „Mrokowisko”, wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 8 / 10
Julia Halladin już debiutanckim „Rykowiskiem” udowodniła, że ma talent do balansowania między gatunkami i doskonale rozumie, na czym buduje się grozę. „Mrokowisko” nie tylko potwierdza te umiejętności, ale pokazuje, że autorka rozwija swój warsztat. To powieść dojrzalsza, bardziej złożona konstrukcyjnie i jeszcze śmielej poruszająca się na styku horroru, thrillera oraz kryminału.
Historia rozpoczyna się, gdy agentka nieruchomości Maja wraz z nastoletnią córką Gabrysią przeprowadza się do owianego złą sławą Czerwonego Domu na podlaskiej wsi. Kobieta zamierza przygotować posiadłość do sprzedaży, jednak miejsce sprawia wrażenie, jakby nigdy nie pogodziło się z tragedią sprzed lat. Niegdyś mieszkało tam małżeństwo Oskara i Anastazji z dwoma córkami, a wydarzenia, które doprowadziły do rozpadu rodziny i tajemniczego zniknięcia jednej z dziewczynek, do dziś owiane są tajemnicą. Wkrótce Maja i Gabrysia zaczynają odkrywać sekrety domu, które mogą doprowadzić do szokującego rozwiązania zagadki sprzed lat.
„Mrokowisko” właściwie od pierwszych stron urzeka stylem. Halladin pisze na ogół oszczędnie, ale jednocześnie niezwykle plastycznie. Nie potrzebuje przesadnie rozbudowanych opisów ani wyszukanych metafor, by osiągnąć pożądany efekt. To właśnie ta kluczowa dla najlepszych książkowych horrorów umiejętność sugerowania zamiast pokazywania sprawia, że autorka czuje się w klimacie grozy jak ryba w wodzie.
Docenić wypada też konstrukcję powieści. Halladin prowadzi narrację z kilku perspektyw i na różnych planach czasowych, jednak ani przez chwilę nie pogrąża się w chaosie. Retrospekcje poświęcone rodzinie Oskara i Anastazji przeplatają się ze współczesnymi wydarzeniami śledzonymi oczami Mai i Gabrysi, a uzupełniają to pojedyncze rozdziały z punktów widzenia innych bohaterów. Wszystko to stopniowo poszerza obraz świata przedstawionego, a przede wszystkim odsłania następne fragmenty tajemnicy.
„Mrokowisko” imponuje przemyślaną charakterystyką bohaterów i wiarygodną dynamiką między nimi. Doskonałym przykładem są tu Maja i Gabrysia. Ich relacja jest pełna napięć wynikających z młodzieńczego buntu córki, ale jednocześnie podszyta czułością i troską matki, a także charakterystycznym porozumieniem, które nie zawsze wymaga słów.
Co równie ważne, książka autentycznie straszy. W pierwszej połowie mamy do czynienia z rasową grozą. Wszystko podporządkowane jest budowaniu atmosfery, kolejnym niepokojącym sygnałom i pytaniu, czy w Czerwonym Domu rzeczywiście kryje się coś nadprzyrodzonego. Z czasem jednak wątki kryminalne stopniowo wysuwają się na pierwszy plan, coraz większą rolę odgrywa śledztwo, pojawiają się nowi podejrzani, kolejne tropy i zwroty akcji. Przejście między gatunkami odbywa się niezwykle płynnie i naturalnie. Przy czym autorka nie porzuca zupełnie grozy. Co jakiś czas przypomina o niej subtelnym mrugnięciem oka do czytelnika, dzięki czemu specyficzna atmosfera nie znika nawet wtedy, gdy fabuła skupia się już przede wszystkim na rozwikłaniu zagadki.
Na zakończenie Halladin funduje serię twistów, które kilkukrotnie wywracają dotychczasowy obraz wydarzeń do góry nogami. Co ważne, nie są to zwroty akcji dodane do fabuły wyłącznie dla efektu zaskoczenia. Każdy z nich wynika z wcześniej rozsianych wskazówek, a całość zachowuje wewnętrzną logikę i spójność. To rzadka umiejętność, zwłaszcza w historiach opartych na tajemnicy, w których łatwo można przekroczyć granicę wiarygodności.
„Mrokowisko” potwierdza, że sukces „Rykowiska” nie był dziełem przypadku. Julia Halladin przez niemal całą lekturę utrzymuje czytelnika w stanie niepewności. Jej powieść potrafi przestraszyć i zaangażować zagadką, a przy tym ani przez moment nie sprawia wrażenia gatunkowej kalki. Autorka ma wszelkie atuty, by dostać się do ścisłej czołówki polskich twórców literatury z pogranicza horroru i thrillera. Decydujące okażą się kolejne książki.
Maciej Bachorski
TweetKategoria: recenzje














