Pogańskie demony z Sardynii – recenzja książki „Wyspa dusz” Piergiorgia Pulixiego
Piergiorgio Pulixi „Wyspa dusz”, tłum. Tomasz Kwiecień, wyd. Mova
Ocena: 8 / 10
Literacka podróż na Sardynię, w którą zabiera nas Piergiorgio Pulixi, jest niesamowitym doznaniem. Włoski autor kryminałów przedstawia nam wyjątkowo mroczną opowieść z wyspy, na której pogańskie wierzenia łączą się z rytualnymi mordami, a społeczne układy z dawnymi legendami.
Punktem wyjścia do „Wyspy dusz” jest zaginięcie młodej studentki. Stosunkowo szybko dowiadujemy się, że klucz do rozwiązania zagadki może być schowany w starych aktach nowo utworzonej sekcji spraw nierozwiązanych. Pulixi postanowił, że naszymi przewodniczkami po wyspie będą dwie charakterne, choć skrajnie różne funkcjonariuszki. Mara Rais i Eva Croce to kobiety po przejściach, zesłane do Wydziału Spraw Niewyjaśnionych w Cagliari. Mara jest rodowitą Sardynką, impulsywną, walczącą z lokalnym patriarchatem i własnymi demonami. Eva to przybyszka z Mediolanu, chłodna, analityczna, nosząca w sobie traumę, która wypala znamię na jej duszy. Emocjonalne tonacje są podkręcane w bardzo umiejętny sposób – uczestniczymy bowiem w procesie wzajemnego docierania się bohaterek, pełnego niedopowiedzeń, napięć i konfliktów. Mianownikiem, które łączy Croce i Rais, jest chęć odkrycia prawdy o otaczającym świecie. Bez względu na cenę.

Piergiorgio Pulixi
Dla Pulixiego niezwykle ważni są bohaterowie – ich emocje, odczucia, prawo do wyrażania siebie. Włoski pisarz nie zapomina jednak o doskonale skrojonej intrydze kryminalnej, w której wykorzystano motywy z antropologii, religioznawstwa, filozofii, a przede wszystkim – lokalnego folkloru. Zbrodnie mają bowiem charakter rytualny, nawiązują do starożytnych kultów i mrocznej historii wyspy. Można przyjąć zresztą, że w tej książce zbrodnia nie jest tylko naruszeniem kodeksu karnego – jest zakłóceniem metafizycznego porządku, który próbuje przywrócić tajemnicza, niemal mityczna postać władająca sumieniami mieszkańców. Co ważne, policyjna odznaka w tych stronach znaczy doprawdy niewiele. Śledztwo spycha bohaterki w mrok zamkniętych enklaw i rodzinnych fortec, gdzie milczenie jest cnotą przekazywaną z ojca na syna, a jedynym uznawanym prawem pozostaje szept pradawnej Matki Ziemi.
W tym nieoczywistym świecie pojawia się postać, która ucieleśnia ciężar niewyjaśnionej przeszłości – Moreno Barrali. Były główny inspektor policji zna ten mrok aż nazbyt dobrze. Rytualne morderstwa sprzed lat nie tylko odebrały mu stanowisko i zawodowy prestiż, ale stały się jego osobistym przekleństwem. Będąc swoistym mentorem dla Croce i Rais, rzuca też przed czytelnikami wskazówki, dzięki którym odkrywanie sekretów „Wyspy dusz” jest arcyciekawym doświadczeniem.
„Wyspa dusz” nie bez powodu stała się literackim wydarzeniem. Sardynia w ujęciu Pulixiego bywa obezwładniająco piękna, lecz to uroda drapieżna i zwodnicza. Narracja prowadzi przez zastygłe w bezruchu górskie osady i lasy, w których echa dawnych podań wciąż są nad wyraz żywe. Włoski autor w mistrzowski sposób udowodnił, że najmroczniejsze zbrodnie nie rodzą się w afekcie, lecz wyrastają wprost z ziemi przesiąkniętej krwią i wieloletnim milczeniem klanów. To opowieść o kobiecej sile i bolesnej przeszłości, która nie pozwala o sobie zapomnieć, dopóki nie zostanie domknięta ostatnim, rytualnym aktem sprawiedliwości.
Marcin Waincetel
TweetKategoria: recenzje
















