Podróż do wnętrza nas samych – recenzja książki „Trzecie królestwo” Karla Ovego Knausgårda
Karl Ove Knausgård „Trzecie królestwo”, tłum. Iwona Zimnicka, Wydawnictwo Literackie
Ocena: 9 / 10
Karl Ove Knausgård po raz kolejny udowadnia, że cykl rozpoczęty „Gwiazdą poranną” nie ma sobie równych we współczesnej literaturze. „Trzecie królestwo” to powieść gęsta i nasycona emocjami, w której codzienność przeplata się z metafizyką, a bohaterowie balansują na granicy autodestrukcji.
Seria Knausgårda to jedno z najciekawszych przedsięwzięć literackich na rynku – między innymi dlatego, że trudno jest określić, dokąd właściwie zmierza. Rzeczywistość bohaterów pęcznieje z każdym tomem, a odpowiedzi na palące pytania wciąż zdają się co najwyżej majaczyć na horyzoncie. „Trzecie królestwo” zdaje się to potwierdzać. Słynny Norweg rozwija opowieść z charakterystycznym dla siebie egzystencjalnym, podszytym dawką metafizyki rozmachem, a jednocześnie z pełną premedytacją pozostawia linię mety daleko przed nami.
Trzecia odsłona serii, w której nad głowami bohaterów pojawiła się tajemnicza gwiazda, nie należy do historii oczywistych. Knausgård bawi się tu chronologią i wraca do postaci, które w poprzednim tomie, „Wilkach z lasu wieczności”, zostały odsunięte na bok. Dzięki temu wątki choćby pogrążonej w malarskiej gorączce, balansującej na granicy psychozy i poczucia wyobcowania Tove czy badającego makabryczną zbrodnię Geira zyskują nowy wymiar i perspektywy, a jednocześnie my jako czytelnicy nadal oczekujemy na wielki przełom. To jednak nie tyle zastój, co oczekiwanie wręcz gorączkowe – takie, gdy wiercimy się na krawędzi fotela, odkrywając kolejne powiązania między poszczególnymi wydarzeniami, chcąc wierzyć, że historia znajduje się już o krok od kulminacyjnego rozwiązania.

Karl Ove Knausgård (fot. Amrei-Marie/Wikimedia Commons)
Zanim pojawiają się tu elementy magicznego realizmu czy metafizycznej grozy, Knausgård osadza wszystko w codzienności. Bohaterowie zaciągają się papierosem, spacerują brzegiem plaży tuż przed świtem, wykonują drobne gesty, które w rękach pisarza stają się materiałem do wiwisekcji ich myśli i emocji. Niezależnie od tego, czy chodzi o Helge’a, architekta wypalanego poczuciem winy i własnym sukcesem, czy o Geira, policjanta mierzącego się zarówno z brutalnym śledztwem, jak i ze świadomością własnej starości – każdy z nich jest niebywale autentyczny. Wydaje się wręcz, że banalne dylematy – jak w przypadku Gaute’a podejrzewającego żonę o zdradę czy 19-letniej Line zafascynowanej charyzmatycznym outsiderem Valdemarem – w rękach innego pisarza mogłyby wybrzmieć jak telenowela. U Knausgårda natomiast stają się materiałem do eksploracji ludzkiej kondycji w całym jej bogactwie.
Norweg umieszcza swoich bohaterów w świecie, w którym granice między sacrum a profanum nieustannie się zacierają. W „Trzecim królestwie” pojawiają się obrazy niezwykłe: jak Syvert odkrywający, że od chwili wystąpienia gwiazdy na niebie nikt nie umiera, lub neurochirurg Jarle badający przypadek „zmartwychwstania”, uparcie nie chcąc zaakceptować braku naukowego wyjaśnienia fenomenu. Duchowość i cielesność, bliskość i seksualność czy nauka i metafizyka splatają się tu ze sobą w sposób naturalny.
Sama powieść to również mieszanka: dramatu obyczajowego, thrillera naukowego, metafizycznego horroru i kroniki życia codziennego. Dzięki temu autor potrafi zmienić ton jednym zdaniem i sprawić, by niewinna z początku rozmowa w kuchni pulsowała napięciem. Wszystko to zaś podkreślone zostaje nienagannym wręcz stylem, pełnym precyzyjnych dialogów, ale też subtelnych opisów. Knausgård potrafi uchwycić niemal niedostrzegalne wrażenia, które każdy z nas zna, a które w literaturze spotykamy z rzadka – jak choćby irracjonalny lęk przed ciężarówką nadjeżdżającą z naprzeciwka. To właśnie dzięki takim detalom świat powieści ożywa i oddziałuje na emocje odbiorcy.
Nie da się ukryć, że Knausgård ponownie napisał powieść niełatwą, ale też fascynującą. Mamy poczucie uczestniczenia w czymś większym – w historii, która rozgrywa się zarówno tu i teraz, jak i w wymiarach, których nie sposób do końca pojąć. Norweg próbuje nam zasugerować, że prawdziwy cel tej literackiej wędrówki wciąż czeka, by się objawić. Cóż, jeśli tak jest, to chcę towarzyszyć mu w tej wyprawie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Maciej Bachorski
Kategoria: recenzje















