Niepokojąca refleksja nad naturą przyrody – recenzja komiksu „Naturalna komedia” Ulli Donner
Ulla Donner „Naturalna komedia”, tłum. Piotr Paczkowski, wyd. Kultura Gniewu
Ocena: 8 / 10
Przypowiastka filozoficzna? Ekologiczny manifest? Krytyka społeczna? Postmodernistyczna igraszka z klasyką? Tak – „Naturalna komedia”, okrzyknięta najlepszym szwedzkim albumem komiksowym 2023 roku, może być odczytywana na wiele sposobów, a mnogość interpretacji nie sprawia, że jest to lektura niespójna.
Ulla Donner, fińsko-szwedzka ilustratorka, rysowniczka i graficzka, zabiera nas w podróż po lesie u boku listka i grzyba. Pierwszy, Björk, zerwany z gałęzi podmuchem jesiennego wiatru, oddzielił się od towarzyszy i teraz tylko podgrzybka Candy, przeżywająca właśnie miłosne rozczarowanie, może mu pomóc odnaleźć Wielką Jesienną Imprezę, na którą rzekomo trafiają wszystkie liście po opadnięciu z drzew. Problem w tym, że ma kłopoty z orientacją w terenie, ścieżki lasu są kręte i zawiłe (jak w życiu!), a na drodze dwóch towarzyszy stanie wiele przeszkód oraz intrygujących i niebezpiecznych postaci. Czy przyjaciele dadzą się porwać wizji lepszego życia, którą roztacza Kombucza, kapłanka wellness? Czym jest mroczna Gun, która każe Björk opiekować się małym, bezbronnym ziarenkiem? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi znajdziecie w albumie „Naturalna komedia”.

Pierwszym, co rzuca się w oczy podczas lektury komiksu Ulli Donner, jest oryginalna warstwa graficzna. Artystka korzysta z czterech kolorów (biały, czarny, żółty i niebieski), co w połączeniu z miękkim kreskówkowym stylem i gęsto zapełnionymi szczegółami planszami nadaje komiksowi psychodeliczny charakter. Rysunki, przywodzące na myśl drzeworyty, tworzą mroczną atmosferę, a ciemne kontury drzew, skrywające niejedną tajemnicę, budzą niepokój. W przeciwieństwie do pełnego szczegółów i sugestywności otoczenia bohaterowie, nieco na zasadzie kontrastu, pociągnięci są prostą, umowną kreską. Mają w sobie coś z „Muminków” Tove Jansson, ale i postaci znanych z produkcji studia Ghibli. Kilkoma ruchami ołówka Donner potrafi nadać im konkretny charakter – ostre rysy Kombuczy od razu sprawiają, że oczekujemy po niej najgorszego, a mimika głównych bohaterów bywa często źródłem humoru.

Tego zresztą w „Naturalnej komedii” jest naprawdę sporo. Jak na historię, która parafrazując XIV-wieczną „Boską komedię” Dantego Alighieri (o podróży przez zaświaty podzielone na Piekło, Czyściec i Raj), ma ambicje – tak jak niegdyś oryginał – przedstawić alegoryczną opowieść poruszającą współczesne tematy, trzeba przyznać, że całość jest naprawdę zabawna i lekko poprowadzona. Oczywiście również humor służy tutaj czemuś więcej niż prostej przyjemności, często w karykaturalny sposób ukazując absurdy dzisiejszego świata. Komiks oparto na dualizmie – nie tylko w warstwie graficznej. Dlatego też zabawniejsze fragmenty przeplatane są często smutną refleksją chociażby na temat niszczycielskiej ingerencji człowieka w przyrodę (cmentarzysko pni może przywodzić na myśl inny tekst literacki, „Raj utracony” Johna Miltona).

Mam wrażenie, że to jedna z tych opowieści, z których każdy czytelnik wyciągnie trochę coś innego. Jak wspomniałem, wątków i możliwości interpretacji jest sporo, choć na najbardziej podstawowym poziomie to pełna specyficznego humoru, niepokojąca i zawierająca psychodeliczne pomysły opowieść o kręgu życia. Całość nieprzypadkowo została osadzona jesienią, która utożsamia się z przemijaniem. To okres przejściowy między latem i zimą, a więc dwoma skrajnymi dla przyrody porami roku. Nadaje to albumowi melancholijnego, a niekiedy również dość ponurego klimatu, bo puenta tej opowieści może być tylko jedna. Uczynienie głównym bohaterem brzozowego listka pozwala autorce w przystępny, a jednocześnie metaforyczny sposób ukazać naturę świata, który nieprzerwanie toczy się własnym rytmem. Ludzie, zwierzęta, rośliny rodzą się i umierają – musimy się z tym pogodzić, niezależnie od tego, czy Wielka Jesienna Impreza już majaczy na horyzoncie, czy jest odległą pieśnią przyszłości.
Jan Sławiński
Kategoria: recenzje
















