banner ad

Niebezpieczne echa przeszłości – recenzja książki „Hasi” Beaty Skrzypczak

21 stycznia 2026

Beata Skrzypczak „Hasi”, wyd. Vesper
Ocena: 7,5 / 10

Na osiedlu Hasi nic nie znika bez śladu – nawet to, co z pozoru powinno zostać pogrzebane razem z zamkniętymi kopalniami i opuszczonymi familokami. W powieści Beaty Skrzypczak młodzi bohaterowie stopniowo odkrywają, że miejskie legendy i dawne tragedie nie są jedynie echem przeszłości, lecz wciąż aktywnie kształtują teraźniejszość i potrafią upomnieć się o swoje w najmniej oczekiwanym momencie.

Górny Śląsk to jeden z najbardziej fascynujących regionów na mapie naszego kraju nie tylko ze względu na skomplikowane uwarunkowania historyczne, ale również przez niezwykły lokalny folklor, który dekadami wrastał w codzienność mieszkańców. Beata Skrzypczak buduje swą powieść na styku tych dwóch porządków – historii i wierzeń – czyniąc z nich motor napędowy „Hasi” oraz fundament całego świata przedstawionego.

Akcja książki rozgrywa się na tytułowym osiedlu, które sprawia wrażenie zastygłego w czasie. To przestrzeń naznaczona przemysłowym dziedzictwem i powolnym rozpadem. Śledzimy losy młodych bohaterów – między innymi Alicji, Piotra i Mikołaja – którzy próbują odnaleźć się w rzeczywistości pełnej niedopowiedzeń, przemilczanych tragedii i opowieści snutych półgłosem przez starszych mieszkańców. Z pozoru zwyczajne historie szybko zaczynają się jednak splatać z przesądami i mitologią regionu, a granica między tym, co realne, a tym, co domniemane, ulega coraz wyraźniejszemu zatarciu.

Skrzypczak z ogromną pieczołowitością odmalowuje środowisko Górnego Śląska. Odrapane familoki, porzucone kompleksy kopalniane, pordzewiałe szkielety tramwajów w opuszczonej zajezdni – wszystko to składa się na krajobraz nasiąknięty wilgocią i starością. Rzeczywistość cuchnie tu alkoholem, a jednocześnie pulsuje bolesnymi historiami, do których bezpardonowo wdarła się współczesność, ignorując spuściznę i pamięć o przeszłości. To świat, w którym brak perspektyw determinuje losy jednostek, a codzienność wydaje się równie opresyjna co nadnaturalne zagrożenia.

Na takim tle autorka tworzy niepokojący kolaż miejskich legend, regionalnych wierzeń i przesądów. W fabułę sprawnie wpleciono znane podania, jak choćby historię Zabrzeskiego i jego córki Barbary, nadając im nowy kontekst i pokazując, jak dawne klechdy wciąż rezonują w przestrzeniach zalanych szkłem i betonem.

Groza w powieści jest dzięki temu nie tylko wyjątkowo plastyczna, ale też magnetyczna w swojej zwyczajności. Skrzypczak nie epatuje tanimi straszakami – zamiast tego pozwala, by niepokój powoli przejmował kontrolę nad narracją. W „Hasi” świat żywych i umarłych nieustannie się przenika. Autorka umiejętnie balansuje na granicy sennego koszmaru i jawy, wysyła sygnały, które każą wątpić w to, co mierzalne i racjonalne, stopniowo spychając bohaterów w objęcia obłędu.

Na uwagę zasługuje też gawędziarski charakter narracji. Zmiany tonacji dokonują się tu niemal niezauważalnie, co pozwala na samodzielną interpretację wydarzeń, zanim wszystko zostanie ostatecznie potwierdzone. Dzięki temu napięcie narasta organicznie, bez gwałtownych skoków. Autorka wie jednak, kiedy wrzucić wyższy bieg – gdy w końcu to robi, wcześniej zasygnalizowane wątki zaczynają odgrywać kluczową rolę, a bohaterowie stają twarzą w twarz z realnym zagrożeniem.

„Hasi” to powieść, w której samo miejsce staje się bohaterem – depresyjnym i pełnym tajemnic. To książka o przestrzeniach, które mimo nowoczesnej zabudowy wciąż pulsują dawną, niepokojącą mocą. Beata Skrzypczak stworzyła dzieło duszne i głęboko zakorzenione w regionalnym doświadczeniu, przekonując, że rodzima groza nie potrzebuje potworów z zewnątrz – w zupełności wystarczy jej bolesna historia i to, co od lat czai się w cieniu.

Maciej Bachorski


Tematy: , , , ,

Kategoria: recenzje