banner ad

Nasze własne „Gwiezdne wojny” – recenzja komiksu „Pandora – tom 1” Kamila Dukiewicza

3 maja 2026

Kamil Dukiewicz „Pandora”, wyd. Kultura Gniewu
Ocena: 6,5 / 10

Pierwszy tom „Pandory” to otwarcie planowanej sagi science fiction, które już od początku sygnalizuje ambicję opowiedzenia historii o znacznie większym zasięgu. Debiut Kamila Dukiewicza całkiem udanie buduje fundament pod kolejne rozdziały historii.

Fabuła „Pandory” rozgrywa się przede wszystkim na pustynnej planecie Ferus, znajdującej się pod twardym jarzmem międzyplanetarnego Protektoratu. To miejsce niegościnne i naznaczone konfliktem, a zwykli mieszkańcy funkcjonują gdzieś na marginesie wielkiej polityki i interesów potężniejszego przeciwnika. W takich realiach poznajemy Rinę, młodą dziewczynę, która zmuszona jest się ukrywać. Schronienie znajduje u przyjaciela swojego ojca, ale szybko okazuje się, że jej obecność ściąga n Ferus ogromne niebezpieczeństwo. Rina nie ucieka bowiem bez powodu. W jej posiadaniu znajduje się coś niezwykle cennego. Coś, Protektorat gotów jest odzyskać bez względu na koszty. Już wkrótce stawką okaże się nie tylko życie bohaterów, ale i los całej planety.

„Pandora” jako pierwszy tom większej opowieści wprowadza czytelnika w świat przedstawiony i zarysowuje główne linie konfliktu. Dukiewicz robi to w sposób stosunkowo oszczędny, nie zasypując odbiorcy nadmiarem informacji. Dzięki temu łatwo odnaleźć się w realiach Ferusa, zrozumieć ogólną sytuację polityczną i poczuć ciężar dominacji Protektoratu. Ten fundament światotwórstwa, oparty na schemacie „maluczcy kontra potężne imperium”, działa tu poprawnie i nie budzi większych zastrzeżeń. To sprawdzona konstrukcja, która nadal potrafi być angażująca, jeśli zostanie odpowiednio poprowadzona.

Nieco gorzej wypada jednak to, co powinno stanowić emocjonalny rdzeń historii. Rina, choć to wokół niej rozgrywają się wydarzenia, na tym etapie pozostaje raczej szkicem niż pełnokrwistą bohaterką. Podobnie wygląda sytuacja z postaciami drugoplanowymi. Ich relacje, motywacje i przeszłość są jedynie zasygnalizowane. Problem nie polega na tym, że nie wiemy wszystkiego, lecz na tym, że fabularnego mięcha mamy pod tym względem na tyle mało, że trudno tu o jakiś punkt zaczepienia. Również konflikt z Protektoratem funkcjonuje tu bardziej jako założenie niż coś, co zostaje wyraźnie pogłębione. Wiemy, że Protektorat istnieje, jest opresyjny i że bohaterowie muszą się przed nim bronić, ale trudno jeszcze mówić o większej złożoności czy niuansach.

Mimo tych braków „Pandorę” czyta się z wyraźną przyjemnością. Komiks ma dobre tempo, potrafi utrzymać napięcie i skutecznie zachęca do przewracania kolejnych stron. Inspiracje klasyczną space operą, zwłaszcza w duchu „Gwiezdnych wojen”, są tu widoczne na pierwszy rzut oka. Nie sprawiają jednak wrażenia irytująco nachalnych czy wtórnych, a raczej budują znajomy kontekst, który ułatwia wejście w historię i pozwala skupić się na samej przygodzie.

Paradoksalnie największą siłą pierwszego tomu „Pandory” wydaje się obietnica tego, co dopiero nadejdzie. Wątki zostały zarysowane w sposób sugerujący znacznie szerszą opowieść, a potencjał do rozwinięcia historii jest wyraźny. I choć pierwszy tom pozostawia pewien niedosyt, to jest to raczej niedosyt wynikający z poczucia, że dopiero zaczynamy właściwą podróż. Jeśli kolejne części rozwiną bohaterów i pogłębią konflikt, seria ma szansę stać się czymś więcej niż tylko sprawnie opowiedzianą przygodą w kosmicznych dekoracjach. Na razie to całkiem solidny początek, który zachęca, by dać tej historii jeszcze trochę czasu.

Maciej Bachorski

Tematy: , , , ,

Kategoria: recenzje