Mozaikowa space opera – recenzja książki „Gemina” Amie Kaufman i Jaya Kristoffa
Amie Kaufman, Jay Kristoff „Gemina”, tłum. Mateusz Borkowski, wyd. Vesper
Ocena: 7,5 / 10
„Illuminae” była jednym z najlepszych dowodów na to, że powieść science fiction można napisać w taki sposób, by fascynowała nie tylko zagorzałych fanów gatunku, ale każdego czytelnika spragnionego świeżych i intrygujących historii. Kontynuacja zatytułowana „Gemina” idzie tą samą ścieżką, tyle że robi to z jeszcze większym rozmachem.
W drugim tomie Kaufman i Kristoff konsekwentnie trzymają się sprawdzonego pomysłu z eksperymentalną formą, a także próbują wprowadzić doń nowe elementy. „Gemina” ponownie zbudowana jest więc z sekwencji maili, czatów, zapisów z kamer i raportów, które porządkują wydarzenia w sposób pozornie surowy, choć w istocie niezwykle dynamiczny. Wszystkie zaś wątki, między którymi błyskawicznie przeskakujemy, układają się w mozaikę zagrożenia, napięcia i panicznej walki o przetrwanie.
Dalszy ciąg historii o korporacyjnych wojnach obserwujemy z perspektywy zupełnie nowych bohaterów. Akcja przenosi się na stację Heimdall, do której zbliża się ocalały z dramatycznych wydarzeń statek Hypatia. Na pierwszy plan wychodzi Hanna Donnelly, córka zarządcy stacji, oraz Nik Malikov, zakochany w niej dealer narkotyków, uwikłany w powiązania z kosmicznym kartelem. Jest też Jackson, chłopak Hanny, którego rola okaże się znacznie bardziej skomplikowana, niż sugerują to pierwsze rozdziały. Bohaterowie z „Illuminae” również się pojawiają, lecz siłą rzeczy pozostają w tle – to na innych spoczywa ciężar uniesienia tej części historii. I – co warto podkreślić – wywiązują się z tego całkiem dobrze.
„Gemina” to znów miks kosmicznego love story, rozpędzonej space opery i takiego science fiction, które nie skupia się na twardej nauce, bo nie na tym polega jego siła. Jeżeli komuś wydawało się, że pierwsza część wyciska maksimum z tej konwencji, kontynuacja szybko wyprowadzi go z błędu – tu stawka rośnie wręcz międzywymiarowo. Autorzy nie dają przy tym taryfy ulgowej: po dłuższej przerwie między tomami korporacyjne zależności czy organizacyjne skróty mogą początkowo sprawiać wrażenie chaotycznych, podobnie jak sama ekspozycja wydarzeń na Heimdallu. Na szczęście forma „akt sprawy” działa tu jak amortyzator – wszystko dość szybko nabiera klarowności.
To, co jednak najbardziej imponuje, to tempo. Kaufman i Kristoff po raz kolejny budują atmosferę presji czasu, tak intensywną, że nie sposób oderwać się nawet na chwilę. Stacja jest szturmem przejmowana przez napastników, ale to oni bardzo szybko zaczynają tracić kontrolę, stając się zwierzyną łowną w labiryncie ciasnych korytarzy i sekcji, których nie zdołali opanować. W połączeniu ze zwrotami akcji dostajemy historię, która mimo pewnej przewidywalności zdecydowanie potrafi zaangażować.
„Gemina” miejscami przypomina powieść graficzną – pełna jest pomysłowych plansz, wykresów i wizualnych form, które nie tylko zdobią, ale wręcz współtworzą narrację. Pojawiają się także nowe zabiegi formalne, jak choćby równoległe prowadzenie na kolejnych stronach wydarzeń z perspektywy przeciwnych stron barykady. Narracje te korespondują ze sobą niczym dwa ujęcia zsynchronizowane w czasie. Ten eksperymentalny duch działa świetnie, choć nie obywa się bez potknięć: pierwsza połowa książki zawiera liczne fragmenty z czarną czcionką na ciemnym tle, których czytelność – nawet przy dobrym świetle – jest co najmniej dyskusyjna. To poważny zgrzyt w książce z tak świadomie zaprojektowaną warstwą graficzną, choć na szczęście znika on w dalszej części powieści.
Wszystko to składa się na tego rodzaju kontynuację, która w pewnych aspektach wydaje się przemyślanym rozwinięciem wcześniejszych pomysłów, ale też chce być mocniejsza, bardziej śmiała i efektowna niż pierwowzór. Momentami książka wymaga uwagi, czasem prowadzi narrację nieco na skróty, ale w zamian oferuje intensywność, jakiej w powieściach science fiction dla młodych dorosłych wciąż rzadko się doświadcza. Jeśli ktoś polubił tom pierwszy, „Gemina” tylko umocni jego przekonanie, że ten cykl jest jedną z najciekawszych przygód, jakie współczesne science fiction ma do zaoferowania.
Maciej Bachorski
TweetKategoria: recenzje















