banner ad

Moralność w świecie wiecznej wojny – recenzja książki „Brygady Duchów” Johna Scalziego

6 marca 2026

John Scalzi „Brygady Duchów”, tłum. Krzysztof Mazurek, wyd. Vesper
Ocena: 8,5 / 10

Militarne science fiction bywa czystą przygodą, ale w rękach Johna Scalziego zamienia się w opowieść o tożsamości, odpowiedzialności i cienkiej granicy między koniecznością a zbrodnią. „Brygady Duchów” pod płaszczem ironii i wysokooktanowej akcji skrywają pytania o moralność, które po zakończeniu lektury zostają z czytelnikiem na długo.

Rozpoczynająca cykl „Wojna starego człowieka” wzięła mnie z zaskoczenia swoją świeżością i lekkim, momentami niebywale zabawnym językiem, który jednak nie służył do zamaskowania tego, że książka nie ma nic do powiedzenia, a wręcz przeciwnie – stanowił przeciwwagę dla niezwykle złożonych moralnych dylematów, jakie podjęto w powieści. Sięgając po „Brygady Duchów”, oczekiwałem więc przede wszystkim rozwinięcia tej tematyki. I choć w kontynuacji Scalzi nieco zmienia punkt ciężkości, to nie porzuca ani ironicznego tonu, ani etycznych niepokojów, które czyniły pierwszą część czymś więcej niż tylko sprawnie napisaną militarystyczną przygodą rozgrywającą się w kosmosie.

„Brygady Duchów” rzeczywiście robią twórczy użytek z wcześniejszych pomysłów, ale skupiają się na innych wątkach. Owszem, pojawiają się tu postaci znane z „Wojny starego człowieka”, jak Harry Wilson czy Jane Sagan, jednak na pierwszy plan wysuwają się zupełnie nowi gracze. Scalzi nie bawi się w drobiazgowe przypominanie zasad rządzących światem Sił Obronnych Kolonii, zamiast tego wrzuca nas w sam środek wydarzeń. Trudno zatem traktować „Brygady…” jako całkowicie niezależną powieść. Czy to wada? Ani trochę. Raczej dowód zaufania wobec odbiorcy i konsekwencji w budowaniu większej, spójnej historii.

Fabuła koncentruje się na tajnym projekcie Brygad Duchów – elitarnej jednostki tworzonej z połączonych genów zmarłych. Ci swego rodzaju „rekruci” sprowadzani są na świat wyłącznie po to, by walczyć i umierać w imię interesów ludzkości. Głównym bohaterem jest Jared Dirac, żołnierz noszący w sobie przeszczepioną świadomość Charlesa Boutina – genialnego naukowca i jednocześnie zdrajcy, który przeszedł na stronę obcych cywilizacji. Siły Obronne Kolonii liczą, że odzyskają w ten sposób dostęp do wiedzy Boutina, zanim zbliżająca się wojna zagrozi ludzkości. Problem w tym, że tożsamość nie daje się wgrać jak plik do komputera, a Dirac zamiast stać się narzędziem, zaczyna być osobą – z własnymi wątpliwościami i sumieniem.

John Scalzi (fot. Bruce Matsunaga/Flickr)

Scalzi już od pierwszych stron wodzi nas za nos. Otwiera powieść sceną, która ustawia czytelnika po stronie antagonistów, by dopiero w toku dialogów stopniowo odsłaniać prawdziwą naturę bohaterów i odwracać role. Ten przewrotny zabieg to zapowiedź tego, co czeka nas dalej: nic nie jest tu jednoznaczne, a moralne racje rozkładają się w sposób niepokojąco symetryczny. Przy tym wszystkim książka nie traci sardonicznego humoru. Dialogi skrzą się ironią, a w trakcie szkolenia Diraca i jego towarzyszy nie brakuje momentów, gdy można autentycznie roześmiać się na głos.

Ten zwodniczo kumpelski ton powinien jednak zapalić lampki ostrzegawcze u tych, którzy znają pierwszy tom cyklu – tu również bohaterowie zderzają się brutalnie z bezlitosnością wojny. Scalzi celowo buduje więc dysonans pomiędzy lekkością narracji a okrucieństwem wydarzeń, by wylać, kiedy trzeba, kubeł zimnej wody na głowę tych, którzy sądzili, że „Brygady Duchów” będą tylko kosmicznym „ahoj, przygodo”. Opisy potyczek są bezpardonowe, a działania obu stron konfliktu często przekraczające granice przyzwoitości, wywołując moralnego kaca.

Szczególnie mocno wybrzmiewają rozważania nad etycznością działań Sił Obronnych Kolonii: beznamiętną zabawą w Boga, tworzeniem żołnierzy „na zamówienie” czy manipulacją świadomością. Problem tożsamości i własnego miejsca w wypranej z uczuć wojennej machinie uwidacznia się w postaci Diraca. Wątek odzyskiwania – a może budowania na nowo – tożsamości zdrajcy jest tym samym jednym z najmocniejszych elementów powieści. Gdy bohater stopniowo zaczyna rozumieć motywy kierujące Boutinem, historia przestaje być jedynie militarną intrygą, a staje się opowieścią o granicach lojalności, odpowiedzialności i wolnej woli. Nieubłaganie nasuwa się pytanie, czy nawet najbardziej racjonalne pobudki mogą tłumaczyć masowy mord.

Choć książka aż opływa w futurystyczne koncepcje i specjalistyczną terminologię, to lepiej nie analizować ich zbyt drobiazgowo. Technologia działa, bo ma działać – jest narzędziem opowieści, a nie jej sednem. I w tym kontekście oczekiwanie naukowej precyzji byłoby drogą do rozczarowania. „Brygady Duchów” w pierwszej kolejności mają być rozrywką i sprawdzają się w tej roli znakomicie. Tempo jest świetne, styl plastyczny, a akcja pędzi w zawrotnym tempie. Scalzi potrafi zrównoważyć napięcie celnie wymierzonym żartem, by chwilę później uderzyć sceną wywołującą autentyczny ból. „Brygady Duchów” to zatem niezwykle udana kontynuacja, która w dojrzały sposób rozwija koncepcję z pierwszego tomu i prowokuje do refleksji o naturze człowieczeństwa.

Maciej Bachorski

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje