Duchowość szyta na miarę – recenzja książki „Śmierć i inni święci” Tomasza Pindla
Tomasz Pindel „Śmierć i inni święci. Ameryka Łacińska i jej wierzenia”, wyd. W.A.B.
Ocena: 8 / 10
W najnowszej książce Tomasz Pindel przemierza Amerykę Łacińską śladami ludowych kultów i religijnego synkretyzmu. „Śmierć i inni święci” to reportaż pełen życia, wiedzy i empatii, który pokazuje, że prawdziwą wiarę możemy odnaleźć wszędzie – ponad wszystko ważne bowiem, by była ona szczera.
Pindel zabiera nas w podróż, która rozpoczyna się na Kubie – i choć ton jego relacji ma w sobie sporo europejskiego sceptycyzmu, to bardzo szybko pojawia się fascynacja i próba zrozumienia zjawiska, które dla zachodniego odbiorcy może wydawać się egzotyczne, czasem niezrozumiałe, a momentami nawet groteskowe. Na Kubie poznajemy Santerię – religię zrodzoną z dramatycznej historii niewolnictwa i kolonizacji, będącą mieszanką afrykańskich wierzeń i katolickich symboli. To właśnie tu najlepiej widać, że Pindel nie przyjechał z gotowymi odpowiedziami. Zamiast tego oferuje przemyślany, pełen historycznego kontekstu reportaż, w którym sama podróż to jedynie wierzchołek góry lodowej.

Wyznawcy Santeríi w Hawanie (fot. © Jorge Royan/royan.com.ar/Wikimedia Commons)
Przemierzając ulice Hawany czy Trinidadu, Pindel nie tylko opisuje barwność tych kubańskich miast – ich tętniące życiem ulice, rytuały, muzykę i zapachy – ale jednocześnie daje czytelnikowi do zrozumienia, że duchowość jest tam czymś organicznym. Czymś, co powstaje z potrzeby chwili, co nie wymaga kościelnych instytucji ani dogmatycznych struktur – wystarczy wiara, świeca i to, co akurat jest pod ręką. To właśnie synkretyzm – pojęcie, które wraca jak refren przez całą książkę – staje się głównym tematem tej opowieści. Pindel podkreśla, że na Kubie mamy do czynienia z duchowością pozainstytucjonalną, która działa tam, gdzie nie sięga oficjalna religia. To swoiste sacrum splecione z profanum: rytuał miesza się z kiczem, duchowość z komercją, a religijność z jarmarcznym naciągactwem. A jednak w tym wszystkim nie ma cynizmu. Jest za to głęboka potrzeba pocieszenia i sensu, który odnaleźć można nawet w plastikowej figurce sprzedawanej na bazarze.
Po Kubie przenosimy się do Meksyku, który jawi się jako duchowy patchwork – jeszcze bardziej złożony, może mniej zrozumiały, ale równie fascynujący. Tutaj poznajemy Santa Muerte czy Jesúsa Malverdego. To święci stworzeni przez ludzi dla ludzi – szyci na miarę, by odpowiadać na realne potrzeby, często tam, gdzie oficjalna religia nie sięga: wśród przemytników, przestępców, mieszkańców slumsów. Nawet takie postacie jak dawny prezydent Meksyku próbujący zlaicyzować kraj czy narkotykowi bossowie potrafią stać się figurami religijnego kultu. Autor nie ukrywa, że wejście w meksykańską duchowość było trudniejsze niż w przypadku Kuby. Mimo to opisy dzielnicy Tepito – słynnej z handlu, przestępczości i kultów – są niezwykle sugestywne. Czytelnik niemal czuje kurz unoszący się znad ulicznych stoisk i słyszy gwar tłumu. Dzięki temu Meksyk nie pozostaje abstrakcją – staje się miejscem, w którym można się zanurzyć. Pindel dba też o to, by jego relacja nie była jednostronna – oddaje głos ekspertom i przytacza liczne rozmowy z mieszkańcami, pokazując, jak autentyczne są te praktyki, choć z zewnątrz mogą wydawać się dziwaczne czy kontrowersyjne.

Pomnik Santa Muerte w Meksyku (fot. José Millán/Wikimedia Commons)
Trzecim przystankiem jest Peru i choć Pindel nie poświęca mu aż tyle miejsca co Kubie czy Meksykowi, to fragment o andyjskiej medycynie tradycyjnej jest jednym z najciekawszych. Autor pokazuje, jak cienka jest granica między lecznictwem a rytuałem – jak duchowość przenika praktyki związane z użyciem roślin, ziołolecznictwem i tradycyjnymi zabiegami. Wszystko to wpisane jest w lokalną codzienność, która – jak cały kontynent – także ulega wpływom z zewnątrz, ale zachowuje swoją tożsamość.
Z Peru trafiamy do Argentyny, gdzie temat „świętych szytych na miarę” powraca ze zdwojoną siłą. Tutaj nie chodzi już tylko o synkretyzm religijny, ale też o uświęcanie postaci z historii najnowszej. Evita Perón czy Diego Maradona to nie tylko bohaterowie narodowi, ale i figury niemalże sakralne. Ludzie modlą się do nich, składają ofiary, dziękują za łaski. Pindel nie ocenia – raczej próbuje zrozumieć, dlaczego akurat te osoby stały się świętymi ludu. I jak zwykle odnajduje w tych zjawiskach kolejny poziom złożoności.
Ostatni rozdział poświęcony jest Paragwajowi i kulturze jego rdzennych mieszkańców, Guaranów. To chyba najbardziej stonowana część książki, a jednocześnie domykająca jej strukturę. Pindel zagłębia się w temat pochodzenia, języka, obyczajów i religii tej grupy. Pokazuje, jak pierwotne wierzenia zostały przekształcone pod wpływem kolonizacji i jak dziś funkcjonują w duchowej mozaice Paragwaju. W tym miejscu znów wraca temat synkretyzmu – tym razem jako strategii przetrwania i przystosowania w obliczu utraty ziem, języka i tożsamości.

Szaman Guarani (fot. Frank O’Weaver/Wikimedia Commons)
„Śmierć i inni święci” to reportaż, który łączy w sobie encyklopedyczną wiedzę, osobiste przemyślenia, rozmowy z ekspertami i barwne opisy podróży. Styl Pindla jest plastyczny i pełen detali, przez co czytelnik ma wrażenie, że naprawdę towarzyszy mu w tej wyprawie – czy to na dusznych uliczkach Hawany, w świątyniach Santerii, w zatłoczonym Tepito, czy na andyjskich szlakach. Autor nie epatuje egzotyką – raczej próbuje ją rozłożyć na czynniki pierwsze, by pokazać, że za każdą „dziwną” religią stoi bardzo ludzka potrzeba sensu, wspólnoty i nadziei. Tomasz Pindel ponownie dowodzi więc, że jest przede wszystkim świetnym obserwatorem kulturowej złożoności świata, który opisuje.
Jego książka to opowieść o duchowości Ameryki Łacińskiej, ale również o tym, co się dzieje, gdy religia wychodzi z katedr i kościołów i zaczyna funkcjonować na ulicach, w domach czy na straganach – a więc tam, gdzie toczy się prawdziwe życie. To opowieść o religii bez Watykanu, bez struktur i dogmatów – ale za to z żywą duchowością tworzoną na własnych zasadach. Wierzenia Ameryki Łacińskiej nie są tu więc jedynie kolorowym folklorem, lecz realną siłą społeczną, pozwalającą ludziom przetrwać w świecie, który często nie oferuje im nic więcej poza rozpaczą. I właśnie dlatego reportaż „Śmierć i inni święci” tak dobrze trafia w emocje czytelnika.
Maciej Bachorski
Kategoria: recenzje















