banner ad

Demony pod maską codzienności – recenzja filmu „Wróg doskonały”

6 lipca 2021

„Wróg doskonały”, reż. Kike Maíllo, scen. Cristina Clemente, Kike Maíllo, Fernando Navarro, dystr. Best Film
Ocena: 6 / 10

„Wróg doskonały” jest reklamowany jednym z najlepszych wizualnie plakatów filmowych ostatnich lat. Scena z Atheną Strates i Tomaszem Kotem uchwyconymi w niepokojącej pozie działa mocno na wyobraźnię i zapowiada niemałe emocje. Czy rzeczywiście doświadczymy ich podczas seansu?

Thriller „Wróg doskonały” jest ekranizacją niewielkiej książeczki Amélie Nothomb, która po polsku nosiła tytuł „Kosmetyka wroga”. Wydana została w Polsce w 2002 roku, nieco wcześniej ukazały się „Higiena mordercy” oraz „Z pokorą i uniżeniem” i to wówczas książki belgijskiej autorski miały u nas największe powodzenie. Nothomb nigdy nie rozwlekała swoich powieści, jej pisarstwo było intensywne, a przytaczane historie często miały formę mikrothrillerów, w których walczyły ze sobą dwie przeciwstawne siły reprezentowane przez skupione na sobie postaci. Nie były to jednak tradycyjne thrillery, a ich mocno skondensowana formuła pozwalała Nothomb efektownie wywlec na wierzch brudne wnętrza jej bohaterów. Mainstreamowi krytycy cenili te książki właśnie dlatego, że Nothomb potrafiła wyjść poza formułę dreszczowca, jednak po latach i tak najbardziej w pamięci zostaje spisane na podstawie doświadczeń autorki w Japonii „Z pokorą i uniżeniem”, gdzie opisała mechanizmy funkcjonujące w japońskim społeczeństwie i tamtejszych korporacjach.

„Kosmetyka wroga” była jednym z tych mikrothrillerów, cała fabuła książki rozgrywa się w jednym miejscu, na lotnisku, i ma formę bardzo długiego dialogu dwóch nieznajomych, który prowadzi do mocnej, finałowej konkluzji. Natomiast w filmie Kike Maíllo sama historia i fabularna przestrzeń jest bardziej rozbudowana, aczkolwiek bohaterowie i tak spędzają najwięcej czasu na lotnisku, prowadząc intensywny dialog znany z powieści, choć po filmowemu urozmaicony i wsparty aktorskimi kreacjami Atheny Strates i Tomasza Kota.

On to polski architekt Jeremiasz Angust, który ma międzynarodową renomę, ona jest młodą, gadatliwą i roztrzepaną kobietą, która prosi Jeremiasza o podwózkę na lotnisko. Z początku nic nie zapowiada nadchodzących emocji. Architekt jest wyluzowany po swoim wystąpieniu na konferencji i cierpliwe znosi gadaninę Texel Textor w samochodzie. Tak właśnie – dziewczyna nazywa się Texel Textor, jest z pochodzenia Holenderką, a jej imię, jak sama to przyznaje, wzięło się od nazwy holenderskiej wyspy, zaś nazwisko jednoznacznie kojarzy się ze słowem tekst (text). Samo to słowo pochodzi zaś od łacińskiego textere, czyli tkać, i właśnie jako tkacza słów określa siebie ta przygodna nieznajoma. Nie powinno więc dziwić, że to ona błyskawicznie przejmuje w filmie narrację, z początku intrygując, a niedługo później, już na lotnisku, nękając swą gadaniną bohatera granego przez Tomasza Kota.

Nękanie z czasem wchodzi na wyższy poziom, a widz coraz bardziej odczuwa dyskomfort tej niepokojącej relacji, którą tworzy między sobą goszcząca na ekranie para, i jednocześnie zastanawia się, jaka tajemnica kryje się za tym coraz bardziej dziwacznym spotkaniem. Przez jakiś czas mamy wrażenie obcowania z tradycyjnym thrillerem psychologicznym, ale już dość wcześnie (może nawet za wcześnie) dostajemy jawne sygnały, że chodzi tu o coś więcej, kiedy to twórcy w psychologię wplatają nieco metafizyki. To dość odważny krok, bo może skończyć się bolesnym upadkiem, jeśli przy tak obranej konwencji nie zadziała efektywnie reżyserska ręka, jaką dysponują choćby Polański lub Lynch. I te obawy w jakimś stopniu się sprawdzają, kiedy ostatecznie wyłożone zostaną na stół wszystkie fabularne karty.

Na pewno część widzów będzie rozczarowana, a nawet zirytowana scenariuszowym twistem, na który przecież czekali. Ci, którzy znają twórczość wyżej wymienionych reżyserów oraz pisarstwo Amélie Nothomb, nawet niekoniecznie „Kosmetykę wroga”, będą jednak w stanie przewidzieć, w którą stronę podąży fabuła filmu. Pod tym względem produkcja zachowała najważniejsze aspekty literackiego pierwowzoru, choć twórcy i tak postanowili poprawić, czyli po prostu uatrakcyjnić historię napisaną przez Nothomb. Dlatego mamy tu parę kobieta-mężczyzna, a nie dwóch nieznajomych płci męskiej, jak ma to miejsce w książce. Zmieniona jest także w dużym stopniu wymowa całej historii razem z innym zakończeniem, dostarczającym nieco miałką puentę w porównaniu do mocnego i jednoznacznego książkowego finału. To, co się jednak udało we „Wrogu doskonałym”, to stworzenie nastroju, który bardzo skutecznie wyrzuca widza z jego strefy komfortu i skłania do refleksji nad naszymi skłonnościami do celebrowania różnorakich obsesji bądź tłumienia w sobie tego, co wydaje nam się nie pasować do naszego własnego obrazu.

Świetnie punktuje to jedna z wczesnych scen filmu, kiedy Jeremiasz usuwa niewygodne komentarze, które widzi w Internecie pod relacją z jego wcześniejszego wystąpienia. Tomasz Kot zagrał tu zresztą niezłą rolę, z pewnością uatrakcyjniając swoje filmowe portfolio. Jego mina światowego bywalca, nieschodząca z twarzy przez większą część filmu, to maska, którą z pełną natarczywości werwą stara się mu zerwać Texel Textor. Athena Strates wypada nawet lepiej od naszego polskiego aktora, ale ma po prostu do zagrania bardziej intensywną, charakterystyczną postać. Czy uda jej się zdjąć ową maskę, którą przybrał we „Wrogu doskonałym” zadowolony z życia, uśmiechnięty, a z biegiem czasu coraz mocniej zirytowany Jeremiasz Angust? Warto sprawdzić to samemu w kinie.

Tomasz Miecznikowski

Tematy: , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje