Coś więcej niż przetrwanie – recenzja książki „Gwiazdozbiór Psa” Petera Hellera
Peter Heller „Gwiazdozbiór Psa”, tłum. Olga Siara, wyd. Altobook
Ocena: 8 / 10
Kiedy myślimy o literaturze postapokaliptycznej, przed oczami zwykle stają wypalone doszczętnie miasta, brutalna plemienna rywalizacja albo hordy żywych trupów wlokących się przez opustoszałe ulice. Peter Heller w „Gwiazdozbiorze Psa” pokazuje jednak, że gatunek ten potrafi być czymś znacznie więcej niż scenografią dla przemocy i rozpaczy. Może stać się narzędziem do prześwietlenia tego, co w człowieku najbardziej ludzkie: potrzeby bliskości, pamięci, żałoby i uporczywej, często irracjonalnej nadziei.
Akcja rozgrywa się dziewięć lat po epidemii grypy, która wybiła niemal całą populację planety, a w wyniku wtórnych powikłań i chorób również znaczną część ocalałych. Głównym bohaterem jest Hig, mężczyzna po czterdziestce, który stracił żonę, przyjaciół i większość dawnego życia. Wraz ze swoim psem Jasperem oraz uzbrojonym po zęby sąsiadem Bangleyem zamieszkuje opuszczone lotnisko, patrolując okoliczny teren starą Cessną 182 i próbując utrzymać coś na kształt rutyny w świecie, który przestał mieć jakikolwiek porządek. Gdy pewnego dnia w pokładowym radiu łapie strzępek transmisji z odległego lotniska, rodzi się w nim nadzieja, że gdzieś poza jego skrawkiem ziemi przetrwał ktoś jeszcze – i to na tyle silna, by skłonić go do wyprawy, z której być może nie będzie już powrotu.
Heller od pierwszych stron narzuca chaotyczny, poszarpany styl, przypominający strumień świadomości w umyśle człowieka naznaczonego przebytą chorobą. Zdania urywają się w połowie, kropki pojawiają się tam, gdzie najmniej byśmy się ich spodziewali, a dialogi pozbawione są myślników i didaskaliów. Z czasem jednak ten kontrolowany chaos ustępuje miejsca klarowniejszej strukturze.

Peter Heller (fot. John Burcham)
Heller pisze językiem gęstym od metafor i obrazów przyrody, co nadaje jego powieści niemal poetycki ton. Teraźniejszość miesza się tu nieustannie ze wspomnieniami, a codzienność bohatera, jak patrole, polowania czy naprawianie sprzętu, utrzymuje go w stanie kruchej równowagi: rutyna daje złudzenie bezpieczeństwa, ale w każdej chwili może zostać zburzona przez wędrujące po okolicy, zwykle wrogo nastawione grupy ocalałych. To właśnie napięcie między pozorną stabilizacją a stale czającym się wokół zagrożeniem trzyma fabułę w ryzach nawet wtedy, gdy narracja rozlewa się w kontemplacyjne dygresje.
Mocną stroną powieści są też postaci – zbudowane z dokładnością rzadko spotykaną w gatunku, który często zadowala się archetypami. Hig to niepoprawny romantyk i idealista, wierny nawet wtedy, gdy świat wystawia jego zasady na regularną próbę. Bangley, z pozoru chropowaty pragmatyk żyjący z bronią w ręku, okazuje się kimś, kto równie głęboko jak Hig dusi w sobie emocje, tylko inaczej je maskuje. Gdy zaś w drugiej połowie książki na scenę wchodzi Cima, kobieta uciekająca od własnej bolesnej przeszłości, oraz jej pozornie nieprzystępny, a w gruncie rzeczy pełen czułości ojciec, relacje między bohaterami zyskują dodatkowy wymiar – kształtując się przez wspólnie przeżywane sceny.
Porównania do „Drogi” Cormaca McCarthy’ego, które regularnie pojawiają się przy okazji omówień tej książki, wydają się zasłużone, choć Heller podąża we własnym, bardziej lirycznym kierunku. Tym, co najbardziej wyróżnia „Gwiazdozbiór Psa” na tle innych powieści o postapokaliptycznej zagładzie, jest uparta wiara w sens szukania czegoś więcej niż samo przetrwanie. Gdy inni autorzy każą bohaterom zamykać się w sobie i traktować każdego obcego jako zagrożenie, Heller pozwala Higowi wierzyć, że gdzieś na horyzoncie czeka lepsze jutro, dla którego warto zaryzykować bezpieczną, choć jałową rutynę. Ta nadzieja ostatecznie napędza fabułę, natomiast autor zdaje się sugerować, że bezinteresowna gotowość do pomocy drugiemu człowiekowi leży u podstaw tego, co czyni nas ludźmi, nawet (a może zwłaszcza) wtedy, gdy świat dał nam wszelkie powody, by z tego człowieczeństwa zrezygnować.
Maciej Bachorski
TweetKategoria: recenzje














