banner ad

Bez cudu i bez eksplozji – recenzja książki „Cud w Dolinie Poskoków” Ante Tomicia

23 maja 2024

Ante Tomić „Cud w Dolinie Poskoków”, tłum. Dorota Jovanka Ćirlić, wyd. Noir sur Blanc
Ocena: 4 / 10

Zachęcony hasłami „Chorwacja” i „absurdalny humor”, liczyłem, że „Cud w Dolinie Poskoków” okaże się wybuchowy jak arsenał skitrany w obejściu przez głównych bohaterów. Niestety książka Ante Tomicia detonuje raczej serią kapiszonów.

W trudno dostępnej dolinie pośród gór Dalmacji żyje rodzina Poskoków. Zgorzkniały patriarcha Jozo po śmierci żony ma poważne problemy z wychowaniem czterech synów i utrzymaniem domu choćby w prowizorycznym porządku. Tym bardziej, że Poskokowie nie rwą się zbytnio do pracy, a cały ród od pokoleń trudni się napadami na kupców, poborców czy listonoszy. Tak też akcja książki zaczyna się w momencie, gdy do feralnej doliny trafia dwóch inkasentów zakładu energetycznego, poszukujących gospodarstwa zalegającego z rachunkami od roku 1984. Nieokrzesani tubylcy, uzbrojeni w cały arsenał pamiętający czasy wojny o niepodległość, biorą miastowych do niewoli.

Poskokowie żyliby tak nadal, chodząc w niepranych miesiącami ubraniach, jedząc codziennie mamałygę i zaganiając inkasentów do niewolniczej pracy, gdyby najstarszy z braci, Kreszimir, nie zapragnął zmienić czegoś w tej monotonii. Jak najłatwiej to zrobić? Zdaniem samego Kreszo: ożenić się! Szkopuł w tym, że jedyną kobietą, jaka okazała mu kiedykolwiek zainteresowanie, jest barmanka z knajpy ze Splitu, którą poznał lata temu w czasie służby w wojsku. Pomysł pierworodnego nie znajduje też zrozumienia u Joza, przekonanego o tym, że wszystkie kobiety to wiedźmy i źródło zepsucia.

Ante Tomić (fot. Petr Novák/Wikipedia)

Wyprawa Kreszimira do miasta rozpoczyna serię wydarzeń odmalowanych w konwencji przypominającej skrzyżowanie ballady ze zgrzebną komedią z czasów demoludów. Boleśnie płaska fabuła to w zasadzie sekwencja żartów jednorazowego użytku, w dodatku jakby pochodzących z innej epoki. Ot, niezbyt oryginalne perypetie dobrodusznych bandziorków wystawiających do wiatru szwarccharaktera (w tej roli komendant policji), których komizm wynika przede wszystkim z beztroskiego „nieogaru” Poskoków. Wszystko przy akompaniamencie patriotycznego chorwackiego disco. I zapewne sporadycznych beknięć.

Tomić próbuje wprawdzie zawrzeć w książce odrobinę poważniejszej refleksji – choćby na temat folkloru towarzyszącego dzikiemu kapitalizmowi lat 90. (bohaterowie odbywający wędrówkę szlakiem efemerycznych biznesów z przeszłości) lub nacjonalizmu (potyczka z nabojką nazi-skinheadów), ale to za mało. Szukając współczesnych polskich odpowiedników, na myśl przychodzi typowo telewizyjna produkcja „do śmichu”, a więc „Spotkania z balladą”, serial „Ranczo” i (tak, tak!) „Chłopaki do wzięcia”. Szkoda tym większa, że u autora – doświadczonego pisarza, felietonisty i satyryka – widać przebłyski świetnego pióra. Niestety ewidentnie stępionego przez złe inwestycje artystyczne.

Sebastian Rerak


Tematy: , , , ,

Kategoria: recenzje