banner ad

Bardziej ludzkie niż ludzie – recenzja książki „Pozwól mi wejść” Johna Ajvidego Lindqvista

4 stycznia 2026

John Ajvide Lindqvist „Pozwól mi wejść”, tłum. Elżbieta Frątczak-Nowotny, wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 9 / 10

„Pozwól mi wejść” to jedna z tych powieści, których nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi wampirów. Książka, która dawno temu wyszła poza ramy literackiej ciekawostki i na stałe zapisała się w kanonie współczesnej grozy, dziś czytana jest nie tylko jako horror, ale jako dzieło o znacznie większym ciężarze znaczeniowym.

Akcja „Pozwól mi wejść” rozgrywa się na sztokholmskim przedmieściu Blackeberg, w świecie pozornie spokojnym i zdominowanym przez codzienną rutynę, samotność i drobne frustracje. Centralną postacią jest Oskar, dwunastolatek z rozbitej rodziny, prześladowany przez rówieśników i desperacko spragniony jakiejkolwiek formy bliskości. Jego życie zmienia się wraz z pojawieniem się Eli – tajemniczej dziewczynki, która mieszka z dorosłym opiekunem i funkcjonuje według zasad niezrozumiałych dla otoczenia. Równolegle Lindqvist prowadzi kilka innych wątków: grupy pogodzonych ze swoim losem i jednostajnym rytmem kolejnych dni przyjaciół od kieliszka, którzy przypadkowo wplątani zostają w serię brutalnych morderstw, nastolatka niepotrafiącego zaakceptować nowego związku matki po śmierci ojca, a także opiekuna Eli, postaci moralnie przegniłej, ale zarazem znacznie bardziej skomplikowanej, niż sugeruje to pierwszy ogląd.

Lindqvist w pełni wykorzystuje potencjał swojego pisarskiego stylu. Jego proza jest niebywale plastyczna, a przy tym głęboko ludzka w opisywaniu i rozumieniu emocji. Autor nie spieszy się, pozwala scenom oddychać, uważnie przygląda się detalom i drobnym gestom, dzięki czemu nawet najbardziej brutalne wydarzenia mają za zadanie nieść ciężar psychologiczny, a nie jedynie szokować. Każda z postaci, którą opisuje, nosi w sobie głębokie rany. Garnitur złamanych życiem bohaterów staje się tu zatem materiałem do wiwisekcji nieoczywistych relacji, takich, które rozwijają się często w bolesnym kierunku, zawsze jednak zachowując niezbędną dla zaangażowania odbiorcy szczerość i wiarygodność.

Kadr ze szwedzkiej ekranizacji książki w reżyserii Tomasa Alfredsona.

Dopiero na tym fundamencie Lindqvist buduje nadnaturalny horror. Wraz z rozwojem fabuły atmosfera osaczenia i desperacji gęstnieje, a czytelnik coraz wyraźniej czuje, że tragedia jest tu nie tyle nagłym wstrząsem, co konsekwencją długo tłumionych emocji, zaniedbań i złych decyzji. „Pozwól mi wejść” staje się przez to horrorem głęboko ludzkim – opowieścią o naszych wadach, o życiowych postawach w obliczu cierpienia, o ukrytych pragnieniach zmiany status quo i o pętli pomyłek, z której często nie sposób się wydostać. Lindqvist nie chodzi o to, że potwory są bliżej nas, niż mogłoby się wydawać, a raczej każe zastanowić się nad tym, jak w ogóle definiujemy zło. Moralne odcienie szarości to przestrzeń, w której pisarz porusza się z niezwykłą swobodą.

Szczególnie interesujące w tym kontekście jest też to, jak autor traktuje sam motyw wampiryzmu. Przygląda mu się z niemal chirurgiczną precyzją, w pewnym fragmencie powieści wykorzystując perspektywę przypadkowo zarażonej osoby, by plastycznie opisać kolejne stadia głodu krwi niczym choroby toczącej organizm. To ujęcie odczarowuje mit wampiryzmu, sprowadza go do biologii i cierpienia, a jednocześnie jeszcze mocniej podkreśla tragizm postaci Eli, uwikłanej w niekończącą się walkę o przetrwanie.

„Pozwól mi wejść” pozostaje więc powieścią wyjątkową nie dlatego, że straszy skuteczniej niż inne horrory, lecz dlatego, że potrafi opowiadać o grozie w sposób dojmująco prawdziwy. To książka, która nie starzeje się mimo upływu lat i kolejnych wydań, bo jej sednem nie są ograne przecież do znudzenia przez popkulturę wampiry, lecz ludzie – zagubieni i desperacko próbujący znaleźć dla siebie miejsce w świecie, który rzadko bywa łaskawy.

Maciej Bachorski


Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: recenzje