„Otchłań zapomnienia”. Paco Roca i Rodrigo Terrasa przedstawiają losy ofiar reżimu frankistowskiego i walkę bliskich o prawo do ich godnego pochówku

W niewielkiej Paternie w Hiszpanii podczas wojny domowej i po jej zakończeniu reżim frankistowski kazał rozstrzelać ponad dwa tysiące republikanów. Przez osiemdziesiąt lat ciała ofiar spoczywały w masowych grobach, odwiedzanych jedynie przez garstkę pogrążonych w żałobie bliskich. „Otchłań zapomnienia” Rodriga Terrasy i Paco Roki przedstawia autentyczną historię grabarza, który narażał życie, żeby o zmarłych nie zapomniano, i pewnej staruszki, która walczyła o prawo do ich godnego pochówku.
Nie byłoby „Otchłani zapomnienia”, gdyby nie Pepica Celda, która przez lata walczyła o ekshumację zbiorowej mogiły na cmentarzu w Paternie i godne pochowanie swojego ojca. Ostatni raz widziała go jako ośmiolatka w 1940 roku w więzieniu, dzień przed egzekucją. José Celda był rolnikiem. Należał do Lewicy Republikańskiej, ale nie angażował się mocno w politykę. Znacznie bardziej aktywna była jego żona, która szyła mundury dla żołnierzy republikańskich. Oboje trafili do więzienia, ale to właśnie jego skazanego na śmierć na podstawie arbitralnych zarzutów. Proces trwał kilka minut. Ojca Pepiki rozstrzelano i pochowano w zbiorowej mogile na cmentarzu, bez jakiegokolwiek oznaczenia. List z ułaskawieniem przyszedł trzy miesiące później…

Pepica Celda siedzi obok portretu swojego ojca, 2018 rok.
W czasie rządów generała Franco pozwolono przeprowadzać ekshumacje i oddawać hołd jedynie poległym frankistom. Republikanie nie mogli publicznie upamiętniać swoich bliskich. Dopiero w 2007 roku uchwalono ustawę, która to zmieniła. Nadal jednak nie wszystkim podobał się ten pomysł. Największa partia konserwatywna i jej zwolennicy twierdzili, że nie ma sensu grzebać w przeszłości, bo to niepotrzebne rozdrapywanie ran. W autonomiach, w których władzę sprawowali konserwatyści, urzędnicy mieli robić trudności w uzyskaniu zgody na ekshumację. Tak też było w walenckiej Paternie, ale Pepica Celda się nie poddała.
„Dla mnie wyciągnięcie ojca z tego anonimowego grobu było bardzo ważne. Nie tak powinien być pochowany” – mówiła niedawno w jednym z wywiadów Pepica Celda. „Każdy, kto tego nie przeżył, nie wie, jak to jest. Mój ojciec był dla mnie wszystkim. Rolnikiem, dobrym człowiekiem, który pracował własnymi rękami, a który został zastrzelony, mimo że nie zrobił nic złego. Na dodatek w momencie, kiedy wojna już się skończyła. Musiałam pochować go obok matki; pragnęłam, żeby zaznał spokoju. Dlatego tak bardzo się starałam, aż w końcu to osiągnęłam. Nie ma to nic wspólnego z nienawiścią czy zemstą. Chodzi o to, że był moim ojcem, a moim obowiązkiem było zapewnienie mu godnego pochówku” – podkreślała.

Dziennikarz Rodrigo Terrasa po raz pierwszy spotkał się z Pepicą Celdą w marcu 2013 roku, tuż po ekshumacji i identyfikacji szczątków jej ojca. Przeprowadzał z kobietą wywiad do jednej z hiszpańskich gazet. To, co wtedy usłyszał, uświadomiło mu, że cmentarz w Paternie, gdzie znajdowała się zbiorowa mogiła, kryje w sobie wiele historii. I że zasługują one na opowiedzenie w bardziej trwałej formie niż gazety, które następnego dnia żyją już kolejnymi medialnymi doniesieniami. Zaczął więc namawiać do stworzenia komiksu zaprzyjaźnionego artystę Paco Rocę, który ma w dorobku zarówno poruszające opowieści o złożonych relacjach rodzinnych („Dom”), jak i rekonstruowane z dbałością o detale historie zwykłych ludzi na tle wojennych lub powojennych wydarzeń w Hiszpanii („Powrót do Edenu”). Kiedy Roca wywiązał się z innych zobowiązań, panowie przystąpili do działania. Spotkali się nie tylko z Pepicą, ale również innymi żyjącymi krewnymi ofiar, a także archeologami, historykami i dziennikarzami.
Zbieranie materiałów okazało się niełatwym zadaniem. Autorzy nie natrafili praktycznie na żadne zdjęcia historyczne dokumentujące frankistowskie represje. „Nie mieliśmy pojęcia, jak wyglądały te masowe groby” – wyjaśnia Rodrigo Terrasa. „Zdaliśmy sobie sprawę, że właśnie dlatego musieliśmy o tym opowiedzieć” – zauważa. Komiks, który stworzył wspólnie z Paco Rocą, ma zachować pamięć o powojennych represjach w Hiszpanii. „Jesteśmy ofiarami zapomnienia” – dodaje dziennikarz i scenarzysta. „Podczas zbierania materiałów jeden z badaczy powiedział nam: 'Nie wyobrażacie sobie, ile grobów może być w tym kraju pod autostradami, restauracjami, centrami handlowymi…’. To coś, o czym nigdy nie myślałem” – przyznaje.

W „Otchłani zapomnienia” cofamy się w czasie do 1940 roku, by zobaczyć, jak José Celdą zostaje pojmany podczas pracy na polu, osadzony w więzieniu, a w końcu trafia przed pluton egzekucyjny. Towarzyszymy jego żonie i córkom podczas niezwykle poruszającego ostatniego widzenia. Poznajemy losy innych skazanych i wdów, które nocami przychodziły na cmentarz, aby szukać ciał swoich mężów i synów. Terrasa i Rosa opowiadają nie tylko o ofiarach, ale również o katach, młodych rekrutach, którzy często byli zmuszani do wykonywania egzekucji, a jeśli ktoś odmawiał strzelania, to jego również zabijano. „Wszystkie epizody, które przedstawiamy w komiksie, oparte są na prawdziwych zeznaniach i pokazują brutalne okrucieństwo i piekło, przez które musieli przejść ci ludzie” – komentuje Rodrigo Terrasa.
Komiks wygrzebuje też z zapomnienia postać Leoncia Badíi, grabarza, którego zadaniem było chowanie ciał zamordowanych. Leoncio był republikaninem i nauczycielem, któremu z powodów politycznych zabroniono wykonywania zawodu. W końcu burmistrz powiedział mu: „Chcesz pracować, komuchu? No to będziesz grzebał swoich”. Grabarz ryzykował życiem, by zapewniać ofiarom choć trochę godniejszy pochówek, a ich rodzinom pomagał odzyskać rzeczy osobiste po zastrzelonych. Odcinał kawałki ubrań i kosmyki włosów, żeby wdowy miały pamiątki po swoich bliskich. Przy zmarłych umieszczał buteleczki z imionami i nazwiskami na kartce, by w przyszłości dało się ich zidentyfikować. O jego działalności nie wiedział nikt poza garstką wtajemniczonych rodzin. Uznanie dla bohaterskiej postawy Leoncia Badíi przyszło dopiero wraz z wykopaliskami na cmentarzu, długo po śmierci mężczyzny.

„Otchłań zapomnienia” nie skupia się na kwestiach politycznych, lecz na osobistych historiach ludzi. „Chcieliśmy, żeby ten komiks był zrozumiały na całym świecie i w każdym czasie, a nie ograniczał się do konkretnego konfliktu politycznego” – tłumaczy Terrasa. „To dzieło o ochronie pamięci i o potrzebie zapewnienia bliskim godnego pochówku” – precyzuje scenarzysta. „Każdy ma prawo odszukać swoich zmarłych, niezależnie od tego, po której stronie walczyli. A w Hiszpanii niektórym na to nie pozwolono. Byliśmy zaskoczeni, że nawet czytelnicy, którzy nie zgadzają się z 'Ustawą o pamięci historycznej’, powiedzieli nam, że komiks ich poruszył” – dodaje Roca.
Pepica Celda, która walczyła o odzyskanie szczątków ojca, ma obecnie 93 lata i duże problemy z poruszaniem. Jak przyznała w jednym z wywiadów, czytała „Otchłań pamięci” już mnóstwo razy. W Paternie, w miejscu, gdzie rozstrzelano jej ojca i dwa tysiące innych osób, nie ma najmniejszej tabliczki upamiętniającej ofiary, jak w każdym innym europejskim kraju, gdzie doszło do podobnych tragiczny wydarzeń. „Jeśli pojedziecie tam teraz, możecie znaleźć stertę zgniłych wieńców pozostawionych przez republikańskie stowarzyszenie upamiętniające, ale reszta to śmieci i butelki” – zwraca uwagę Terrasa. Dla osób takich jak Pepica, symbolicznym pomnikiem wystawionym ich bliskim stała się właśnie „Otchłań zapomnienia”, która ukazała się w Polsce nakładem Kultury Gniewu w tłumaczeniu Tomasza Pindla.
[am]
fot. El País
Kategoria: premiery i zapowiedzi











