„Nazywam się Stephen Florida” Gabe’a Habasha ? powieść o pasji, uporze i pokonywaniu traumy

12 lipca 2019


Opublikowana nakładem Wydawnictwa Poznańskiego debiutancka powieść Gabe’a Habasha (na zdj. powyżej) nosi tytuł „Nazywam się Stephen Florida”. To historia o ambicji, która przysłania wszystko inne. Czasami frustrująco wręcz przygnębiająca, dziwna i niejednoznaczna, ale też zapadająca w pamięć i niepodobna do niczego, co do tej pory czytaliście.

Wiele książek zaczyna się od motta. Są to najczęściej słowa wybitnego filozofa albo cytat zaczerpnięty z klasyki literatury. Do powieści Gabe’a Habasha wprowadza nas myśl Arnolda Schwarzeneggera: „Granicą jest wyobraźnia”. Powoływanie się na siedmiokrotnego zdobywcę mistrzowskiego tytułu Mr. Olympia w kulturystyce to w pełni zasadne posunięcie. Słowa te doskonale bowiem oddają intensywność myśli głównego bohatera opowieści, mogą jednak stanowić też bolesną przepowiednię jego losu.

Stephen Florida jest sierotą, którego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Kiedy go poznajemy, dzięki stypendium sportowemu uczęszcza do college’u. Jedyne, w co wierzy, to zapasy. Jest na ostatnim roku zajęć i całe swoje życie podporządkował temu, żeby zdobyć mistrzostwo. Nie liczcie jednak na opowieść o spełnianiu amerykańskiego snu, ogrzewaniu się w blasku jupiterów, łowcach sportowych talentów i ekscytujących transferach. To raczej zapasy pokazane od tej prowincjonalnej strony, podobnie jak tenis w filmie „Córka trenera” Łukasza Grzegorzka. Stephen reprezentuje wiejską uczelnię położoną gdzieś na peryferiach, w Północnej Dakocie, a drewniane trofeum, o które walczy, jest wielkości zegara stołowego i pewnie ma niewiele większą wartość.

Bohater postawił wszystko na jedną kartkę ? ambicja przerodziła się u niego w obsesję. Narzucił sobie bezwzględny reżim oparty na diecie, forsownych ćwiczeniach, a nawet braku seksu i masturbacji, bo przecież mogłyby pozbawić go energii tak przydatnej na macie podczas walki. Czas wolny i związki międzyludzkie zeszły na dalszy plan. Stephen do tego stopnia zatracił się w pragnieniu zdobycia mistrzostwa, że stał się niemal nieludzki. Gdy opowiada o sobie, prawie zawsze mówi tak, jakby opisywał przedmiot lub maszynę. Można powiedzieć, że jego sieroctwo nabiera szerszego wymiaru. Odciął się od całego świata ? na ile to tylko możliwe, biorąc pod uwagę, że mieszka w internacie. Wprawdzie jest członkiem drużyny zapaśniczej, ale tylko dla własnego zwycięstwa.

Obsesyjne dążenie do celu odbija się na stanie psychicznym Stephena, a my doświadczamy tego poprzez zmiany w stylu narracji. Gdy bohater traci kontrolę nad rzeczywistością, rozdziały stają się krótsze, a jego myśli chaotyczne. Można odnieść wrażenie, jakby działał już na oparach lub zbliżał się do krawędzi. Uświadamiamy sobie, że robi wszystko, aby uciec przed traumą ? nieoczekiwaną śmiercią rodziców i utratą niedługo po nich ukochanej babci. Zmagania Stephena stają się metaforą emocjonalnej i egzystencjalnej walki, jaką podejmuje obecnie wielu młodych ludzi, wykorzenionych i niepewnych w świecie, w którym poczucie własnej wartości buduje się na ilości obserwujących na Instagramie, a słabość i wrażliwość nie są mile widziane na arenie sportowej.

„To nie jest książka sportowa lub książka o zapasach. Myślę o niej raczej jako o książce, w której po prostu są zapasy. Moje ulubione powieści i filmy sportowe stawiają postać i historię przed samym sportem” ? mówi autor Gabe Habash. „Nie zamierzałem więc pisać książki sportowej. Chciałem dokładnie opisać zapasy, ale znacznie bardziej zainteresowany byłem bohaterem i tym, co zapasy mogą o nim powiedzieć”.

„Nazywam się Stephen Florida” to opowieść o dojrzewaniu, ale inna niż wszystkie. Nie jest łatwa do uchwycenia, nie posiada klasycznej osi fabularnej, ale właśnie ta niejednoznaczność czyni ją pociągającą. Zamiast typowej historii o zmierzaniu ku zwycięstwie otrzymujemy wgląd w myśli i serce niespokojnego młodego człowieka dręczonego egzystencjalnymi pytaniami, huśtawkami nastrojów i pragnieniem sukcesu. Ta książka z pewnością nie spodoba się wszystkim. Gabe Habash podkreśla, że zależało mu na stworzeniu czegoś, co nie będzie bezpieczne i oczywiste. Na niepewności zbudowana jest duża część podskórnego napięcia występującego w powieści. Od czytelnika zależy, czy zechce wyjść poza strefę komfortu i podjąć lekturę.

[am]

Tematy: , , , , , ,

Kategoria: premiery i zapowiedzi