banner ad

Prokuratura informuje, że starodruki skradzione z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego trafiały na sprzedaż do Rosji

17 listopada 2025

Skradzione z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego starodruki sprzedawane były w Rosji. Podejrzany o ich kradzież obywatel Gruzji Mikhail Z. zeznał, że działał na zlecenie Rosjanina. Wskazywał mu on, jakie woluminy ma ukraść – przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Piotr Antoni Skiba.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte 2 listopada 2023 roku. Prokuratura informowała wtedy, że do kradzieży książek doszło 16 października 2023 roku w czytelni Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego przy ul. Dobrej 6 w Warszawie.

Mężczyzna i kobieta siedzieli w ostatnim rzędzie czytelni na drugim piętrze i studiowali starodruki ze zbiorów specjalnych, robiąc zdjęcia telefonami i mierząc woluminy linijkami. Para nie wróciła z przerwy na papierosa, a kiedy bibliotekarze sprawdzili ich biurko, odkryli, że większość książek znikła. „Pozostały tylko dwie z dziesięciu zamówionych i ich fascykuły (części dzieła w postaci kartek – przyp. red.)” – przekazał wówczas prokurator Szymon Banna.

W kolejnych dniach dokładniej sprawdzono zbiory biblioteki i wyszło na jaw, że brakuje więcej książek. Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Alojzy Z. Nowak, w oświadczeniu wydanym dzień po rozpoczęciu śledztwa przekazał, że proceder kradzieży cennych pozycji z zasobów uczelnianej książnicy trwał prawdopodobnie od grudnia 2022 roku do 16 października 2023 roku, choć mógł być rozpoczęty jeszcze wcześniej. W tym czasie ukradziono około 80 woluminów, których wartość oszacowano na ponad 3,8 miliona złotych. Złodziejom udało się uniknąć wykrycia, ponieważ zastępowali skradzione książki niezbyt starannie przygotowanymi kopiami. Nie musieli się też martwić o przejście przez bramki. Starodruki nie posiadały paska magnetycznego, który uruchamia alarm przy wyjściu, ponieważ ekspert ostrzegał, że klej z zabezpieczenia może uszkodzić papier.

Jak się okazało, kradzieży starodruków z warszawskiej biblioteki, w tym pierwszych wydań dzieł rosyjskojęzycznych autorów takich, jak Aleksander Puszkin, Iwan Kryłow, Nikołaj Gogol, Michaił Lermontow, dokonała grupa przestępcza działająca w całej Europie. „Jeśli chodzi o skalę i finezję, nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z czymś podobnym” – powiedziała w rozmowie z „The Guardian” prokurator Laura Bellen z Estonii, która badała kradzieże. „Biblioteki po prostu nie są przyzwyczajone do postrzegania siebie jako celów poważnych przestępstw” – dodała.

Zatrzymania i zeznania kobiety przed sądem

W ramach współpracy między państwami, w tym na wniosek strony polskiej, powołano Międzynarodowy Zespół Śledczy JIT „Puszkin”, którego celem była koordynacja działań śledczych w tej sprawie. Do kwietnia 2024 roku zatrzymano łącznie dziewięć osób z gruzińskim obywatelstwem podejrzanych o udział w kradzieżach, a w maju – dziesiątą. Wśród zatrzymanych byli kobieta i mężczyzna, którzy 16 października 2023 roku wyszli z książkami z czytelni Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego.

Kobieta – Ana G. – przyznała się do kradzieży w tym konkretnym dniu, a mężczyzna – Mate T. – nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień. Jak się okazało podczas rozprawy, oboje byli małżeństwem, ale w momencie popełniania kradzieży żyli w separacji. Kobieta przystała jednak na propozycję małżonka, by wynieść z warszawskiego biblioteki kilka książek, ponieważ potrzebowała pieniędzy. Ana G. nie ma wykształcenia wyższego i zna tylko podstawy języka rosyjskiego. W sądzie zeznała, że nazwisko Mikołaja Gogola rozpoznała na jednej z okładek tylko dlatego, że przypominało jej własne. Kiedy para przekazała starodruki znajomemu, okazało się, że nie mają one żadnej wartości, ponieważ… są to tanie repliki, a oryginały musiały zniknąć wcześniej. Zamiast sowitej nagrody Ana otrzymała więc tylko zwrot kosztów podróży.

Dla śledczych stanowiło to zagadkę. Czyżby służby miały do czynienia z gangami rywalizującymi o te same tytuły i po prostu ktoś ubiegł Anę i Matego? Kto zatem ukradł wcześniej te tytuły i pozostałe zaginione książki z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego?

Przełom w sprawie

Dopiero w kwietniu 2025 roku obraz sprawy zaczął się klarować, gdy przed sądem w Wilnie stanął Mikhail Z., krępy 50-latek z Gruzji aresztowany na lotnisku w Brukseli jeszcze w listopadzie 2023 roku w związku z podejrzeniem o kradzież starodruków z Litewskiej Biblioteki Narodowej. Początkowo mężczyzna nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów i odmówił złożenia wyjaśnień. Jak twierdził, stolicę Litwy odwiedził z zamiarem kupna książek, a nie kradzieży. Zapewniał też, że nie zna pozostałych zatrzymanych, a jeśli wskazano mu powiązania z niektórymi, to wyjaśniał, że nie utrzymywał z nimi od dawna kontaktu. Śledczy posiadali jednak dowody, które przedstawiały zupełnie inny obraz sytuacji. Wśród materiałów obciążających Mikhaila Z. znalazły się nagrania z monitoringu, potwierdzenia rezerwacji w hotelach oraz wiadomości w telefonie. W czerwcu 2025 roku 50-latek został uznany winnym oraz skazany na trzy lata i cztery miesiące więzienia na Litwie.

Sędzia wyjaśnił, że Mikhail Z. działał w ramach „zorganizowanej grupy, której członkowie, podzieliwszy się rolami, dążyli do realizacji zaplanowanego planu kradzieży książek i ich wymiany”. Mikhail Z. i drugi mężczyzna byli mózgami grupy, w skład której wchodzili ich krewni i starzy znajomi. W ocenie śledczych najwyraźniej istniał pewien stopień koordynacji działań, ale także element rywalizacji i wzajemnego oszustwa. Najwyraźniej dlatego doszło do takiej sytuacji, jak w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie Ana G. i Mate T. ukradli bezwartościowe repliki podłożone już wcześniej.

Sprawa kradzieży książek w warszawskiej bibliotece

We wrześniu 2025 roku na Litwę udali się polski prokurator prowadzący śledztwo Bartosz Jandy i przedstawiciele Centralnego Biura Śledczego Policji, by przesłuchać Mikhaila Z. Mężczyzna przyznał się do kradzieży wszystkich starych książek z warszawskiej biblioteki i złożył obszerne wyjaśnienia.

„Z jego relacji wynika, że działał na zlecenie Rosjanina, który wskazywał podejrzanemu, kradzieżą których książek był zainteresowany” – przekazał prokurator Piotr Antoni Skiba. Rosjanin ten organizował w Federacji Rosyjskiej sprzedaż książek skradzionych z BUW-u i innych europejskich bibliotek. Według ustaleń śledztwa sprzedawał je m.in. na aukcjach organizowanych w Domu Aukcyjnym „Litfond” w Moskwie i Petersburgu. Podczas tych aukcji bibliotekarze z Warszawy zidentyfikowali niektóre skradzione u nich dzieła.

Kim jest tajemniczy zleceniodawca z Rosji?

W sądzie w Wilnie Mikhail Z. podał pełne imię i nazwisko swojego nabywcy książek w Rosji. Miał nim być niejaki „Maxim Citrin”. Choć specjalistom nie jest znana żadna osoba o tym nazwisku zajmująca się w Rosji handlem rzadkimi książkami, istnieje za to księgarz Maksim Cipris, który prowadzi moskiewską księgarnię internetową Staraja Kniga. Dziennikarz „The Guardian” próbował dowiedzieć się, czy mężczyzna ma coś wspólnego ze sprawą. W rozmowie telefonicznej Cipris potwierdził, że otrzymał e-maila z pytaniami, ale nie przesłał odpowiedzi. Niektórzy obserwatorzy rosyjskiego rynku książek są jednak zdania, że księgarz z Moskwy jest zbyt małym graczem, aby zorganizować kradzieże na tak dużą skalę i spekulują, że Mikhail Z. mógł próbować go wrobić.

Z kolei Siergiej Burmistrow, dyrektor Domu Aukcyjnego „Litfond”, napisał do dziennikarza „The Guardian”: „Nie sprzedajemy żadnych książek, które mają na swoich stronach pieczątki lub oznaczenia wskazujące na to, że należą do istniejących bibliotek państwowych, a nasi eksperci są w tym względzie bardzo ostrożni”. Kiedy jednak otrzymał zrzuty ekranu ze zdjęciami katalogu, który został już usunięty ze strony „Litfonda”, nie udzielił kolejnej odpowiedzi. „The Guardian” zaznacza, że nawet jeśli te książki rzeczywiście zostały sprzedane za pośrednictwem wspomnianego domu aukcyjnego, nie dowodzi to tego, że „Litfond” zlecił ich kradzież.

W ocenie prokuratora Bartosza Jandego niemożliwe jest, aby grupa złodziei zainicjowała tak dużą akcję na całym kontynencie bez udziału rosyjskiego państwa. Jak jednak uważa dziennikarz „The Guardian”, hipoteza, jakoby ​​Kreml koordynował te działania, jest wysoce spekulatywna, ale widoczna niechęć rosyjskich władz i prywatnych firm (takich jak „Litfond”) do pomocy w europejskim śledztwie sugeruje, że są one co najmniej zadowolone z takiego obrotu spraw.

Co z pozostałymi podejrzanymi i skradzionymi książkami?

Prokurator Piotr Antoni Skiba przekazał, że aktualnie trwa pozyskiwanie informacji od strony gruzińskiej, jakie czynności procesowe podjęto względem pozostałych osób podejrzewanych w związku z ustaleniami polskiej prokuratury. Prokuratura gruzińska przesłała do polskiej materiały z własnego śledztwa, w tym protokoły przesłuchań podejrzanych, którzy brali udział w kradzieży starodruków z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, a także powiadomiła, że podczas przeszukań na terenie Gruzji zabezpieczono określoną liczbę zabytkowych książek, której lista została udostępniona.

„Obecnie zabezpieczone książki są poddawane oględzinom celem ustalenia źródeł ich pochodzenia. Polska prokuratura zwróciła się o przesłanie zdjęć zabezpieczonych książek celem umożliwienia przez polskiego biegłego weryfikacji, czy pochodzą one z BUW-u” – przekazał prokurator Skiba.

„Trwające postępowanie przygotowawcze zmierzać będzie do ustalenia, gdzie znajdują się skradzione z BUW-u starodruki, w celu podjęcia w przyszłości działań zmierzających do restytucji tych dóbr kultury” – dodał.

[am]
źródło: naukawpolsce.pl, The Guardian, Prokuratura Okręgowa w Warszawie

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: newsy