Nie żyje Martin Cruz Smith, autor m.in. „Parku Gorkiego”

W piątek, 11 kwietnia, w domu opieki dla seniorów w San Rafael w Kalifornii zmarł Martin Cruz Smith, autor powieści kryminalnych, m.in. „Parku Gorkiego”. Miał 82 lata.
„Nasz tata zmarł spokojnie późnym wieczorem w piątek. Siedzieliśmy obok niego, mówiąc mu, jak bardzo go kochamy, a w ostatnich chwilach dał nam znać, że nas słyszy, jak również że nas kocha” – napisały w oświadczeniu dzieci pisarza, Nell Branco, Luisa Smith i Sam Smith. „Kiedy choroba Parkinsona odebrała mu głos, to, że znalazł sposób, by ponownie okazać nam swoją miłość, wydawało się małym cudem i typowym przejawem jego zdolności do przeciwstawiania się przeciwnościom losu” – dodała cała trójka.
Martin Cruz Smith (właściwie Martin William Smith) urodził się 3 listopada 1942 roku w Reading w Pensylwanii jako syn muzyka jazzowego oraz piosenkarki i działaczki na rzecz praw Indian. Studiował kreatywne pisanie na Uniwersytecie Pensylwanii i pracował jako dziennikarz. Pierwszą powieść opublikował w 1970 roku, ale sukcesy pisarskie przychodziły powoli. Pisał pod różnymi pseudonimami pulpowe thrillery i westerny. Jednej z książek udało się zdobyć nominację do Nagrody im. Edgara Allana Poego, inna doczekała się ekranizacji.
Przełom nastąpił w 1981 roku, wraz z publikacją „Parku Gorkiego”. Powieść ukazała się w czasie, gdy Związek Radziecki wciąż był w rozkwicie, a fabuła skupiała się na śledztwie prowadzonym przez oficera moskiewskiej prokuratury Arkadym Renko w sprawie morderstwa trzech osób, których ciała znaleziono w tytułowym parku.
„’Park Gorkiego’ odniósł sukces zarówno komercyjny, jak i krytyczny: powieść kryminalna, która przedarła się za żelazną kurtynę i powróciła z sekretami. Jedna książka, która zmieniła nasze życie, przenosząc nas z Nowego Jorku do Kalifornii i pozwalając ojcu podejmować większe ryzyko w pisaniu” – wspominają dzieci pisarza.

Powieść dała początek całej serii z Arkadym Renko i doczekała się ekranizacji z Williamem Hurtem w roli głównej. Jak mówił sam Martin Cruz Smith, w książkach z tego cyklu Rosja zawsze była jedną z postaci. „’Park Gorkiego’ był prawdopodobnie jedną z pierwszych książek, w których tło zostało przekształcone w postać. Pisanie zajęło mi wieki, ponieważ wszystko musiało się zgadzać. Trzeba było rozwiązać wszystkie problemy typu: 'Czy ten facet wie, o czym mówi, czy nie?'” – wspominał autor po latach.
Cykl był częściowo inspirowany podróżami Martina Cruza Smitha, który śledził historię regionu na przestrzeni ostatnich 40 lat, od upadku Związku Radzieckiego („Red Square”, z ang. „Plac Czerwony”), przez dojście do władzy rosyjskich oligarchów („The Siberian Dilemma”, z ang. „Syberyjski dylemat”), po katastrofę w Czarnobylu w 1986 roku („Zona”). Ostatnia część, „Hotel Ukraine”, ukazała się dosłownie kilka dni temu, 8 lipca, a jej akcja rozgrywa się w czasie rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
„Był utalentowanym pisarzem, ale jeszcze lepszym ojcem. Pierwszym, który włączał się do każdej gry, pierwszym do rzucania żartów i przytulania, zawsze interesował się naszym życiem i chętnie prowadził długie rozmowy. Gdy byliśmy młodzi, tańczył z nami po naszym malutkim nowojorskim mieszkaniu, zabawiał nas zarówno bardzo śmiesznymi, jak i przerażającymi historiami, i spędzał godziny, rysując obok nas na odwrocie odrzuconych manuskryptów. Od najmłodszych lat wierzyliśmy, że nie ma nikogo mądrzejszego ani zabawniejszego niż nasz tata. Nadal w to wierzymy” – napisali Nell Branco, Luisa Smith i Sam Smith.

Martin Cruz Smith z żoną, Emily
„Jego charakterystyczną cechą było oddanie naszej mamie. Poznali się na Uniwersytecie Pensylwanii. Siedzieli obok siebie na zajęciach i tata poprosił ją o pożyczenie książek, ponieważ nie miał pieniędzy, żeby kupić własne. A może był to po prostu dobry pretekst, żeby z nią porozmawiać, a kiedy już zaczął, nie chciał przestać. Nie było nikogo, czyją opinię ceniłby bardziej, była jego pierwszą czytelniczką i moralnym kompasem. Za każdym razem, gdy wchodziła do pokoju, promieniał. Uważał ją za błyskotliwą, utalentowaną i piękną. Nie mylił się” – przyznały dzieci pisarza.
„Jego ulubioną rolą było zapewne bycie dziadkiem. Niczego bardziej nie uwielbiał, jak leżeć na podłodze z wnukami i pozwalać im kłaść się na nim jak szczenięta, a ich śmiech rozbrzmiewał w całym domu. Niezależnie od tego, czy budowali koślawe zamki z klocków Lego, czytali na głos, wcielając się w całą obsadę postaci, czy wymyślali gry, w których zasady zmieniały się z minuty na minutę, bawił się z taką radością i cierpliwością, że każda chwila wydawała się magiczna. Dla swoich wnuków był kolegą z drużyny, współspiskowcem, ich ulubionym towarzyszem zabaw na świecie” – dodano w oświadczeniu.
Martin Cruz Smith pozostawił żonę, troje dzieci i pięcioro wnucząt.
[am]
fot. archiwum Martina Cruza Smitha
Kategoria: newsy















