Największa piramida finansowa we Francji związana była z inwestowaniem w rękopisy. Założyciel firmy usłyszał wyrok

Gérard Lhéritier (na zdj.), założyciel francuskiej firmy Aristophil, która obiecywała duże zyski z inwestycji w historyczne manuskrypty i listy, został skazany na 5 lat więzienia. Sąd określił mężczyznę twórcą największej piramidy finansowej, jaka kiedykolwiek została wykryta we Francji.
Firma Aristophil oferowała możliwość inwestowania pieniędzy nie w akcje i obligacje, ale w manuskrypty i listy znanych pisarzy oraz postaci historycznych, m.in. Borisa Viana, Alberta Einsteina, Charlotte Brontë, Romaina Gary’ego, Markiza de Sade’a, Simone de Beauvoir, Gustave’a Flauberta czy Charlesa de Gaulle’a. Z uwagi na to, że mało kogo stać na kupno drogich oryginałów, klienci mieli możliwość nabycia udziałów, na przykład jednej setnej manuskryptu. Udziały sprzedawano na pięć lat (prawo pierwokupu od inwestorów było zastrzeżone dla Aristophila). Potencjalni inwestorzy wabieni byli przez brokerów obietnicą rocznego zysku na poziomie co najmniej 8 procent. Przekonywano ich, że są to inwestycje „bez ryzyka”.
W budowaniu prestiżu Aristophila pomagała z pewnością współpraca z prestiżowymi wydawnictwami (na przykład Gallimard) czy mecenat na rzecz publicznych instytucji (Biblioteka Narodowa Francji otrzymała 2,5 miliona euro na zakup średniowiecznego iluminowanego manuskryptu „Żywot świętej Katarzyny Aleksandryjskiej”). Firma utworzyła też własne Muzeum Listów i Rękopisów, gdzie prezentowała wybrane obiekty ze swoich zbiorów. Niektórzy twierdzili, że założyciel Aristophila, Gérard Lhéritier, wypełnił pustkę pozostawioną przez instytucje publiczne, które nie posiadają już środku na inwestowanie we francuskie dziedzictwo. Jedno z czasopism umieściło jego portret na okładce i nazwało go w obszernym artykule „królem listów i manuskryptów”. Później okazało się, że sam zainteresowany zapłacił za to 130 tysięcy euro.

Gérard Lhéritier w 2012 roku
Wątpliwości dotyczące działalności Aristophila pojawiły się już w pierwszej dekadzie XXI wieku. Jak później stwierdzono, firma wykorzystywała mechanizm zwany „schematem Ponziego”, czyli spłatę obiecanych zysków inwestorom finansował dzięki pieniądzom pozyskanym od kolejnych inwestorów. Aby to było możliwie, sztucznie pompowano wartość rękopisów. Opisał to w 2013 roku na łamach „Libération” dziennikarz Vincent Noce. Jako przykład dał nabytą przez Aristophila w 2002 roku za 560 tysięcy euro korespondencję Alberta Einsteina z Michelem Besso. Firma sprzedała potem na pięć lat udziały w listach 400 inwestorom za łączną kwotę 12 milionów euro, czyli za ponad dwudziestokrotność kwoty zakupu. W 2011 roku zamierzała po spłacie udziałów odsprzedać je kolejnym zainteresowanym klientom ze Szwajcarii za łączną sumę 24 milionów euro, ale ostatecznie nie udało się tego zrobić z uwagi na restrykcyjne szwajcarskie prawo. Aristophil obiecywał wtedy szwajcarskim inwestorom 40 procent zysku w ciągu pięciu lat. Oznacza to, że do 2016 roku wartość listów miała rzekomo osiągnąć pułap 35 milionów euro.
Taką kwotę za jakąkolwiek książkę zapłacono dotąd tylko raz – w 2017 roku (chodziło o rękopis „Księgi Mormona”). Tymczasem rzeczywista cena listów Einsteina i Besso – „mało interesujących z naukowego punktu widzenia”, jak zauważył jeden ze specjalistów cytowanych przez „Libération” – nigdy nie przekroczyła kilkuset tysięcy euro. Skąd więc tak astronomiczne wyceny Aristophila? Wykonali je na zlecenie firmy jej stali eksperci. Jeden z nich, zapytany przez dziennikarza „Libération” o kryteria wyceny wspomnianych listów Einsteina i Besso, odparł, że dokumenty te go „poruszają” i „przemawiają” do niego i to mu „wystarcza”, dlatego wycenił je na tak wysoką sumę i ma „gdzieś, co ktoś o tym pomyśli”.
Wartości rękopisów nie można było bez końca zawyżać i sztucznie pompowana bańka musiała w końcu pęknąć. Firma od lat znajdowała się na celowniku organów regulacyjnych. Śledztwo w sprawie zorganizowanego oszustwa i prania pieniędzy wszczęto we Francji wiosną 2014 roku. Funkcjonariusze Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą przeprowadzili rewizje w biurach i domach Lhéritiera. Konta bankowe Aristophila i jej dyrektorów zostały zajęte, co doprowadziło ostatecznie do zamknięcia firmy. Cenne zbiory zaś zapieczętowano na poczet długów. Jak się okazało, Aristophil w ciągu 12 lat zebrał bisko 900 milionów euro od 18 tysięcy drobnych inwestorów. 8 tysięcy z nich wniosło pozwy cywilne. Szans na odzyskanie całych swoich oszczędności praktycznie nie mają. W kolekcji Aristophila znajdowało się 135 tysięcy dokumentów kolekcjonerskich. Zostały one zlicytowane – najcenniejsze, w tym dzieła de Sade’a i Bretona kupiła Biblioteka Narodowa Francji. Jak jednak można się domyślać, cena końcowa wszystkich licytacji dalece różniła się od wartości podanej przed ekspertów Aristophila. Łącznie ze sprzedaży rękopisów uzyskano około 105 milionów euro, czyli mniej niż 12 procent pozyskanej od inwestorów kwoty.
Szef Aristophila, Gérard Lhéritier, twierdził, że jego system był „całkowicie legalny” i jedynie przejęcie aktywów i kont firmy doprowadziło do jej upadku. Jak mówił, oferował „uczciwą cenę” za arcydzieła, które „były ewidentnie niedoszacowane” i przewidywał ciągły wzrost tej niszy rynkowej. „Państwo jednak postanowiło zniszczyć moją firmę, aby przejąć skarby, które znalazłem na całym świecie” – komentował. Sąd w Paryżu miał jednak inne zdanie. W grudniu 2025 roku zapadł wyrok. Sąd określił 77-letniego Lhéritiera mózgiem największej piramidy finansowej, jaka kiedykolwiek została wykryta we Francji, a jego firmę określono „pułapką dla klientów”. Szef Aristophila został skazany na 5 lat więzienia z natychmiastową wykonalnością i grzywnę w wysokości 375 tysięcy euro (co stanowi maksymalną możliwą kwotę). Adwokat mężczyzny zapowiedział odwołanie się od wyroku, ale do czasu ponownego procesu skazany będzie przebywał w areszcie. Pięć innych osób, w tym notariusz Lhéritiera i profesor prawa z Sorbony, który sporządzał umowy, otrzymało wyroki w zawieszeniu od roku do dwóch lat.
[am]
TweetKategoria: newsy















