Miał być międzynarodowy bestseller. Pojawiły się oskarżenia, że autor korzystał ze sztucznej inteligencji

Jerry Falade jeszcze niedawno czuł się, jakby wygrał literacką loterię. Jego debiutancka powieść miała być dużym wydarzeniem na rynku, wydawcy prześcigali się w ofertach. Nagle agenci reprezentujący autora wycofali się jednak ze współpracy, ponieważ pojawiły się podejrzenia, że podczas pracy nad książką korzystano z pomocy sztucznej inteligencji.
Manuskrypt książki robiącego doktorat w Dallas młodego nigeryjskiego autora wywołał niemałe poruszenie w branży wydawniczej. „Call Me, I’ll Hide the Body” (z ang. „Zadzwoń do mnie, ukryję ciało”) określano jako „genialny” i „makabrycznie zabawny” thriller kryminalny. Najpierw bili się o współpracę z autorem agenci literaccy, a potem wydawcy. Oferty z Wielkiej Brytanii i USA opiewały na sześcio- i siedmiocyfrowe kwoty, pojawiło się też zainteresowanie prawami do sfilmowania. Mówi się, że wartość umów przekroczyłaby 2 miliony dolarów. Nie wiadomo jednak, czy ta kwota obejmuje prawa zagraniczne i prawa do ekranizacji.
Kampanię marketingową tytułu sprzedawanego za tak wysokie kwoty przygotowuje się z dużym wyprzedzeniem. Plan zakładał więc, że książka ukaże się w 2028 roku. Jerry Falade długo się jednak przyszłą sławą nie cieszył. Nagle pod koniec lipca agenci debiutanta wycofali ze swojej oferty książkę. W e-mailu do wydawców napisali: „Jerry Falade stworzył niesamowity manuskrypt, który zachwycił nas i czołowych specjalistów z branży wydawniczej na całym świecie. Niestety nie jesteśmy już w stanie poświadczyć, jak manuskrypt ewoluował w pelni od rozpoczęcia do ukończenia prac”.
Dalej agenci wyjaśnili: „W trakcie procesu przyjmowania propozycji wydawniczej skonsultowaliśmy manuskrypt z Jerrym pod kątem sztucznej inteligencji i zaufaliśmy jego zapewnieniom, że książka została napisana bez wykorzystania sztucznej inteligencji w procesie pisania lub redakcji. Nie możemy już dłużej tego potwierdzić i wycofujemy książkę”.
Nie wiadomo dokładnie, jak uznano, że do napisania książki użyto sztucznej inteligencji. Główny agent Marc Gerald z agencji Europa Content powiedział w rozmowie z „The Bookseller”, że po raz pierwszy przeczytał powieść w czerwcu i była „niesamowicie dobra, wszyscy się w niej zakochali”. Agencja miała zrezygnować z użycia oprogramowania do wykrywania treści generowanych maszynowo, ponieważ zaufała autorowi, który w swoich wyjaśnieniach był „wiarygodny”. Jednak redaktor, który potem czytał manuskrypt, zgłosił obawy, że nosi on ślady potencjalnego wykorzystania sztucznej inteligencji. Doszło więc do kolejnego spotkania z autorem. Jak informuje Gerald, pewne wyjaśnienia podane przez Falade’a uległy zmianie, dlatego zdecydowano się zerwać współpracę. „Sama książka jest genialna – niezależnie od tego, jak została napisana, jest niesamowita” – podsumował agent.

Jerry Falade
Jerry Falade odrzuca oskarżenia, jakoby korzystał z pomocy sztucznej inteligencji. Twierdzi, że cała sprawa dowodzi, że w branży wydawniczej wciąż występują uprzedzenia rasowe. „Troje czarnoskórych autorów podpisało w tym roku duże umowy wydawnicze, a później umowy całej trójki zostały anulowane lub zerwane z powodu podejrzeń dotyczących sztucznej inteligencji. Jak się wydaje, panuje niepokojące założenie, że gdy czarnoskóry pisarz tworzy dzieło, które przyciąga znaczną uwagę, to nie mógł stworzyć go sam. Tymczasem są popularni biali pisarze, którzy publicznie wspomnieli o wykorzystaniu sztucznej inteligencji w swoim procesie twórczym i nadal dobrze sobie radzą” – przekazał w oświadczeniu opublikowanym przez „The Guardian”.
Autor nie wymienił nazwisk, ale w ostatnim czasie było głośno w Stanach Zjednoczonych o kilku podobnych przypadkach. Jeden dotyczył powieści grozy „Shy Girl” autorstwa Mii Ballard. Książka wydana pierwotnie własnym sumptem przez autorkę zyskała dużą popularność na BookToku i zainteresowała dom wydawniczy Hachette Book Group, który w listopadzie 2025 roku opublikował ją w Wielkiej Brytanii i planował wydać ją też w Stanach Zjednoczonych w 2026 roku. Brytyjscy krytycy i czytelnicy zaczęli jednak wysuwać twierdzenia, że powieść została napisana przez sztuczną inteligencję, co spowodowało, że wydawca wstrzymał dystrybucję w Wielkiej Brytanii i zrezygnował z publikacji w USA. Mia Ballard tłumaczyła, że to sprawka redaktora, który musiał skorzystać ze sztucznej inteligencji podczas redakcji książki. Żadnych szczegółów nie chciała jednak podać, ponieważ zamierzała wszcząć postępowanie przeciwko tej osobie. Od tego czasu jej profile w mediach społecznościowych i strona internetowa przestały działać. Niektórzy zastanawiają się, czy sama autorka była rzeczywistą osobą, ponieważ jej portrety również wyglądały na wygenerowane przez sztuczną inteligencję.
Jerry Falade zauważył, że jego powieść czytało w agencjach i wydawnictwach wiele osób i trudno uwierzyć, żeby „wszyscy ci doświadczeni specjaliści nie zauważyli tego”, jakoby tekst powstał przy użyciu sztucznej inteligencji. Ostatnie badania potwierdzają jednak, że takie rozróżnienie jest coraz trudniejsze. Falade stwierdził też, że narzędzia do wykrywania tekstów generowanych maszynowo „są powszechnie znane” z błędnych wyników. Max Spero, dyrektor generalny w firmie Pangram, komentuje, że pierwsze detektory rzeczywiście znane są z zawodności, ale nie dotyczy to takich zaawansowanych narzędzi jak ich własne. Kiedy Falade usłyszał, że niektóre osoby z branży przepuściły później jego manuskrypt przez detektor Pangram, powiedział, że to naruszenie jego praw autorskich, ponieważ nie udzielił żadnej osobie ani instytucji pozwolenia na udostępnienie swojego tekstu dużym modelom językowym.
Niektórzy mają teorię, że zerwanie umowy z autorem może mieć związek z faktem, że teksty wygenerowane przez sztuczną inteligencję nie są chronione prawem autorskim. Mike Fleming Jr. z portalu „Deadline” zauważył, że wydawnictwo, które zapłaciłoby dużą kwotę za publikację, w rzeczywistości nie miałoby większych praw niż oficyny drukujące dzieła znajdujące się w domenie publicznej.
[am]
TweetKategoria: newsy










