Izraelski pisarz Dawid Grossman ze „złamanym sercem” uznaje, że jego kraj jest winny ludobójstwa w Gazie

Jeden z najbardziej uznanych izraelskich pisarzy, Dawid Grossman, powiedział w wywiadzie dla dziennika „La Repubblica”, że „z wielkim bólem i złamanym sercem” musi uznać odpowiedzialność swojego kraju za ludobójstwo w Gazie.
„Pytam samego siebie: jak znaleźliśmy się w takim miejscu? Jak doszło do tego, że jesteśmy oskarżeni o ludobójstwo?” – mówił Grossman w rozmowie z dziennikarką Francescą Caferri. „Już samo użycie słowa 'ludobójstwo’ w odniesieniu do Izraela, do Żydów, sam fakt, że dochodzi do takiego powiązania, świadczy o tym, że dzieje się z nami coś bardzo złego” – dodał.
Pisarz, którego rodzina wyemigrowała do Izraela w latach 30. XX wieku z Podkarpacia, wyjawił, że przez długi czas nie był zdolny do podobnej deklaracji. „Chcę wypowiedzieć się jako osoba, która robiła wszystko, co w jej mocy, aby uniknąć nazwania Izraela ludobójczym państwem. Teraz, z wielkim bólem i złamanym sercem, muszę powiedzieć, że to dzieje się na moich oczach: ludobójstwo” – przyznał.
Wywiad z Grossmanem trafił na łamy włoskiego dziennika kilka dni po tym, jak dwie wiodące izraelskie organizacje humanitarne, B’Tselem i miejscowy oddział Physicians for Human Rights (Lekarze na Rzecz Praw Człowieka) oświadczyły, że kraj winien jest ludobójstwa w Gazie i zaapelowały o pomoc populacji regionu, która doświadcza właśnie pogłębiającej się klęski głodu.
Autor takich książek, jak „Kto ze mną pobiegnie” czy nagrodzona Międzynarodowym Bookerem „Wchodzi koń do baru”, podkreślił, że ma świadomość, iż informacje o liczbie ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy „są kontrolowane” przez Hamas, a „Izrael nie może ponosić wyłącznej odpowiedzialności za wszystkie okrucieństwa”, jednak fakt, że „w gazetach i rozmowach z przyjaciółmi z Europy słowa 'Izrael’ i 'głód’ łączą się z sobą”, jest „druzgoczący”, „zwłaszcza biorąc pod uwagę naszą historię, naszą domniemaną wrażliwość na ludzkie cierpienie, moralną odpowiedzialność, którą zawsze sobie przypisywaliśmy – wobec wszystkich ludzi, nie tylko wobec Żydów”.
Pisarz, którego syn zginął w trakcie służby w izraelskim wojsku podczas konfliktu z Libanem w 2006 roku, był dotąd umiarkowanym krytykiem prawicowego rządu Binjamina Netanjahu. Niejednokrotnie bronił też polityki międzynarodowej swojego kraju. W wywiadzie dla „La Repubblica” stwierdził, że rolę punktu zwrotnego w historii kraju odegrała wojna sześciodniowa. „Okupacja wypaczyła nas” – powiedział. „Jestem absolutnie pewny, że przekleństwo spadło na Izrael w 1967 roku za sprawą okupacji terytoriów palestyńskich. Może ludzie mają już dość słuchania tego, ale taka jest prawda. Staliśmy się silni militarnie, ale ulegliśmy pokusom płynącym z władzy absolutnej, a to może doprowadzić do wszystkiego” – dodał.
Zapytany o niedawną deklarację rządów Francji i Wielkiej Brytanii o dołączeniu do grona krajów uznających istnienie państwa palestyńskiego, Grossman skomentował: „Myślę, że to dobra idea i nie rozumiem histerii, jaką wzbudziła w Izraelu”. Jednocześnie podkreślił, że jest „desperacko oddany” tak zwanemu rozwiązaniu dwupaństwowemu. „To będzie złożone – zarówno my, jak i Palestyńczycy musimy działać z polityczną dojrzałością w obliczu nieuniknionych ataków, do których dojdzie. Ale nie ma innego planu” – stwierdził.
Na pytanie o współodpowiedzialność izraelskich elit kulturalnych za zaistniałą sytuację i brak ich reakcji na działania rządu Benjamina Netanjahu, Grossman kategorycznie zawyrokował: „Wierzę, że krytykowanie tych, którzy sprzeciwiali się okupacji od siedemdziesięciu lat, którzy zaprzęgli do tej walki większość swojego życia i karier, jest niesprawiedliwe”.
Wypowiedzi Grossmana pojawiły się w obliczu narastającego na całym świecie niepokoju z powodu psytuacji panującej w ogarniętej wojną Strefie Gazy. W maju ponad 380 pisarzy i instytucji literackich z Wielkiej Brytanii i Irlandii, w tym Zadie Smith, Irvine Welsh i Ian McEwan, wzywało do natychmiastowego zawieszenia działań wojennych i zezwolenia na nieograniczoną dystrybucję pomocy humanitarnej dla cywili lub nałożenia sankcji na Izrael, jeśli kraj ten będzie kontynuował działania wojenne. Niektórzy, jak Alice Walker czy Sally Rooney, już od lat nie wyrażają zgody na publikowanie swoich książek w Izraelu, protestując w ten sposób przeciwko uciskowi, jakiego doznają Palestyńczycy.
[sr]
fot. © Claude Truong-Ngoc/Wikimedia Commons
Kategoria: newsy














