banner ad

Finał sprawy Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta. Sąd Najwyższy oddalił kasację prokuratury jako „oczywiście bezzasadną”

23 maja 2023

Wraca sprawa Jakuba Żulczyka, który został oskarżony przez prokuraturę o znieważenie prezydenta RP Andrzeja Dudy za nazwanie go „debilem”. We wtorek Sąd Najwyższy utrzymał wyrok sądu niższej instancji, który umorzył postępowanie ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

„Z powodu nadgorliwości prokuratury moja sprawa o rzekome znieważenie prezydenta znalazła się w Sądzie Najwyższym – prokuratura wniosła kasację i chciała uchylenia wyroku sądu drugiej instancji. Dziś, dzięki pomocy mecenasa Krzysztofa Nowińskiego, zostałem ostatecznie uniewinniony” – zakomunikował autor powieści „Ślepnąc od świateł” i „Czarne Słońce”.

W listopadzie 2020 roku Jakub Żulczyk skrytykował prezydenta Andrzeja Dudę za wpis zamieszczony przez głowę polskiego państwa na Twitterze po ogłoszeniu wyników wyborów w Stanach Zjednoczonych. „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA” – napisał Duda.

Na słowa te zareagował Jakub Żulczyk, który z wykształcenia jest amerykanistą. „Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak 'nominacja przez Kolegium Elektorskie’. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA 'obwieszczają’ agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46. prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem” – stwierdził.

Po tym wpisie prokuratura otrzymała zawiadomienie od osoby prywatnej o możliwości popełnienia przestępstwa i wszczęła śledztwo. W efekcie oskarżyła pisarza o przestępstwo z art. 135 par. 2 Kodeksu karnego, w którym mowa o znieważeniu głowy państwa. Wniesiono o wymierzenie kary 5 miesięcy ograniczenia wolności w postaci 20 godzin prac społecznych miesięcznie oraz opublikowanie przeprosin na Facebooku. W roli świadka w sądzie przesłuchiwany był Michał Rusinek, który sporządził filologiczną ekspertyzę wpisu Żulczyka.

Ostatecznie na początku 2022 roku sąd apelacyjny umorzył sprawę, ponieważ czyn Żulczyka miał znikomą szkodliwość społeczną. „Art. 135 par. 2 Kodeksu karnego nie powinien wykluczać prawa do formułowania krytycznych ocen, nawet bardzo ostrych, o ile służą one debacie publicznej” – zauważył sędzia Tomasz Grochowicz. „Sama ochrona czci prezydenta nie jest dostatecznym uzasadnieniem pociągnięcia kogoś do odpowiedzialności karnej również wtedy, kiedy wypowiedź znieważająca wykracza wprawdzie poza pewne standardy debaty, jednak jej celem jest ocena sposobu realizacji przez prezydenta jego zadań publicznych” – dodał.

Wyrok nie był prawomocny, więc prokuratura mogła go zaskarżyć i to zrobiła. We wtorek Sąd Najwyższy, w składzie którego zasiedli sędziowie Tomasz Artymiuk, Jacek Błaszczyk i Kazimierz Klugiewicz, oddalił kasację jako „oczywiście bezzasadną”, a kosztami procesu obciążono Skarb Państwa. Jak podkreślił sędzia Klugiewicz, Sąd Najwyższy, podobnie jak sądy niższych instancji, nie popiera użycia takich słów, jakich użył pisarz, jednak szkodliwość takiego zachowania jest znikoma.

Żulczyk w następujący sposób skomentował wyrok na Facebooku: „To już naprawdę koniec tej sprawy. Moje dystansowanie się od niej przez ostatni rok wynikało z paru powodów. Nigdy nie chciałem być bohaterem opozycji ani narzędziem w rękach polityków żadnej ze stron. Robię w życiu ciekawsze rzeczy niż pisanie brzydko o prezydentach i to z nimi wolę być kojarzony, nawet jeśli ma być to kojarzenie na mniejszą skalę. Cała ta sprawa dała mi dużo do myślenia w kwestii używania social mediów, ich toksyczności i polaryzacji, jaką powodują. Na razie większość tych przemyśleń zostawiam dla siebie”.

Najważniejszym powodem, dla którego Żulczyk uznał sprawę za niebyłą, jest atak Rosji na Ukrainę. „Jak mam nadzieję większość z was kojarzy, moja krytyka prezydenta Dudy wynikała z tego, że moim zdaniem nie gratulując prezydentowi USA (wówczas elektowi) Bidenowi, zadziałał na szkodę stosunków polsko-amerykańskich, które zawsze miałem za kluczowe dla dobrobytu i bezpieczeństwa Polski. I nie tylko ja, tylko chyba każdy, kto kojarzy podstawowe fakty z historii ostatnich kilkudziesięciu lat. Tymczasem bandycka napaść Rosji na Ukrainę zmieniła wszystko. Tę zmianę opisują lepiej mądrzejsi ode mnie (polecam chociażby śledzić to, co publikuje Witold Jurasz), ale oczywiste jest to, że jako kraj jesteśmy zupełnie gdzie indziej. Inne są nasze stosunki polsko-amerykańskie, inna jest nasza rola w Europie i w NATO. Inne jest zachowanie prezydenta Dudy. W skrócie, w lutym 2022 zaczęliśmy zapisywać zupełnie nową część podręcznika do historii. Moja sprawa jest na tym tle nie dość że drobnostką, tylko czymś zupełnie nieaktualnym i zwietrzałym. W wielkim skrócie, dzisiaj nic takiego nie miałoby miejsca. I nie ma to żadnego związku z moimi ani czyimkolwiek innymi sympatiami politycznymi, jak i, nazwijmy to, memogenną prezencją prezydenta Dudy” – oświadczył.

W dyskusji z jedną z internautek pisarz dodał: „Cała ta sprawa była o tym, kiedy brak kultury staje się przestępstwem i czy sądy są od tego, by uczyć ludzi dobrego wychowania. Czy byłem chamski? Pewnie tak. Niekulturalny? Na pewno. Czy powinienem być za to skazany np. na grzywnę albo więzienie w zawieszeniu i co to właściwie oznacza dla nas wszystkich, nieważne na kogo głosujemy?”.

[md]
fot. Tomasz Leśniowski/Wikimedia Commons

Tematy: , , , , ,

Kategoria: newsy