banner ad

Charles Bukowski o wyzysku i pracy na etacie

29 października 2012


W 1986 roku Charles Bukowski wysłał do swojego wydawcy list, w którym wspomina czasy, gdy pracował w firmie zajmującej się osprzętem oświetleniowym, oraz dzieli się przemyśleniami na temat aktualnych wydarzeń (w tym przypadku fali zwolnień, która przetoczyła się przez USA w latach osiemdziesiątych za sprawą polityki deregulacji rynku i „pobudzenia gospodarki” administracji Reagana).

List, którego wymowa społeczna jest zaskakująco aktualna w dzisiejszych czasach, został opublikowany w zbiorze korespondencji Bukowskiego pt. „Reach for the Sun. Selected letters 1978-1994 vol. 3”.

„Cześć John:
Dzięki za dobry list. Myślę, że czasami nie zaszkodzi pamiętać, skąd się przyszło. Znasz miejsca, skąd ja przyszedłem. Nawet ludzie, którzy o tym piszą lub robią filmy, nie mają o tym pojęcia. Nazywają to ?Od 9 do 5?1. To nigdy nie jest od 9 do 5, nie ma przerwy na lunch w takich miejscach, w rzeczywistości w wielu z nich, żeby zachować pracę, nie idzie się na lunch. Za to są nadgodziny, a księgowość nigdy nie potrafi policzyć ich jak należy, a jeśli narzekasz, to na twoje miejsce czeka kolejny frajer.
Znasz moje stare powiedzenie: ?Niewolnictwo nigdy nie zostało zniesione, po prostu zostało rozciągnięte na wszystkie kolory?.
I to co sprawia ból, to stale znikające człowieczeństwo u tych, co walczą o utrzymanie pracy, której nie chcą, ale obawiają się gorszej alternatywy. Ludzie po prostu stają się pustką. Są ciałami ze strachliwymi i posłusznymi umysłami. Ich oczy tracą blask. Głos staje się paskudny. I ciało. Włosy. Paznokcie. Buty. Wszystko.
Jako młody człowiek nie byłem w stanie uwierzyć, że ludzie mogą poddać się takim warunkom. Jako stary człowiek wciąż nie mogę w to uwierzyć. Z jakiego powodu to robią? Dla seksu? Telewizora? Samochodu na raty? Czy dzieci? Dzieci, które zrobią potem dokładnie to samo co oni?
We wczesnej młodości, kiedy przechodziłem z jednej pracy do drugiej, byłem na tyle głupi, że czasami mówiłem do moich współpracowników: 'Hej, szef może wejść tu w każdej chwili i zwolnić nas wszystkich, tak po prostu, nie rozumiecie tego?'
Tylko na mnie patrzyli. Przedstawiałem im coś, czego nie chcieli do siebie dopuścić.
Obecnie w przemyśle są ogromne zwolnienia (huty, zmiany technologiczne w innych fabrykach). Są zwalniani setkami tysięcy, a na ich twarzach maluje się zdumienie:
?Oddałem 35 lat swojego życia??
?To niesprawiedliwe?
?Nie wiem, co robić?
Nigdy nie płacą niewolnikom wystarczająco dużo, żeby mogli się wyzwolić, tylko w sam raz, żeby mogli przeżyć i wrócić do pracy. Byłem w stanie to dostrzec. Dlaczego oni nie byli? Doszedłem do wniosku, że ławka w parku albo bycie ćmą barową były tak samo dobre.
Właśnie napisałem o tym wszystkim z odrazą i przyniosło mi ulgę wyrzucenie z siebie tego gówna. A teraz, gdy jestem tak zwanym zawodowym pisarzem, po tym jak zmarnowałem pierwsze 50 lat życia, odkryłem, że istnieją kolejne odrazy.
Pamiętam, jak kiedyś pracowałem jako pakowacz w pewnej firmie oświetleniowej i jeden z pakowaczy powiedział znienacka: ?Nigdy nie będę wolny!?
Jeden z szefów przechodził (nazywał się Morrie) i wypuścił z siebie taki uroczy rechot, czerpiąc satysfakcję z faktu, że ów pakowacz był uwięziony na całe życie.
Zatem szczęście, że udało mi się w końcu wydostać z tych miejsc, nieważne ile czasu mi to zajęło, dało mi poczucie radości, radosną uciechę z cudu. Obecnie piszę ze starego umysłu i starego ciała, dawno po czasie, w którym większość ludzi nadal myślałaby o czymś takim, ale skoro zacząłem tak późno, jestem sobie to winny i choć słowa zaczynają się chwiać, i trzeba mi pomoc wejść po schodach, i nie potrafię odróżnić błękitnika2 od spinacza do papieru, to wciąż czuję, że coś we mnie będzie pamiętać (nieważne jak stary będę), jak przeszedłem przez mordęgę, gówno i harówkę do przynajmniej wspaniałomyślnej metody na śmierć.
Nie zmarnować zupełnie swojego życia wydaje się godnym szacunku osiągnięciem, nawet jeśli tylko dla mnie samego.
Twój chłopak
Hank”

Adresat listu, John Martin, był długoletnim wydawcą i przyjacielem Bukowskiego. Gdyby nie Martin, to najsłynniejszy 'obleśny staruch' literatury być może nigdy nie zdecydowałby się zostać pisarzem. W 1969 roku Bukowski pracował na poczcie, gdzie zajmował się segregacją listów i był na dobrej drodze do zapicia się na śmierć, gdy Martin zaoferował mu 100 dolarów miesięcznie do końca życia, pod warunkiem, że Bukowski rzuci pracę i weźmie się porządnie za pisanie. Przyszła ikona niepokornej literatury zrobiła to i dwa lata później ukazała się debiutancka powieść „Listonosz”.
_

Przypisy:
1 Amerykański czas pracy w ciągu dnia, odpowiadający polskiemu 'od 8 do 15′.
2 Ptak z rodziny drozdowatych, w oryginale ?bluebird?, jak tytuł jednego z wierszy Bukowskiego.

tłumaczenie: Krzysztof Stelmarczyk

Tematy: , , , , , ,

Kategoria: listy