Zrozpaczona matka walczy o prawo do życia dla siebie i syna. Przeczytaj fragment powieści „Wymazana” Miha Mazzini

2 grudnia 2020

Opublikowana nakładem Wydawnictwa Wyszukanego powieść „Wymazana” Mihy Mazziniego opowiada o mało znanym epizodzie z historii Słowenii. Po rozpadzie Jugosławii i uzyskaniu przez Słoweńców niepodległości w 1991 roku rząd wymazał z rejestrów prawie 2% mieszkańców, którzy oprócz obywatelstwa Jugosławii, posiadali także paszport któregoś z krajów Republiki (Bośni i Hercegowiny, Serbii, Chorwacji, Czarnogóry, Macedonii).

„Wymazanie oznaczało, że nie tylko utracili obywatelstwo, ale też ochronę socjalną, ubezpieczenie zdrowotne, prawo do życia, wszystko. Jednej nocy przemieniono ich w nielegalnych imigrantów. To było w czasach przed internetem, istniał dostęp jedynie do oficjalnych mediów, więc wieści rozchodziły się bardzo powoli. Zanim informacja pojawiła się w jakichkolwiek mediach, minęły dwa albo trzy lata. Kiedy usłyszałem o tym, powiedziałem sobie: 'O boże, ta historia musi zostać opowiedziana w jakiejś powieści czy filmie’. Pomyślałem, że pewnie w tym momencie jakiś słoweński filmowiec lub pisarz już nad czymś pracuje, więc nie ma sensu, żebym się za to zabierał, usłyszałem o tym za późno. Ale kiedy minęło pięć, sześć lat i zbliżaliśmy się do 10. rocznicy wymazania, okazało się, że nie powstało ani jedno dzieło filmowe lub powieściowe. Organizacje pozarządowe na szczęście zebrały relacje ludzi, których to dotknęło, w ich obronie walczył jeden prawnik, dosłownie jeden, nakręcono też jakieś dokumenty, ale nie było żadnego dzieła fikcyjnego. Napisałem więc pierwszą wersję scenariusza filmowego, którym nikt w Słowenii nie był zainteresowany. Po pięciu latach prób postanowiłem zrobić z niego powieść” – opowiada Miha Mazzini (na zdj.).

„Wymazana” doczekała się wydań w wielu krajach. W 2015 roku powieść przyniosła Mazziniemu nominację do Nagrody Kresnik (słoweński Booker), a w 2018 roku autor sam nakręcił na jej podstawie film – jedną scenę z tej produkcji możecie zobaczyć poniżej. Teraz książka ukazała się w polskim przekładzie. Zapraszamy do lektury fragmentu „Wymazanej”.

Moment był idealny – było ciepło, zapach kąpieli utrzymywał się na skórze, otulonej w ręcznik frotte, a dywan obwieszczał nagim stopom, jaki miękki jest świat – to dlatego go nie zauważyła.

W telewizji modelka pochylała się nad niemowlęciem, któremu z pieluchy wylatywały narysowane motyle; w świetle, spotykanym tylko w ogłoszeniach i lodówkach na lody, wirująca ozdoba nad kołyską poruszyła się i błysnęła. Modelka opuściła rękę i złapała się barierki.

Dźwięk katarynki zapowiedział najnowsze informacje. Chwyciła pilot i nacisnęła na czerwony guzik. Ujrzała swoją podobiznę w szkle wyłączonego urządzenia i się uśmiechnęła.

Poczuła lekkie łaskotanie na udzie. Zatrzymała się i skoncentrowała na tym uczuciu. Jedna kropla spłynęła po kolanie, a zaraz za nią następna. Pomyślała, że nie wytarła się dobrze, i rozsunęła poły szlafroka. Wydało jej się, że patrzy na żyłę, która jakoś się wybrzuszyła. Wzdrygnęła się i żyła pękła. Na dywanie zaczęła rozkwitać czerwona plama – ciecz ściekała już po obu nogach.

Wiedziała, że musi się ruszyć, lecz jej ciało poruszało się w środku, w myślach, a na zewnątrz nic, tylko palce stóp się podwinęły, jakby się kryły.

*

Taksówkarz, gdy ją zobaczył, ruszył, zanim powiedziała dokąd. Przed każdą sygnalizacją świetlną oglądał się, spoglądał na jej nogi i oceniał zagrożenie dla tapicerki. Mercedes w kolorze butelkowej zieleni pędził cicho przez noc; zgodnie ze starym zwyczajem żaden jugosłowiański emigrant nie miał odwagi wracać do domu, dopóki nie zarobił na rodzinę w Niemczech.

Kierowca, który co chwilę oblizywał wąsy, przemówił tylko jeden jedyny raz:

– To będzie syn?

Zaprzeczyła ruchem głowy i, widząc rozczarowanie na jego twarzy, dodała:

– Nie wiem, nie chciałam wiedzieć.

– A, loteria! – przytaknął i pacnął łapkę zająca zawieszonego na lusterku wstecznym.

– Mam system, zawsze trafiam – dodał, gdy stał na światłach i naciskał na pedał gazu, żeby silnik nie zgasł.

*

W poczekalni powitała ją twarz pielęgniarki jak chmura burzowa na tafli niebieskiego uniformu. Na tej chmurze, w aż nazbyt czerwonych włosach zbierały się wszystkie żale przeszłości, które nie zapowiadały niczego dobrego.

Gdy ujrzała ciężarną, wstała i zaczęła rozkładać papiery na ladzie, jakby dopiero co wyciągnęła je z wody i chciała, żeby wyschły.

– Proszę wypełnić formularze!

– Dobry wieczór, przyszłam…

Gościni zawiesiła głos, gdy ujrzała nastroszone brwi pielęgniarki. Wówczas i jej samej wyjaśnienia wydały się zbędne.

– Dowód osobisty, karta pacjenta – powiedziała pielęgniarka, po czym wyszarpnęła dokumenty z prawej ręki ciężarnej i puknęła palcem w pierwszą kartkę papieru:

– Formularze proszę.

Ciężarna chwyciła ołówek leżący na ladzie. Był lekko tłusty i przywarł do jej skóry. Chciała wytrzeć rękę o płaszcz, lecz czuła się niezręcznie. Było ciemno, więc zacisnęła powieki, skupiła się i zaczęła rozszyfrowywać małe literki.

ZALA JOVANOVIĆ, napisała w pierwszej linijce.

Dziecko się poruszyło i irracjonalnie przestraszyła się, że straci przytomność.

Wpisała datę urodzenia, 1959, i od obecnego roku odjęła rok swojego urodzenia. To było bez sensu, przecież wiedziała, ile ma lat, ale jakoś nigdy nie mogła się powstrzymać, robiła to instynktownie. Jeszcze ze szkoły pamiętała podręczniki i encyklopedie z podobiznami dawno nieżyjących ludzi, pod którymi w nawiasach zapisane były lata. Może to przez ten minus między nimi zawsze obliczała różnicę.

– Krwawię! – powiedziała.

Pielęgniarka, nie odrywając wzroku od monitora, pisała wyciągniętym palcem wskazującym, jakby każdą literę musiała postawić przed sądem wojskowym pod zarzutem zdrady.

Zala już nie potrafiła ocenić, jak głośno mówi, dlatego powtórzyła:

– Krwawię!

Palec znieruchomiał, a głowa się odwróciła. Spojrzenie przypominało skrajne znużenie pracownika produkcyjnego.

– Ma pani w ogóle skurcze? – zapytała.

– Nie, to znaczy myślę, że nie mam.

– Jak będzie je pani miała, to będzie pani o tym wiedziała.

– Ale krew…

Siostra westchnęła, opuściła ramiona, potem się odsunęła, energicznie chwyciła sfatygowane oparcie krzesła pokrytego brązowym materiałem, i wyjrzała za ladę.

– Nie uświni mi pani tutaj?

– Podłożyłam sobie dużo ręczników, do taksówki… – zaczęła Zala, po czym zdała sobie sprawę, że się tłumaczy, rozpoznała w swoim głosie uczennicę przyłapaną przez ulubionego nauczyciela na braku pracy domowej. Przypomniała sobie, ile razy tłumaczyła się przed ojcem, i jej ramiona zesztywniały, brwi się zmarszczyły.

– Przyszłam rodzić! Jeśli coś pójdzie nie tak, to będzie pani wina!

Pielęgniarka po raz pierwszy naprawdę na nią spojrzała. Wzrok przesuwał się od spiętych w kitkę włosów, które czasami pod kątem lekko połyskiwały, aż do ciemnych oczu w otoczeniu ostrych kości policzkowych i zaciśniętych ust, gotowych do walki.

– Nic pani nie będzie. Czasami odrywa się skrzep, nie ma powodu do zmartwień – złagodniała i znowu usiadła za komputerem.

Gdy Zala poczuła ból, nie wiedziała, czy to jej serce skacze, czy dziecko, czy „to są skurcze?”. Brzuch stwardniał i miała wrażenie, że skóra na brzuchu rozciąga się tak, jakby miała się rozedrzeć, gdyby była taka potrzeba. Formularze na półce tworzyły drabinę, na którą czym prędzej musi się wspiąć.

Imię ojca, zapytał papier, i pociągnęła już pierwszą poziomą kreskę, zanim uświadomiła sobie, że ciągnęła ją tak długo, żeby nikt nie mógł jej przeczytać.

– Przepraszam, co jeśli nie chcę podać nazwiska ojca…

– Nieznany! – Siostra nawet się nie odwróciła. Była całkowicie skupiona na klawiaturze. W lewej ręce trzymała książeczkę zdrowia Zali i wpisywała jej dane do komputera.

Fala bólu pchnęła Zalę na fornir. Chwyciła się krawędzi i zamknęła oczy. Gdy ból ustał, szybko, miejscami bazgrząc, wypełniła formularze.

Zala już prawie skończyła, a pielęgniarka nadal walczyła z wpisywaniem danych.

– Przepraszam, chciałabym pójść rodzić!

Jej celowo podniesiony głos odbił się od ścian w dużym pomieszczeniu, od krzeseł przyspawanych do podłogi i do siebie nawzajem, od budki telefonicznej, aparatów do kawy i napojów, pod w większości zgaszonymi neonówkami. Jedna z mijających ją osób stanęła i się odwróciła.

– Jeśli nie ma pani jeszcze skurczy co pięć minut, nie ma co się spieszyć. Muszę wpisać dane, bez tego ani rusz. – Pielęgniarka spojrzała na nią. – Niech pani zobaczy, coś jest nie tak. Jakiś problem z komputerem. Nie znajduje pani! Zala Jovanović, nie ma pani w systemie.

Pielęgniarka była wizjonerką, której wydarza się dokładnie to, co zapowiedziała. Na dnie jej rozgoryczenia zadowolenie z własnej upierdliwości przeciągało się jak przejedzony kot.

– Próbowała pani z miękkim i twardym ć?

– Próbowałam. I jedno, i drugie. Nie ma pani.

– U mojej lekarki wszystko jest w porządku. Ale tam nie mają jeszcze komputerów, patrzą w karty.

– Ha, szczęśliwcy! – Usta pielęgniarki zacisnęły się, a Zala znowu zauważyła, że zaczęła się tłumaczyć. Poczuła ucisk w brzuchu.

– Nie znam się na technice! Chcę iść rodzić!

Miała zamiar chwycić się krawędzi lady, ale źle wymierzyła i uderzyła w nią pięścią tak, że zabrzmiało to jak policzek.

– Taką mam pracę – powiedziała pielęgniarka, wybałuszając oczy, jakby kapały do nich wielkie krople – dbam o porządek. Zbieram dane i je sprawdzam. Jeśli tutaj… – stuknęła palcem w ladę, jakby ta była klawiaturą – wszystko nie będzie poukładane, jak potem miałoby być poukładane tam wyżej? – Wskazała na sufit. – Porządek musi być. Już nie jesteśmy w Jugosławii, na Bałkanach, gdzie każdy robi po swojemu!

Zala zamknęła oczy, tak ją bolało, a gdy je otworzyła, musiała wysuszyć łzy, mrugając, zanim znowu spojrzała na twarz pielęgniarki, która na chwilę straciła żałosny wyraz i emanowała wrogością. Nie usłyszała ostatnich kilku zdań, ale głos w środku mówił jej, że powinna pójść z pięściami gdzieś wyżej i zawalczyć o pozwolenie na poród, zanim ta noc się skończy, może dziecko już się dusi, wymiotuje krwią i umiera, a ta kwoka przed nią…

Pchnęło ją do przodu, twardość brzucha uderzyła w twardość drewna.

Oderwała się od lady i, idąc w stronę krzeseł, myślała przez chwilę, że zemdleje. Rozpięła płaszcz przeciwdeszczowy, zdjęła go i rozłożyła na krześle. Podciągnęła sukienkę i zatrzymała wzrok na ręcznikach, które wystawały spod jej brzucha. Instynktownie zaczęła je odwiązywać. Dziecko jej potrzebuje.

– Co pani robi?! – zawołała pielęgniarka.

Nie patrząc na nią, odpowiedziała:

– Przygotowuję się do porodu. Zdejmę ręczniki, będziecie mieli krwawą powódź. Co mi pozostaje, skoro nie ma mnie w tym waszym głupim komputerze?

Pierwszy ręcznik spadł na podłogę i Zala przestraszyła się, że wypadło też jej dziecko. Szukała go między szmatami, rozwiązywała ręczniki, palce klinowały się w węzłach, zmoczyły się i pierwsze krople spadły na gumolit.

W tle pielęgniarka mówiła coś do telefonu.
(…)

Miha Mazzini „Wymazana”
tłumaczenie: Marlena Gruda
wydawnictwo: Wydawnictwo Wyszukane
ilość stron: 296

Opis: Niepodległa Słowenia, tuż po rozpadzie Jugosławii. Zala Jovanović, Serbka z pochodzenia, od dzieciństwa mieszkająca w Lublanie, właśnie urodziła syna i w szpitalu dowiedziała się, że… nie istnieje. Jej imienia i nazwiska nie ma w rejestrze mieszkańców Słowenii, co wiąże się z drastycznymi konsekwencjami dla niej i dziecka. Zala rozpoczyna rozpaczliwą walkę
o prawo do życia dla siebie i syna. „Wymazana” była w 2015 r. nominowana do Nagrody Kresnik (słoweński Booker), a w 2018 r. na podstawie książki powstał film w reżyserii Mihy Mazziniego.

Tematy: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek