banner ad

Włodzimierz Odojewski, Jarosław Iwaszkiewicz i PRL. Fragment książki „Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie” Beaty Izdebskiej-Zybały

31 lipca 2026

Jarosław Iwaszkiewicz na okładce książki "Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie" Beaty Izdebskiej-Zybały

Wydawnictwo Marginesy opublikowało książkę „Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie” Beaty Izdebskiej-Zybały. To zbiór esejów poświęconych relacjom Jarosława Iwaszkiewicza z drugimi. Chodzi o przyjaźnie z młodymi pisarzami i kobietami, pomoc, jaką udzielał sąsiadom i osobom pochodzenia żydowskiego, czy kontakty z ówczesną władzą. Poniżej możecie przeczytać fragment książki.

1
Książę Myszkin i stary stalinowiec
O przyjaźni Jarosława Iwaszkiewicza z Włodzimierzem Odojewskim

Włodzimierz Odojewski debiutował w czasach strachu przed stalinowską „machiną”, która – jak pisał w korespondencji z Jarosławem Iwaszkiewiczem – „zgrzytała, ale pracowała precyzyjnie”. Buntował się, oswajał system, ulegał, a na końcu wybrał emigrację.

„Chcę żyć i nie bać się, i to nie tylko Pałacu Mostowskich [siedziba milicji i bezpieki w PRL – przyp. B.I.Z.], ale przede wszystkim własnych myśli” – słowa Leopolda Tyrmanda z jego słynnego „Dziennika 1954” stanowią znakomite motto do dramatycznych przeżyć Odojewskiego w pierwszej dekadzie po wojnie. Wyraził je w listach do Iwaszkiewicza, które znajdują się w archiwum korespondencyjnym Muzeum w Stawisku.

Są jednym z ciekawszych świadectw polskich pisarzy z tego czasu. Pokazują, jak bliski kompletnego załamania był Odojewski, również po 1956 roku. W 1957 pisał do Iwaszkiewicza: „Pozbawiono mnie już posady, czyli chleba, odcina się od druku, czyli 'kończy’ literacko”. Pytał: „[…] może mam przestać istnieć, rozpłynąć się w powietrzu? Poradź, co robić?!”. Niemal identycznie przeżywał to Tyrmand: „[…] gniję… Po prostu nie ma mnie… Jestem pisarzem, któremu nie wydają książek, publicystą niedrukującym artykułów, dziennikarzem niemającym wstępu do żadnej redakcji”.

Odojewski, podobnie jak Leopold Tyrmand czy Jerzy Zawieyski, zmagał się nie tylko z cenzurą, ale również ze strachem o fizyczny byt. Przetrwał, bo napędzał go silny instynkt twórczy. Uparł się – jak sam mówił – aby zostać pisarzem. Stopniowo oswajał totalitarny system, z czasem wplątując się w sprytnie zastawione ubeckie sieci, i wciąż budzi tym kontrowersje. W końcu jego życie zatoczyło koło – w 1968 roku poparł studentów protestujących przeciwko zdjęciu z afisza „Dziadów” Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym w Warszawie. Nie zawahał się zaryzykować kierowniczego stanowiska w radiu, które rzeczywiście stracił. W końcu wyemigrował do Niemiec, gdzie znalazł pracę w Radiu Wolna Europa. Tam z pasją rozwijał wątek podjęty już w latach pięćdziesiątych – dramat Polaków na Wschodzie.

Naiwny, że aż strach

W korespondencji z Iwaszkiewiczem opisywał na gorąco szczególnie dotkliwe ciosy, które na niego spadały, i rosnące poczucie beznadziei. Stąd wysoka temperatura osobista jego listów. Jest to inne świadectwo stalinizmu niż te, które pozostawiła znaczna część twórców, opowiadających często po latach – zwykle w wywiadach – o doświadczeniach tego okresu, na przykład w znanym zbiorze rozmów „Hańba domowa” Jacka Trznadla.

Pierwszy list do Stawiska (domu Iwaszkiewiczów, w którym obecnie mieści się muzeum) Odojewski posłał w 1955 roku, w wieku dwudziestu pięciu lat. Pisał do starszego, uznanego pisarza, w myśl zasady: „raczkujący raczek literacki śle swój płodek na Olimp, czasem nawet bez pobożnych życzeń”. Dołączał opowiadania i prosił o ocenę twórczości. Poznali się wcześniej, prawdopodobnie na spotkaniu Iwaszkiewicza z wielkopolskimi adeptami pisarstwa (1954).

Pisarz zwrócił uwagę na wrażliwość młodzieńca. W dzienniku pod datą 4 marca 1955 roku pisał: „Bardzo wielkie zdolności. Oby ich nie zmarnował […], a przy tym to pisanie: u niego każda fraza leży, układa się, rodzi jakby sama z siebie w doskonałym kształcie. A za tą fasadą niepokoje jak u Dostojewskiego!”. O jego talencie pisał także w recenzji debiutanckiego tomu Odojewskiego „Opowieści leskie”. Dostrzegał go w „opisach przyrody, odtwarzaniu nastroju pól, […] zwłaszcza lasów i przenikaniu do wnętrz nie tylko prostych chat, ale i prostych, namiętnych i żywiołami uczuć miotanych serc chłopów polskich i ukraińskich”.

Wykazał się doskonałą intuicją również w ocenie postawy życiowej młodego Odojewskiego. W dzienniku porównał go do księcia Myszkina, tytułowego bohatera „Idioty” Dostojewskiego, czyli kogoś, kto chce być w życiu tak dobry jak Chrystus. Odojewski bowiem lubił wzdychać, a w jednym z listów napisał, że chciałby „na świat i czas spojrzeć oczyma dziecka, bez obciążeń teoryjek i różnych racji, które nic nie mają wspólnego z racjami prawdy”. Iwaszkiewicz obawiał się tej naiwności. Wiedział, że niekiedy prostota ducha może posłużyć celom przeciwnym do zamierzonych i siać zło. Z czasem jednak sam Odojewski przekonał się, że w komunizmie nie można patrzeć na świat „oczyma dziecka”.

Mętna woda stalinizmu

Odojewski odczuwał narastające osaczenie i kurczenie się przestrzeni do życia. Był przerażony, gdy zorientował się, że poznańscy działacze PZPR obsadzili go w roli symbolu reakcji i to – jak pisze – jako numer jeden na tej liście. Podczas jednego z plenów Komitetu Wojewódzkiego cytowali jego skonfiskowaną publicystykę oraz tytuły opowiadań, niemal tak jak Gomułka cytował samego Kołakowskiego. Z ironią pisał w tej sprawie do Iwaszkiewicza: „Naprawdę – zbyt wielki zaszczyt, jak dla mego ubożuchnego umysłu”.

Szczególną uwagę zwraca to, że właśnie po 1956 roku opisuje swoje odczucie wszechobecnego zakłamania. „Już nie można mówić po prostu […], większość ludzi strasznie 'zmądrzała'”. Ze zgrozą obserwował, że jeszcze wyższą cenę zyskał „stołek”, a chęć jego zachowania stawała się wytłumaczeniem dla każdego draństwa („Już nie, że białe jest czarne, bo to zbyt głupie, ale że szare”). Zdaje sobie sprawę, że na nowo „trzeba się nauczyć rozmawiać z ludźmi”.

Głęboko odczuwa kwestie moralne. „I doprawdy nie wiadomo co zrobić. Czy dla ocalenia tej możliwości [publikowania – przyp. B.I.Z.] posypać czoło popiołem, bić nim w ziemię i kajać się tak długo, aż przebaczą, czy dosłownie wypiąć się na wszystko i zachować twarz”. W 1955 roku stwierdza, że nie będzie „z tego źródła [komunizmu – przyp. B.I.Z.] pić, bo woda mętna”. Napisał to po wysłuchaniu wystąpienia Jerzego Putramenta, jednego z bardziej prokomunistycznych pisarzy, na IV Plenum Komitetu Centralnego PZPR.

Jednocześnie czuł, że dostosowanie się do ówczesnych reguł gry go przerasta. Nie umie „się upokarzać, podlizywać, ślinić od pochlebstw, zapraszać różnych ludzi na wódkę”. Ma trudności z akceptacją „protekcjonalnego poklepywania po ramieniu”. W końcu przyznaje jednak, że również „podskakuje i unika”. „Jestem więc jak ten list – na dnie pełen czarnych myśli, a za chwilę, na szczytach, pełen buńczucznej radości” – wyznaje w końcu Iwaszkiewiczowi. Dławi go wrażenie „własnego karlenia”. Stąd nieznośne staje się bycie „sam na sam ze sobą”. Rośnie osamotnienie, któremu towarzyszy strach, bo młody pisarz wie, że „maszyna 'naszych czasów’ zgrzyta, ale pracuje precyzyjnie”.

Jarosław Iwaszkiewicz i Włodzimierz Odojewski

Jarosław Iwaszkiewicz i Włodzimierz Odojewski (fot. Archiwum Fotograficzne Władysława Miernickiego/NAC, Rozgłośnia Polska „Radia Wolna Europa”/NAC)

Tak wykańcza się faceta

Nieustannie skarży się na cenzurę, która konfiskuje, mimo że pilnował się i sam usuwał – za radą wydawnictwa – niektóre opowiadania, aby uratować inne. Zmagania z nią podsumowuje: „to zapewne tak właśnie wykańcza się faceta”. Zmusza go to do ciągłego zastanawiania się, o czym pisać, aby nie stawać w otwartym ogniu walki z mechanizmami systemu. „Zapewne można pisać bez politykowania, ale to nudne, a poza tym o czym nie pisać – zawsze dojdzie się do tła – polityka. Tak jest zawsze u mnie. A pisać aluzjami, metaforycznie – tego trzeba się dopiero nauczyć”.

Machina cenzury rozgniata jego twórczość również po październiku 1956, bo władza szybko uznała, że należy skończyć z rozrachunkami po stalinizmie i z tak zwanymi rewizjonistami. Na początku 1957 roku Odojewski podpisał z Wydawnictwem Poznańskim umowę na trzy książki, ale ukazała się tylko jedna. Władysław Markiewicz, autor recenzji wydawniczej tomu publicystyki „Bez dogmatów”, piętnował drastyczne – jego zdaniem – akcenty antyradzieckie. W rzeczywistości Odojewski rejestrował absurdy ówczesnego życia i nie potrafił ukryć alergii na urzędowy dogmatyzm. Wiosną 1957 roku z „Tygodnika Zachodniego” zniknęły jego felietony rozrachunkowe (wkrótce zostaje zwolniony z redakcji), a kilka miesięcy później cenzura zatrzymała także tom opowiadań „Codzienna ściana płaczu”. Odrzucone zostały również utwory przeznaczone do druku w „Nowej Kulturze” oraz w „Świecie”.

Warto dodać, że Odojewski znalazł się na celowniku władz także dlatego, że bardzo wcześnie zaczął podejmować tematykę ludobójstwa wołyńskiego. Tymczasem ówczesna ekipa rządząca zamierzała spuścić na ten temat zasłonę milczenia. „Wyspę ocalenia”, powieść o rzezi Polaków na Wschodzie, Odojewski napisał w 1950 roku, lecz ukazała się dopiero w 1964, i to w wersji okrojonej przez cenzurę.

Instynkt pisarza

Gdy zwolniono go z pracy w tygodniku, bardziej martwił się wizją zakazu druku niż utraty dochodu. „Nie chciałbym być pozbawiony możliwości druku. Nie publicystyki oczywiście, prozy”. Gotowy jest zrezygnować z poruszania tematów współczesnych, choć są mu bliskie, ale za to obarczone ryzykiem zderzenia z ograniczeniami systemu.

Jednocześnie miał głębokie przekonanie, że jako początkujący pisarz nie może pozwolić o sobie zapomnieć. Wysyłał opowiadania do różnych redakcji i wydawnictw. Jak wielu innych nękanych twórców, myślał o drukowaniu za granicą. Wprawdzie Iwaszkiewicz był pisarzem akceptującym system, ale mimo wszystko Odojewski nie wahał się podzielić z nim pomysłem drukowania u Giedroycia. Miał jasność, czym to grozi, ale uważał, że nie stać go, aby „milczeć kilka lat, aż się coś może odmieni. […] Nie mam przecież za sobą 20 czy 30 lat stażu literackiego”. Iwaszkiewicz jednak doradzał mu, by traktował pomysł wydawania w paryskim Instytucie Literackim jako „ostateczność, której nie należy się raczej chwytać”.

Odojewski prosił Iwaszkiewicza, żeby nie odpowiadał na listy, jeśli uzna, że młodym kolegą po piórze kieruje bezpodstawna histeria. Niemniej jednak starszy pisarz reagował. Czuł, że Odojewski przeżywa okres ogromnego rozgoryczenia. Pocieszał go informacją o druku jego opowiadania w „Twórczości”. Zachęcał do zmiany literackiego otoczenia – przeprowadzki z Poznania do Warszawy. Skłaniał do pisania, również listów, w tym do siebie, bo – jak to wyraził – mało osób pamięta o „starym stalinowcu”.

Pomysły, które „więdną”

Listy obu pisarzy są ciekawe jeszcze z innego powodu. Otóż obrazują ich wspólnotę doświadczeń w przeżywaniu trudów tworzenia. Debiutując, Odojewski żywił nadzieję, że po pierwszej książce będzie mu łatwiej pisać. Stało się inaczej: „Widzę, że im dalej, tym bardziej ciężko, aż boli”. Zwierza się: „Doświadczyłem ostatnio przygnębiającego poczucia bezsilności, odarcia z wszystkiego, co jeszcze niedawno wydawało mi się absolutnym pewnikiem. […] Przyjmowałem za swoje cudze myśli, cudze stwierdzenia i poglądy i było mi z tym dobrze”.

Skarży się, że marnuje papier, a efektów nie widać. Dostrzega także braki we własnym warsztacie. Pomysły „więdną” mu na poziomie koncepcji i później nic nie jest już w stanie napisać. Zdradza olbrzymi samokrytycyzm. Swoje pierwsze książki (powieści historyczne dla młodzieży) nazywa „książczynami”.

Iwaszkiewicz z życzliwością czytał przysyłane do niego manuskrypty. Doceniał opisy i epizody, przedstawianie szczegółów, krytykował za to dialogi. „Dialogi słabawe, przysłuchaj się, jak sam mówisz, żeby zdanie mówione miało twoją intonację”. Zastrzeżenia miał do struktury opowiadań. Dostrzegał w nich wewnętrzne pęknięcia, zbyt wiele elementów, które niepotrzebnie udziwniają świat. Dowodził, że w konsekwencji czytelnik będzie miał wrażenie, jakoby opowiadanie było zszyte z wielu różnych kawałków materiału. Zastrzegał jednak: „Nie gniewaj się na mnie, ja jestem już stary”. W kolejnym liście wycofuje się, uznaje swoje uwagi za „głupią pisaninę”. Tłumaczy się z belferskiego tonu i wyznaje wprost: „Nie, Kochanie, nie miałem racji. Ty masz rację”. Wchodzi w niezwykle osobiste tony: „tak samo widziałem świat jak Ty i myślałem o tym, że można znaleźć ocalenie w sztuce”.

Warto zauważyć, że Iwaszkiewicz w różnych okresach niejednokrotnie pomagał młodym literatom, również w zmaganiach z cenzurą, staraniach o paszport i wyjazdach za granicę. Wstawiał się między innymi za Kazimierzem Orłosiem czy pomagał Zdzisławowi Najderowi.

Z bezpieką w tle

Młody Odojewski z drugiej połowy lat pięćdziesiątych to pisarz niepokorny i zbuntowany wobec systemu. Z czasem jednak uczy się realiów PRL. Wprawdzie towarzysz Wincenty Kraśko, I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR, „przepędził go” z Poznania, ale po przeprowadzce do Warszawy było mu już tylko lepiej. W 1961 roku objął kierownictwo Studia Współczesnego Teatru Polskiego Radia. Stopniowo umacniał swą pozycję w środowisku literackim, choć cenzura stale rzucała mu kłody pod nogi. W tym czasie korespondencja z Iwaszkiewiczem niemal ustaje. W pojedynczych listach Odojewski najczęściej prosi o recenzję jakiegoś utworu lub o to, by doświadczony kolega udzielił mu wsparcia jako prezes Związku Literatów Polskich (ZLP).

Pod koniec 1963 roku Odojewski oceniał swoje życie jako dość ustabilizowane, aż do momentu kolejnej turbulencji, kiedy znów stał się obiektem dużego zainteresowania funkcjonariuszy PRL. Otóż bezpieka przechwyciła jego list do zachodniej agentki literackiej w sprawie honorarium. Pod koniec lutego 1964 roku musiał stawić się w Pałacu Mostowskich. Tam trafił w ręce oficera Krzysztofa Majchrowskiego, uchodzącego za oczytanego esbeka, dobrze znanego środowisku literackiemu, którego rozpracowywaniem się zajmował.

Sprawa honorariów wyglądała na poważną, ponieważ Odojewski miał je przyjmować bez pośrednictwa krajowej instytucji. Bezpieka jednak wielkodusznie mu „wybaczała”. Ceną jednak były kontakty, rozmowy albo – zdaniem krytyków Odojewskiego – współpraca ze Służbą Bezpieczeństwa. Sam pisarz określał te spotkania jako „przepytywanki” (chodził na nie co dwa–trzy miesiące przez trzy i pół roku), które dotyczyły głównie zagranicznych kontaktów z wydawnictwami i tłumaczami oraz sytuacji w środowisku kultury na emigracji.

Kontakty nasiliły się, gdy pod koniec 1967 roku Odojewski wszedł do zarządu warszawskiego oddziału ZLP. SB zaczęła wtedy pytać o kolegów pisarzy. Trwało to jednak krótko, bo już w marcu 1968 roku autor „Wyspy ocalenia” poparł studentów i „Dziady” Dejmka. W 1969 roku, gdy starał się o paszport, ponownie próbowano go skłonić do rozmów. Wtedy zdecydowanie odmówił. Bezpieka inwigilowała go nadal, aż do wyjazdu Odojewskiego z kraju.

Opisany powyżej okres w życiu młodego pisarza wywołuje spory. Twarde fakty są takie, że nie ma pisemnego zobowiązania Odojewskiego do współpracy i przyjęcia pseudonimu. Nie istnieje jego teczka personalna, jak sugeruje Joanna Siedlecka, autorka jednego z krytycznych opracowań, a jedynie zbiór wybranych dokumentów sporządzonych przez funkcjonariuszy SB. Sam prozaik podpisał dwa: o zachowaniu poufności pierwszej rozmowy i pokwitowanie odbioru pieniędzy na wyjazd do Lublina na regionalny zjazd ZLP we wrześniu 1964 roku. To najmniej chlubny dokument, natomiast pisarz nie składał relacji z tego wydarzenia – byli tam informatorzy służb.
(…)

Okładka książki "Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie"Beata Izdebska-Zybała „Iwaszkiewicz. Przyjaciele i wrogowie”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 328

Opis: Jarosław Iwaszkiewicz często powtarzał, że „twórca musi mieć dużo i różnych przeżyć”, a tego dostarczali mu otaczający go ludzie. Młodzi poeci, jak choćby Zbigniew Herbert, wprowadzali go w nową poetykę wiersza. Z młodymi prozaikami – Włodzimierzem Odojewskim czy Julianem Stryjkowskim – dzielił trud doskonalenia warsztatu pisarza. Przyjaźń z Andrzejem Wajdą otworzyła go na nowe formy wyrażania sztuki. Nie mniej cenił przyjaźnie z kobietami – do grona jego bliskich należały argentyńska arystokratka Carmen Quintana, francuska pianistka Hélène Kahn-Casella, tłumaczka i dziennikarka Rena Jeleńska, pisarka Irena Krzywicka czy ikona polskiego wzornictwa Wanda Telakowska.

Wierności wielu przyjaźniom dochował także w pożodze II wojny światowej. Narażając bezpieczeństwo własne i najbliższych, pomagał przyjaciołom żydowskiego pochodzenia, za co pośmiertnie otrzymał medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Po powstaniu warszawskim, gdy tysiące ludzi straciło dach nad głową, do domu w Stawisku przyjął przeszło osiemdziesiąt osób. Z tego okresu wyszedł jako człowiek o niewzruszonych zasadach moralnych. Dzięki temu na kompromisy, które zawierał z komunistyczną władzą, spoglądano łagodniejszym okiem.

Beata Izdebska-Zybała stworzyła złożony obraz wielkiego twórcy, którego ani nie rozgrzesza, ani nie potępia, lecz pokazuje człowieka uwikłanego w skomplikowane relacje.

Tematy: , , , , , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek