W styczniu ukaże się nowa powieść laureata Bookera Alana Hollinghursta. Przeczytaj przed premierą fragment „Naszych wieczorów”

21 stycznia 2026 roku Wydawnictwo Filtry opublikuje nową książkę Alana Hollinghursta, laureata Nagrody Bookera za „Linię piękna”. „Nasze wieczory” to przenikliwa opowieść o współczesnej Anglii, ukazanej przez pryzmat doświadczeń jednego człowieka. Dave, syn brytyjskiej krawcowej i Birmańczyka, dzięki znanemu biznesmenowi otrzymuje stypendium i szansę na wejście do angielskiej elity. Przez kolejne dekady śledzimy jego losy, które ostatecznie w nieprzewidziany sposób zderzą się z losami syna biznesmena. Poniżej możecie przeczytać przed premierą pierwsze strony książki przetłumaczonej przez Katarzynę Makaruk.
Tego ranka żadnych prób, zostaliśmy więc w łóżku – zrobiłem herbatę i siedzieliśmy, szukając w internecie artykułów na temat Marka. Nie jestem pewien, dlaczego chcieliśmy je przeczytać: może jeśli się osobiście zna kogoś sławnego, człowiek staje się częścią historii i bez względu na to, kto ją opowiada, chce, żeby dostrzeżono w niej sens i przedstawiono ją właściwie. Materiał pod koniec wieczornych wiadomości był rzetelny, ale powierzchowny, czterdziestopięciosekundowa relacja młodziaka, który nie miał wiedzy z pierwszej ręki. To deprymujące dowiedzieć się w ten sposób o śmierci przyjaciela. Wyłączyłem dźwięk, Richard mnie objął i siedzieliśmy bez słowa, gdy pokazywali krykieta, a potem pogodę.
Richard spotkał Marka tylko raz, na kolacji w Tate z okazji jego dziewięćdziesiątych urodzin – tamtego dnia w sali, którą na tę okoliczność obwieszono darami jubilata, zasiadało dwieście osób. Wygłaszając przemówienie, Mark sprawiał wrażenie słabowitego, wszyscy go jednak wspierali, a on, skromny i hojny, wzniósł toast za dzień starszą Carę. Gdy potem chwilę z nimi rozmawialiśmy, nie potrafiłem stwierdzić, czy nieobecność Gilesa zraniła ich, czy też w skrytości ducha czuli ulgę.
Z punktu widzenia mediów historia Marka Hadlowa zawsze była irytująco uboga w skandale – prawy biznesmen, wielki filantrop, od siedemdziesięciu lat jedna żona; żaden pustelnik, człowiek niezwykle gościnny, niegustujący jednak w blasku reflektorów: podobno odrzucił zarówno tytuł szlachecki, jak i godność para, a żadna z galerii czy auli, które ufundował, nie nosiła jego imienia. Wścibska plotka mogła się do niego dobrać wyłącznie za pośrednictwem dzieci. O Lydii wiadomo było tylko, że raz pojawiła się topless w filmie Warhola i zginęła w wypadku samochodowym we Francji pięć lat temu. Za to Giles, oczywiście, jest wszędzie, przy tym tak zaciekle występuje przeciwko wszystkiemu, za czym opowiadał się Mark, że niszczycielska kariera syna przesłoniła życie i dzieło ojca. Odszedł Mark Hadlow, ojciec architekta brexitu, napisał „Times”, „Mail” zaś w ogóle pominął imię: Ojciec Gilesa Hadlowa zmarł w wieku 94 lat. Zdjęcie, na którym stoją razem, spięci, pochodzi z lat osiemdziesiątych. Szaleństwem byłoby twierdzić, że to Giles wpędził ojca do grobu, ale zastanawiałem się, co teraz czuje – nadal bunt czy podszyty winą smutek?
– Zadzwonisz do Cary? – spytał Richard.
– Powinienem – odrzekłem, ale to pytanie sprawiło, że zacząłem się zastanawiać: choć łączyła nas niezłomna przyjaźń, czułem się zbyt onieśmielony, żeby dzwonić. – Albo może później do niej napiszę.
Zaraz jednak uznałem, że list wszystkiego nie pomieści. Spojrzałem w lustro, które odbijało łóżko, ukazując nas jakby w obszerniejszym i piękniejszym pomieszczeniu.
– Mieć pieniądze i przeznaczać je tylko na to, co dobre, to rzadkość, prawda?
– Rzecz właściwie niespotykana – stwierdził Richard.
Pomyślałem, ile Mark dla mnie zrobił, jeszcze zanim poznaliśmy się w Woolpeck w czasach mojej wczesnej młodości. Zobaczyłem siebie w tamten słoneczny weekend – lęk pod maską opanowania, inteligencja skryta za nerwowym napięciem przed ludźmi, którzy mieli nadzieję ją dostrzec.
– Prawda jest taka, że zmienił moje życie. – Potrafię płakać na zawołanie przed kamerą i na scenie, nawet co wieczór, teraz jednak zadziwiłem sam siebie. – Nie umiem sobie wyobrazić, gdzie bym bez niego był.
– Och, kochanie. – Richard pogładził mnie pocieszająco po ramieniu. – Czasem myślę, że był jak ojciec, którego nie miałeś.
– Nigdy nie byliśmy aż tak blisko – odparłem, ten pomysł wzbudził we mnie nieufność. – Zwykły przypadek. Gdybym nie zdobył stypendium Hadlowów, nigdy bym nie poszedł do tamtej szkoły.
– I nie poznałbyś Gilesa.
Przypomniało mi się, co powiedziała mama tuż przed śmiercią, na początku kampanii:
– Pomyśleć, że wszyscy możemy znaleźć się na łasce tego twojego okropnego kolegi.
– Mamo, oni nie wygrają – odparłem wtedy.
– Mnie to nie dotknie, bo mnie nie będzie – powiedziała. – Ale ty… i Richard.
Popatrzyłem znów w lustro na dwóch starszych panów w łóżku. Mama odeszła i Mark odszedł, zostaliśmy tylko my – z Gilesem we wszystkich gazetach, depczącym naszą przyszłość i nasze nadzieje.
Wieczorem natknąłem się w internecie na zdjęcie Marka, musiało pochodzić z czasów, kiedy go poznałem; co za słodko zapierające dech w piersi uczucie, jakbym zobaczył własne zdjęcie z młodości, fotografię, o której istnieniu nie miałem pojęcia – zapomniałem, że kiedyś znałem go właśnie takiego. Usta nadają twarzy wyraz stanowczości, wręcz zniecierpliwienia, dla którego przeciwwagę stanowią wielkie rozbawione brązowe oczy. Uważne skupienie idzie w parze z potrzebą, by zaraz przejść do czegoś innego. Bliskie miłości przywiązanie, które żywiłem do niego jako dziecko, przetrwało i powraca do mnie w postaci niesłabnącej sympatii z lat późniejszych, gdy nawyk przyjaźni stał się jego istotną częścią.
Kiedy ma się pięćdziesiąt, sześćdziesiąt parę lat, figury ojca stopniowo się wykruszają, znikają ci, którzy uprawomocniali życie, umożliwiali je, byli jego świadkami, i nikt nie jest w stanie ich zastąpić. Roland, Raymond, Mark – wszyscy odeszli, a ja nie mam szansy stać się kimś takim. Moi dwaj chrześniacy dorośli, pożenili się, sami zostali ojcami i prawie się nie widujemy; naszym rzadkim spotkaniom towarzyszy niezwykła serdeczność, ściskamy się zawzięcie i uśmiechamy ponad przepaścią dzielącą życie biznesmenów i starego dziwaka, w dodatku geja. Okazują mi wielki szacunek, a o moich niejasnych osiągnięciach mówią w tonie zachęty, jakbym to ja był ich chrześniakiem. Poza tym zdarza mi się uczyć, a gdy biorę udział w spektaklu, częstuję młodych aktorów teatralnymi plotkami i niekiedy za sceną po kryjomu ćwiczę z nimi role. Moja serdeczność ma odcień raczej koleżeński niż ojcowski – czy miłosny: odnotowałem moment, gdy kilka lat temu mój flirt przestał uwodzić, a zaczął niepokoić.
(…)
Alan Hollinghurst „Nasze wieczory”
Tłumaczenie: Katarzyna Makaruk
Wydawnictwo: Filtry
Liczba stron: 444
Opis: Wielki powrót Alana Hollinghursta, zwanego współczesnym Henrym Jamesem. Pisarz kreśli tu fantastyczny portret Anglii ostatnich kilku dekad, a jednocześnie opisuje kwestie tak uniwersalne jak nieubłagany upływ lat, poszukiwanie sensu, ograniczenia klasowe czy wreszcie miłość z całą ambiwalencją uczuć, jaka się na nią składa.
Głównego bohatera, Dave’a Wina, poznajemy, gdy ma trzynaście lat i bawi z wizytą u Marka Holdena – fundatora stypendium, dzięki któremu pochodzący z klasy robotniczej Dave, półkrwi Birmańczyk, może uczyć się w prestiżowej prywatnej szkole. W internacie niepewny siebie, lecz nadrabiający miną Dave zetknie się z zazdrością i przemocą syna swojego dobroczyńcy, Gilesa – skoncentrowanego na sobie rasisty, który w przyszłości zostanie politykiem zaangażowanym w brexit. Dave natomiast, zmagając się z homofobią i dyskryminacją, odda się karierze aktorskiej i rozwinie awangardową scenę teatralną Londynu.
Dwie rozbieżne wrażliwości i odmienne kariery bohaterów są dla siebie w tej rozpisanej na kilkadziesiąt lat historii kontrapunktem, który nasuwa pytania o szczęście, dobrze przeżyte życie i miarę sukcesu. Hollinghurst w „Naszych wieczorach” dotyka całej złożoności ludzkich relacji – opisuje więdnące przyjaźnie, radosne erotyczne uniesienia, ale też miłość, która odmienia życie. W tej wspaniałej powieści zdobywca Bookera kolejny raz dowodzi, że jest mistrzem prozy psychologicznej.
fot. © Robert Taylor
TweetKategoria: fragmenty książek















