W czym pomyliła się Virginia Woolf? Przeczytaj fragment książki „Siostry Szekspira” Ramie Targoff

We „Własnym pokoju” Virginia Woolf wyobrażała sobie, co by się stało, gdyby Szekspir miał siostrę równie utalentowaną pisarsko jak on. Doszła do wniosku, że ta genialna kobieta byłaby skazana na zagładę. Nie miała jednak wiedzy, jaką dziś mamy, że żyła niewielka grupka renesansowych kobiet, które pisały, a nawet publikowały. Ich losy opisuje profesorka anglistyki Ramie Targoff w książce „Siostry Szekspira”. Książka ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Bo.wiem, a poniżej przeczytacie wstęp.
W manifeście feministycznym z 1929 roku, zatytułowanym „Własny pokój”, Virginia Woolf zgłębiała powody, dla których przez wieki kobiety napisały tak niewiele w porównaniu z mężczyznami. Zawarła tam słynne stwierdzenie, że „kobieta musi mieć pieniądze i własny pokój, jeśli ma uprawiać twórczość literacką”*. Podczas wykładów wygłoszonych pierwotnie w 1928 roku w college’ach Newnham i Girton (dwa żeńskie kolegia działające wówczas w ramach Uniwersytetu w Cambridge) Woolf przedstawiła własną sytuację życiową – a napisała już wtedy „Panią Dalloway” i „Do latarni morskiej” – jako bezpośredni skutek odziedziczenia pięciuset funtów rocznie po ciotce, która zmarła w wyniku upadku z konia w Bombaju. Woolf otrzymała wiadomość o darze od ciotki mniej więcej w tym samym czasie, kiedy kobiety w Wielkiej Brytanii uzyskały prawo głosu, czyli na początku 1918 roku. „Przyznam, że z tych dwu rzeczy – prawa głosu i pieniędzy – pieniądze wydały mi się nieporównanie bardziej istotne”, oświadczyła.
Najsłynniejszym motywem „Własnego pokoju” Woolf nie jest jednak oburzenie praktyką wymazywania kobiet z książek historycznych czy też podrzędnym traktowaniem, z jakim spotykały się w niemal wszystkich obszarach swojego życia. Tym, co większość czytelników zapamiętuje z polemicznego eseju Woolf, jest opowieść o wyimaginowanej siostrze Szekspira Judith. Gdyby istniała niejaka Judith Szekspir, równie utalentowana co jej brat, ostrzega Woolf, spotkałby ją dramatyczny los. „Każda kobieta”, zapewnia, „która w XVI wieku przyszłaby na świat obdarzona wielkim talentem, z pewnością oszalałaby, zastrzeliłaby się lub dokonała swych dni w jakiejś samotnej chatce z dala od wioski, jako poł wiedźma, poł czarownica, otoczona lękiem i szyderstwem”. Pomimo bowiem geniuszu dziewczynie takiej jak Judith Szekspir „stawiano by takie przeszkody, tak by ją dręczyli inni ludzie, tak boleśnie rozdarta by była przez własne sprzeczne pragnienia, że niechybnie postradałaby i zdrowie, i rozum”. Na koniec Woolf stwierdza, że gdyby jakakolwiek kobieta przetrwała takie okoliczności, „cokolwiek zdołałaby napisać, byłoby kalekie i zniekształcone, zrodziłoby się bowiem w znękanej i pełnej napięcia wyobraźni”.
Woolf miała dobre powody, by popaść w taki pesymizm. Bycie kobietą w szekspirowskiej Anglii wiązało się z prowadzeniem drastycznie ograniczonego życia. Dziewczętom rzadko pozwalano uczęszczać do tak zwanych szkół gramatycznych, a do nauki na uniwersytecie nie dopuszczano ich nigdy. Przed ślubem miały usługiwać i być posłuszne swoim ojcom. Po ślubie kobiecy obowiązek posłuszeństwa dotyczył mężów, którzy brali w posiadanie osobisty majątek żon i stawali się ich stróżami prawnymi w myśl doktryny zwanej coverture, co w dosłownym sensie oznaczało „okrywanie” kobiet fikcją prawną, zgodnie z którą mąż i żona stanowią jedną osobę. (Taki porządek rzeczy utrzymywał się do czasu uchwalenia ustawy o prawach majątkowych kobiet zamężnych, Married Women’s Property Act, w 1870 roku). Kobiety w renesansie nie mogły zajmować stanowisk politycznych ani głosować. Nie mogły być prawniczkami ani lekarkami. Nie mogły występować na scenach teatralnych. W miejscach publicznych miały zachowywać milczenie, a za zachowania zakłócające porządek mogły zostać napiętnowane jako „sekutnice” (scolds) i zmuszone do chodzenia po ulicach w ciężkich żelaznych maskach zwanych „uzdami sekutnicy”. Jednak pomimo tych ograniczeń i trudności niektóre kobiety uczyły się alfabetu, zachłannie czytały, a następnie same chwytały za pióro. Nie były do tego zachęcane i rzadko zdobywały choć odrobinę uznania, ale niektórym mimo wszystko udawało się pisać.
Kiedy Woolf tworzyła „Własny pokój”, nie wiedziała prawie nic na temat ważnych dzieł literackich małej grupy kobiet, utworów napisanych – a w wielu przypadkach również opublikowanych – mniej więcej w czasach Szekspira. Te wspaniałe wiersze i sztuki, tłumaczenia i teksty historyczne zostały zagubione lub zapomniane na całe wieki. Sama Woolf niewiele wcześniej zetknęła się wprawdzie z twórczością jednej z tych kobiet, lecz stanowczo dorobek ten uznała za trywialny. W 1923 roku Vita Sackville‑West, kochanka Woolf, wydała wczesne pamiętniki lady Anne Clifford, która mieszkała ze swoim pierwszym mężem Richardem Sackville’em, earlem Dorset, w domu rodzinnym Sackville‑Westow w Knole. Sackville‑West dostrzegła w Anne pokrewną duszę, podobną sobie czytelniczkę i pisarkę, której nie satysfakcjonowała rola narzucona jej przez społeczeństwo angielskie i która podjęła heroiczny wysiłek walki z tym porządkiem.
W 1605 roku piętnastoletnia Anne Clifford, dziewczyna o arystokratycznym pochodzeniu wychowywana pośród wszelkich możliwych przywilejów związanych z urodzeniem i majątkiem, została wydziedziczona, a tym samym pozbawiona prawa do jednej z największych własności ziemskich w Anglii. Jej ojciec George Clifford, earl Cumberland, obrotny dworzanin występujący jako czempion królowej Elżbiety na dorocznym turnieju z okazji jubileuszu wstąpienia na tron (Accession Day), roztrwonił większość majątku na gry hazardowe i wyprawy korsarskie (zasłynął z tego, że został pojmany w San Juan w Portoryko). Z chwilą śmierci George przekazał zarówno własne długi, jak i rozległe posiadłości, obejmujące około trzydziestu sześciu tysięcy hektarów, nie Anne – swojemu jedynemu żyjącemu dziecku – lecz bratu, sir Francisowi Cliffordowi.
W odpowiedzi Anne rozpoczęła jedną z największych batalii o spadek w historii Anglii, niemal czterdziestoletnią walkę sądową, która wprowadziła Clifford w bezpośredni konflikt z większością wpływowych mężczyzn w królestwie. Począwszy od dramatycznej konfrontacji w prywatnych komnatach Jakuba I w Pałacu Whitehall, gdzie wobec nacisków, by przyjęła znaczną sumę pieniędzy w ramach ugody, zuchwale oświadczyła królowi, że nigdy „pod żadnym warunkiem” nie zrezygnuje ze swoich ziem, aż po wtargnięcie konno na tereny należące do wuja, by przekonywać dzierżawców do niepłacenia czynszu; od cierpień doznawanych ze strony rozrzutnego męża, który wielokrotnie opuszczał żonę na długie okresy z nadzieją, że Anne się złamie i wycofa z procesu, aż po ostracyzm społeczny ze strony innych dam dworu – wszystkie te trudne doświadczenia, a także wiele innych, Anne przetrwała dzięki spisywaniu pamiętnika. Gdy wreszcie po śmierci wuja i jego jedynego syna wywalczyła prawo do dóbr ojca, rozszerzyła swoje przedsięwzięcie pamiętnikarskie o spisanie zarówno pełnych wspomnień z własnego życia, jak i bogatej historii rodu Cliffordów, od podbojów normańskich po czasy jej współczesne.
Anne bez wątpienia uradowałaby się na wieść, że taka kobieta jak Vita Sackville‑West przywróciła światu jej twórczość. Znacznie mniej spodobałaby jej się opinia Virginii Woolf. W eseju z 1931 roku, zatytułowanym „Donne After Three Centuries” („Donne trzy wieki później”)**, Woolf pokazała, jak niewiele wiedziała o pisarkach doby renesansu. Jak twierdziła:
Jeśli same pisały, a mówi się, że zarówno lady Pembroke, jak i lady Bedford były godnymi uwagi poetkami, nie ośmielały się opatrywać swojej twórczości własnym nazwiskiem, w związku z czym została ona utracona. Ostał się jednak tu i owdzie jakiś pamiętnik, który pozwala nam spojrzeć na taką damę z bliższej, mniej romantycznej perspektywy***.
„Jakiś pamiętnik”, który „ostał się tu i ówdzie”, doprowadził Woolf do Anne – opisała Clifford jako osobę „praktyczną i słabo wykształconą”, która z wielkim wysiłkiem odzyskała swoje zamki, ale „nigdy nie podjęła próby stworzenia salonu czy ufundowania biblioteki”. Jako „wielka dziedziczka” Anne była „skażona całą ówczesną namiętnością do ziem i domów, zajęta wszystkimi troskami związanymi z majątkiem i posiadłościami”. Może i „czytanie dobrych angielskich książek było dla niej równie naturalne, jak jedzenie dobrej wołowiny i baraniny”, ale w ocenie Woolf pisarstwo Anne nie zasługiwało na naszą uwagę.
Sackville‑West patrzyła na to inaczej. Podziwiała Anne za „przenikliwy, żywy umysł, w którym na przeciwległym krańcu wielkiej surowości znajdowała się, tak bardzo ludzka, uczuciowość”. Współczuła Anne w jej dziecięcych zmaganiach – „ograniczana z jednej strony srogością i cnotą obserwowaną u wszechobecnej matki, z drugiej rozbudzana opowieściami o żądnym przygód, niemal owianym legendą ojcu” – i odmalowała ją jako „solidną, skrupulatną dziewczynkę prowadzącą swoje zapiski z precyzją, która towarzyszyła jej do końca życia”. Wychwalała kobietę w podeszłym wieku (Anne dożyła osiemdziesięciu sześciu lat), która spisywała pamiętnik „z niesłabnącą pieczołowitością aż do dnia poprzedzającego jej śmierć” i zapełniała kolejne strony fascynującą kombinacją „plotek”, „silnego przywiązania do rodziny”, „tekstów i maksym”, a nade wszystko „zbiegów okoliczności” skłaniających ją do „skręcania radośnie we wszelkie poboczne ścieżki, by rzucić […] na nie światło”.
To, że Woolf nie potrafiła dostrzec w pamiętnikach Anne nic ekscytującego, świadczy o jej osobistych gustach i uprzedzeniach – znajdujących się w tym momencie poza obszarem naszych zainteresowań – a także pozwala nam spojrzeć z innej perspektywy na powody, dla których jej zdaniem Judith Szekspir nie mogłaby oddawać się twórczości literackiej. Okazuje się bowiem, że Woolf, roztaczając defetystyczną wizję kobiet piszących w Anglii doby renesansu, straszliwie się pomyliła. Choć stwierdziła, że słyszała o „lady Pembroke” (której okazałaby większy szacunek, gdyby użyła jej własnego nazwiska, czyli Mary Sidney), wygląda na to, że nigdy nie przeczytała ani słowa z jej zachwycających, wierszowanych tłumaczeń psalmów czy też pięknych liryków na cześć królowej Elżbiety. Prawie na pewno nie słyszała o Aemilii Lanyer, która jako pierwsza Angielka opublikowała w XVII wieku tom oryginalnej poezji, a której olśniewający poemat „Salve Deus Rex Judaeorum” stanowi feministyczne spojrzenie zarówno na upadek Ewy, jak i ukrzyżowanie Chrystusa. Woolf nie wiedziała też nic o Elizabeth Cary, której wspaniała tragedia o starożytnej żydowskiej księżniczce Mariam, zamordowanej przez własnego, tyranicznego męża Heroda, była pierwszą oryginalną sztuką opublikowaną w Anglii przez kobietę. „The Tragedy of Mariam” („Tragedia Mariam”) podejmuje wiele tematów poruszonych zaledwie kilka lat wcześniej w „Otellu” Szekspira i odważnie głosi prawo kobiety do podążania za własnym sumieniem oraz wyrażania własnego zdania niezależnie od kosztów.
Mary Sidney, Aemilia Lanyer, Elizabeth Cary i Anne Clifford należały do niewielkiej – co nie oznacza, że nieistotnej – grupy kobiet współczesnych Szekspirowi, które dokonały tego, co Woolf uznała za niemożliwe: napisały dzieła poetyckie, historyczne, religijne i dramatyczne, choć nikt ich do tego nie zachęcał. Nie były zawodowymi pisarkami, a więc nie czerpały dochodu ze swojej pracy, i niezależnie od stopnia zamożności – trzy z tych czterech kobiet miały wielki majątek – wcale nie dysponowały swobodą poświęcania na pisanie tyle czasu, ile by chciały. Wszystkie miały mężów i dzieci, którymi musiały się opiekować, oraz gospodarstwa domowe, którymi musiały zarządzać; czasem przeżywały okresy wielkiej produktywności, innym razem popadały w stagnację; pisały wtedy, gdy pozwalały im na to okoliczności. A jednak niezależnie od ograniczeń, z którymi te kobiety musiały się mierzyć, ich twórczość w znacznym stopniu stanowiła o tym, kim były i jak chciały zostać zapamiętane. Wbrew wszelkim przeciwnościom znalazły własne pokoje, choć przez kolejne stulecia miały leżeć w nich pogrzebane wraz z tym, co napisały, póki drzwi nie zostały ostatecznie wyważone.
„Siostry Szekspira” otwierają historię renesansu na cztery niezwykłe kobiety, dla których pisanie stanowiło siłę życiową. Poznając je i czytając ich książki po wielu wiekach zapomnienia, odzyskujemy nie tylko nazwiska twórczyń. Nagle docierają do nas nowe głosy. Słyszymy opowieści nastoletnich dziewczyn wydawanych za mężczyzn, których same nigdy by sobie nie wybrały; żon zmuszonych tolerować mężów, którzy trwonili ich majątki i brali sobie kochanki; matek, których dzieci umierały przed pierwszymi urodzinami albo były zabierane przez ojców w ramach kary za małżeńskie nieposłuszeństwo. Słyszymy głosy wdów wnoszących własne pozwy do Sądu Kanclerskiego, zakładających instytucje charytatywne i szkoły, podróżujących dla przyjemności po Europie, budujących własne domy i wznoszących pomniki. Możemy spojrzeć oczami kobiet na zgładzenie Marii, królowej Szkotów, i na Wielką Armadę; na wojny protestanckie w Niderlandach i na procesy czarownic w Anglii i Szkocji; na ciągłe prześladowania katolików i na wybuch angielskiej wojny domowej. Nagle zdajemy sobie sprawę, że niezależnie od tego, ile wiedzieliśmy o renesansie, była to tylko połowa historii. Zaczynamy rozumieć, jak wiele nam umykało.
(…)
_
Przypisy:
* Virginia Woolf „Własny pokój”, tłum. Agnieszka Graff, wyd. Osnova, Warszawa 2023. Kolejne cytaty z tego dzieła również przytaczam za tym tłumaczeniem [przyp. tłum.].
** Tytuły dzieł, które nie ukazały się w języku polskim, podaję w wersji oryginalnej, a w nawiasie dodaję ich dosłowne tłumaczenie [przyp. tłum.].
*** Cytaty z dzieł, które nie doczekały się polskiego tłumaczenia, podaję we własnym przekładzie [przyp. tłum.].
Ramie Targoff „Siostry Szekspira. Jak kobiety tworzyły renesans”
Tłumaczenie: Aleksandra Weksej
Wydawnictwo: Bo.wiem
Liczba stron: 368
Opis: Pisarki, które przekroczyły wyznaczone im granice. W renesansowej Anglii zaledwie co dziesiąta kobieta potrafiła czytać. Zamiast uniwersyteckich katedr czy kariery czekały je aranżowane małżeństwa, życie w cieniu mężczyzn oraz poświęcenie dla rodziny. Mimo to cztery niezwykłe kobiety podjęły walkę o własny głos.
Ramie Targoff z filmowym rozmachem rekonstruuje losy Aemilii Lanyer, Mary Sidney, Elizabeth Cary i Anne Clifford, o których milczą podręczniki. Śledzimy historię pierwszej poetki publikującej pod własnym nazwiskiem; tłumaczki, która zrewolucjonizowała przekłady psalmów; autorki pierwszego oryginalnego dramatu wydanego w Anglii przez kobietę; wreszcie pamiętnikarki, która przez pół wieku toczyła batalię sądową o swój majątek.
To tętniąca życiem opowieść o twórczyniach, które pomimo domowych obowiązków znalazły w pisarstwie swoją przestrzeń wolności i niezależności. Targoff stworzyła przełomową herstorię, brakujący rozdział do dziejów literatury angielskiej. Pora, abyśmy wreszcie usłyszeli głosy kobiet szekspirowskiego renesansu.
Na zdjęciu: obraz autorstwa włoska malarka epoki renesansu, Sofonisby Anguissoli, przedstawiający siostry malarki grające w szachy.
fot. Muzeum Narodowe w Poznaniu/Wikimedia Commons
TweetKategoria: fragmenty książek















