banner ad

Trzecia randka Piotra i Alicji. Przeczytaj przed premierą początek powieści „Ostatnia szansa” Macieja Miłkowskiego

27 maja 2026

3 czerwca Wydawnictwo W.A.B. opublikuje „Ostatnią szansę” Macieja Miłkowskiego. To opowieść o relacjach, zagubieniu i codzienności. Głównie bohaterowie, Piotr i Alicja, otrzymują od losu jeszcze jedną, ostatnią szansę. Jak ją wykorzystają? Poniżej możecie przeczytać przedpremierowo sam początek książki.

Nie jest to pierwsza randka, tylko trzecia, ale pierwsza na poważnie. U niego. Pod dachem. Nic z tej poważności oczywiście nie wyniknie, nic się – jak to się mówi – nie wydarzy. Dla obojga jest to całkiem jasne. Ale równocześnie oboje mają też świadomość przekroczenia pewnej granicy, nie całkiem zresztą planowanego, bo gdyby nie ten deszcz, nie byłoby przecież tej sytuacji. Dla obojga zaś jest to sytuacja dość wyjątkowa w skali kilku ostatnich lat. Alicja przez te wszystkie lata parę razy pozwoliła, żeby znajomi z kimś ją umówili. Głównie po to, by nie naruszać tego śladowego, ledwie widocznego parawanu opieki, jakim ci nieliczni znajomi jakoś ją otoczyli. Piotr przez te wszystkie lata na podobną propozycję nie zgodził się ani razu. Może dlatego, że rozpostarty nad nim parasol był zawsze mocny i stabilny, bo przecież rozpięli go bezpośredni uczestnicy tamtych wydarzeń. Tamtych, wtedy. Ich opieka jest raczej niezachwiana, więc nie trzeba niczego robić tylko ze względu na nich. Raczej się nie obrażą. Można więc za każdym razem odpowiadać tym samym bon motem: „W sprawach damsko-męskich ja już jestem na emeryturze”. A kiedy ma się lepszy humor, to ewentualnie można jeszcze dodać: „I jest to tak zwana emerytura zasłużona”.

Piotr nagle sobie uświadamia, że od tamtego czasu, od tamtych wydarzeń właściwie nikt u niego jeszcze nie był. Oprócz dwojga wiadomych aniołów stróżów. Ale już na przykład takiego Kamila jakoś nigdy nie zaprosił. Co dopiero jakiejś dziewczyny. Jakiejś innej dziewczyny… Jakby nie chciał przyznać, że są jeszcze inne dziewczyny. A teraz ma się tutaj zjawić Alicja. Osoba niemal mu nieznana. Dwa spacery. I jeszcze jedna impreza, po której ją odprowadził na przystanek. Czyli dwie i pół randki. A za chwilę ona wysiądzie z taksówki, przedrze się przez strugi ulewnego deszczu i przyjdzie do niego do mieszkania. Do tego mieszkania. Bo przecież przyjdzie, prawda?

Emerytura Piotra jest faktycznie zasłużona w takim sensie, że u niego przed Justyną było całe mnóstwo historii tego typu. U Alicji przed Adamem właściwie niczego nie było. Teraz okazuje się, że to nic nie znaczy. Żadnemu z nich dwojga nie jest przez to łatwiej. Prehistoryczne doświadczenia czy nawyki nie odgrywają tutaj większej roli. Oboje są niemal tak samo nieporadni. Niby w tych pierwszych momentach to Piotr wykazywał więcej inicjatywy. To raczej on coś tam powiedział, coś zaproponował. Alicja nie ma jednak pewności, czy to aby nie jest z jego strony po części automatyczne. Jakaś taka pamięć ciała. Płynne wchodzenie w wyćwiczone wcześniej ruchy. Bez żadnej głębszej treści. Piotr także zresztą nie ma tej pewności.

Tym razem propozycja też wyszła od niego – to znaczy propozycja spotkania tutaj, w jego mieszkaniu. Bo propozycja pierwotna, trzeciego spaceru, wyszła jednak od niej. Po tym, jak on zaproponował dwa wcześniejsze spacery, po tym, jak na początku zaproponował, że ją odprowadzi po tamtej imprezie. Ale na koniec drugiego spaceru to jednak ona powiedziała, że może w następną sobotę mogliby również. Oczywiście, jeśli on ma ochotę i czas. Jasne, że ma. Mieli się więc spotkać na trzeci już spacer w parku. Pochodzić, pogadać. Korzystając z pełni wiosny. „Poszukać oznak wiosny”. Tak się mówiło w jego przedszkolu. Gdy się szło na spacer do parku. U niej się tak nie mówiło? Nie, ona nie chodziła do żadnego przedszkola.

Miał więc to być jedynie kolejny spacer – dość szybko, ale nie jakoś bardzo szybko po poprzednim. Plener, przestrzeń publiczna: przedsięwzięcie z samej swojej natury całkowicie niezobowiązujące. Nie ma problemu, kto kogo zaprasza, kto płaci, kto może pierwszy wyjść. Na godzinę przed umówionym spacerem zaczęło jednak potwornie padać, a z prognoz wynikało, że do końca dnia już nie przestanie. Alicja zadzwoniła więc do Piotra, mówiąc, że chyba muszą to odwołać. Piotr zaraz zaprotestował, że może raczej przełożyć. No tak, przełożyć. Oczywiście.

– Albo wiesz co… – zaczął Piotr.

– Tak?

– To może po prostu ty wpadnij do mnie. Posiedzimy, pogadamy. Ja coś ugotuję. Wsiadaj w taksówkę, przyjeżdżaj.

– Umiesz gotować?

– Kiedyś umiałem. Sprawdzimy, czy to jest jak z jazdą na rowerze, że się nie zapomina, czy raczej jak z samochodem, że się zapomina.

– No w sumie…

– Przyjedź – powtórzył Piotr. – A jak przestanie padać, to najwyżej pójdziemy do jakiegoś innego parku. Niedaleko jest Park Jordana.

– Okej – odparła Alicja. – Czemu nie… Będę gdzieś za godzinę. Wyślij mi adres.

Czemu nie? Jest całe mnóstwo powodów, żeby nie. Bardzo nie. Ale o tym jeszcze się nie mówi. Chociaż to już przecież wisi w powietrzu. Oboje coś tam przecież słyszeli. Więc raczej byłoby co odpowiedzieć na pytanie: dlaczego nie? Ale na razie nie odpowiadają. Na razie Alicja też mu nie mówi, że do Parku Jordana to akurat nie. W żadnym razie. Są inne parki. On jej z kolei nie mówi, że w domu nie ma nic, z czego dałoby się cokolwiek sensownego ugotować, no bo od kilku lat niemal codziennie je makaron z pesto, którego też już pewnie nie ma, więc ta godzina to naprawdę na styk, a on będzie musiał zaraz pobiec na placyk. Może dosłownie pobiec. Po coś. Nie wie jeszcze po co. Szparagi może. Czerwiec jest. Pewnie są szparagi.

Okazuje się, że szparagi są. Są pistacje. Czosnek, cebula, natka pietruszki. Na rogu jeszcze ryż do risotta. Twardy ser do tarcia. Butelka vermentino. Dwie butelki: Piotr postanawia być optymistą. Jeszcze jakaś przystawka… Coś do białego. No to bagietka, mascarpone, truskawki i mięta. Lepszy od mascarpone byłby może jakiś polski twardy zagrodowy. Ale na to za późno, więc będzie mascarpone. Jedna pistacja na wierzch każdej kanapeczki. I dużo pieprzu. Przez chwilę się zastanawia, czy ma w domu pieprz. Facet z budki przywabia go spojrzeniem. Pesto? Nie, dzisiaj pesto nie.

Z tym wszystkim w garści Piotr pędzi do domu, usiłując powyginanym parasolem osłonić się przed padającym niemal poziomo deszczem. Za jakieś dwadzieścia minut przyjedzie Alicja. Bo chyba przyjedzie? Zastanawia się, jak będzie milej i mniej zobowiązująco: zrobić to wszystko wcześniej i podać po kelnersku czy raczej razem coś przygotować… Na to pierwsze i tak jest już w sumie za późno. Czyli wersja, że razem. Wspólne gotowanie. Pichcenie. Wpadnij do mnie, coś razem ugotujemy. W ostatniej chwili postanawia, że chociaż obierze szparagi. I wrzuci do wody. Bo z tym jest zawsze dużo roboty. A resztę można przy niej. Z nią. Razem. Możesz umyć truskawki? Pokrój tę natkę, dobra? Udaje mu się jeszcze skroić pół bagietki – chyba wystarczy pół? – i posmarować to wszystko mascarpone, gdy słyszy dzwonek domofonu. No to truskawki, pistacje i miętę kładziemy już razem. I dużo pieprzu. Jest w końcu ten pieprz? Jest. Piotr potrząsa młynkiem, przystawia do ucha i szacuje, ile jest tego w środku. Powinno wystarczyć.

Najwyraźniej Alicja też jest optymistką, bo wręcza mu dwie butelki. Mówi, że nie wiedziała, co będzie gotował, więc wzięła jedno białe i jedno czerwone. Piotr odpowiada, że też ma dwie, więc się szykuje ostra impreza. A może raczej przewlekła. Ona odpowiada, że najwyżej będą mieli na następny raz. Świetna zagrywka! Będzie następny raz! Piotr zaczyna coś pleść, że to trochę bzdura z tym dobieraniem wina do jedzenia. Że do tego to, do tamtego coś innego… Że jemu samemu się nieraz zdarzało dobierać bardzo nieortodoksyjnie i goście nie narzekali. Alicja pyta, czy dużo było tych gości. On wie, o co ona go pyta. Zastanawia się, czy to jest w jej oczach jego wada czy może raczej odwrotnie. Różnie się o tym mówi. Nie wiadomo nigdy, co dla kogo okaże się zaletą. W pewnym wieku to się też zresztą zmienia. Na wszelki wypadek odpowiada, że ci goście to raczej były pojedyncze osoby. Ale swego czasu wylądował w takim mieszkaniu studenckim… Już jako całkiem dorosły człowiek. I tam gotował dla całego stada tych małpiszonów. To był jednak dość wymagający odbiorca wbrew pozorom. Niby niewyrobiony, ale jednak trudny. To już łatwiej jest dla takich grać.

A, no tak, mówi Alicja, bo on przecież kiedyś grał, i to całkiem na serio, zdaje się, prawda? Prawda, no tak. No to dlaczego już teraz nie gra? Piotr jej przypomina, jak na jednym z tych wcześniejszych spacerów ona mu wyjaśniła, że jest teraz psychologiem niepraktykującym, ale to jednak zostaje na całe życie, trochę tak jak z alkoholikiem niepijącym. No i na tej samej zasadzie on jest może muzykiem niepijącym, to znaczy, tfu, niepraktykującym, bo pijącym to jednak owszem, tak, chociaż też nie za często. Białe chyba na początek pod te truskawki, co? Tutaj jednak ortodoksyjnie.

To jest jego własny pomysł? Po części… Truskawki z miętą i pieprzem to jest raczej typowe zagranie. Może te pistacje do tego to szczypta oryginalności. Alicja pyta, czy on nigdy nie myślał o otwarciu jakiejś knajpy. Piotr odpowiada, że raczej nie. Ale kiedyś chciał napisać książkę kucharską. Może i dość oryginalną. Chociaż nie jest pewny, bo nigdy żadnej nie czytał. Byłaby to rzecz w stylu no bullshit. Nie wie, jak to powiedzieć po polsku. Bez zbędnego pieprzenia? I pieprzniczka na okładkę. Chociaż jako tytuł to by pewnie nie przeszło. Ale wiesz, generalnie w takim klimacie, że pizza na drożdżach instant, bulion do risotta spokojnie z kostki, że ogólnie sos w czasie gotowania makaronu, nie że cztery godziny, a z kolei szparagi to normalnie w słupkach na oliwę, a nie że tam pionowo w specjalnym garnuszku.

Alicja pyta, czy te szparagi dzisiaj to też na oliwę po prostu. Tak, na kilka minut, żeby zmiękły. Ale nie za dużo tej oliwy, bo risotto ma być przede wszystkim jednak maślane. To może ona coś pomoże. A, to bardzo dobry pomysł. Siadamy gdzieś z tymi kanapkami na chwilę czy tak pogryzamy, krojąc? Może być krojąc. Zresztą jak się już zrobi tę bazę, to potem się tylko podlewa, więc wtedy jest sporo czasu, żeby sobie usiąść. To co ona ma robić? Piotr mówi, że krojenia czosnku i cebuli jej nie da, bo to jest brudna i chamska robota. Może by pietruszkę pokroiła? Drobno. Tak? Nie no, drobniej.

Ryż szklanką odmierzyć. Prawie całą szklankę. Niecałą. Trzy czwarte? Może raczej cztery piąte. Bulion się podgrzał – pewnie, że na kostce – można wyłączyć. Teraz na patelnię cebula i czosnek, kropla oliwy, nie za dużo… Bo ma być na maśle, tak jest. No właśnie. Jak zmiękną, to wtedy w to ryż. I kontrolnie kosteczka masła. A jak się zbrązowi… To w to szparagi? Nie, nie… Szparagi na końcu. O, te szparagi już prawie dobre, więc teraz w te szparagi jeszcze trochę pistacji. Garścią po prostu. Bez zbędnego pieprzenia? Właśnie. A jak się ten ryż zrobi taki przezroczysty, to dolewamy bulion. Łyżką, tą wielką. I jak ryż go wchłonie, to znowu. I teraz można przysiąść z kanapeczką. Jeszcze wina? Dobre, fakt. A te szparagi i pistacje po ostatnim dolaniu wody dopiero. I cały czas mieszamy, żeby nie przywarło. I teraz pietruszka. I mieszać. Zetrzesz parmezan? I jeszcze kilka pistacji zgnieść widelcem na desce na taki proszek. Do posypania. Gotowe. Nakładamy. Tu jeszcze pół zostało, więc potem otworzę drugie. Też białe. Niech się to od ciebie jeszcze chwilkę chłodzi.

– Kiedy się nauczyłeś tak gotować? – pyta Alicja.

– Mniej więcej wtedy, kiedy zacząłem odstawiać gitarę. Jedno mi w sumie trochę zastąpiło drugie.

– W sensie komponowania smaków czy coś takiego?

– Nie… W sensie towarzyskim raczej. Jak grasz na gitarze na jakiejś imprezie, to ludzie tam siedzą, gadają, trochę cię słuchają, a trochę nie, a ty za bardzo nie musisz mówić, bo grasz. Więc tak sobie brzdąkasz, trochę ich słuchasz. Generalnie bardziej się przyglądasz, niż uczestniczysz. I jak gotujesz, to w sumie tak samo.

– Ciekawe…

– No, to taki mój trik towarzyski. A jaki jest twój?

– Mój jest taki, że zawsze mówiłam, że jestem psychologiem, i wtedy już nic więcej nie musiałam mówić, bo każdy mi od razu opowiadał historię swojego życia. Wystarczyło słuchać.

Piotr musi przyznać, że być może to ta umiejętność słuchania go do Alicji przyciągnęła. I podejrzewa, że to nienajlepiej o nim świadczy. Bo być może on się nią zainteresował tylko po to, by być przez kogoś wysłuchanym. No jasne, że nie tylko. Na pierwszy rzut oka widać przecież, że to fantastyczna dziewczyna. Ale tamto słuchanie też miało tutaj znaczenie. Poznali się na imprezie, na którą Piotr już nie mógł nie przyjść. Jakiś kolejny sukces Michała. Coś tam świętowali. Niech żyje Michał. Ciepły majowy wieczór. Siedzieli na zewnątrz. Piotr zauważył ją od razu. Już jak się wszyscy schodzili, witali, przedstawiali. Usiadł tak, żeby być dokładnie naprzeciwko niej. Zawsze umiał dobrze usiąść. Alicja cały wieczór siedziała więc po drugiej stronie stołu, obok starszego faceta, który przez większość czasu opowiadał o swojej chorobie. Coś tam go trafiło, jakiś zawał czy udar. Piotr wyłączył się po kilku minutach. Tak jak i reszta stolika. Facet opowiadał o tych chwilach, kiedy w zasadzie umierał. Potem o szpitalach, o jakiejś rehabilitacji. Wszyscy grzecznie kiwali głowami, czekając, aż skończy. Z wyjątkiem Alicji, która słuchała cały czas w najwyższym napięciu. Zwróciła się w jego stronę, jakby chciała go słuchać nie tylko uszami, ale i całym ciałem. Wpatrywała się w niego uważnie. W ogóle zachowywała się tak, jakby byli tylko we dwoje w całym wszechświecie, jakby on opowiadał przy tym historię nie tylko interesującą, ale i dla niej osobiście ważną. Piotrek pomyślał, że ona nie może być tym facetem w żadnym sensie zainteresowana. Że najwyraźniej ma takie właśnie podejście do całego zewnętrznego świata. Słucha z najwyższą, kosmiczną wręcz uwagą. Jest w samym środku tej umiarkowanie przecież pasjonującej historii i wszystko drobiazgowo rejestruje. Gdyby ją za pół roku przepytać ze szczegółów, wszystko by pamiętała. I jeszcze co jakiś czas wtrącała jakieś piekielnie celne pytanie. „To się wydarzyło tylko raz czy wiele razy?” „Pan to wie na pewno czy się tylko tego domyśla?” „Pan to czuł już wtedy czy później doszedł do wniosku, że musiał to wtedy czuć?” Albo takie krótkie, złożone z dwóch, trzech słów. Pytania jak ciosy pięścią. A równocześnie niezwykle przyjazne, wyrozumiałe. Wypowiedziane niskim, niemal męskim głosem. Kojące. Często poprzedzone takim mruczącym: mmm. „Mmm… dlaczego?” „Mmm… od kiedy?” „Mmm… pan? Właśnie pan?”

Kiedy później, na tym pierwszym spacerze powiedziała, że skończyła psychologię, to się oczywiście wcale nie zdziwił. Zdziwił się za to, gdy dodała, że już od kilku lat nie pracuje jako psycholog. Może powinien wtedy spytać: „Mmm… dlaczego?”. Ale spytał tylko, co w takim razie robi. Powiedziała, że pracuje dla linii lotniczych. Głównie z domu, czasem zajrzy do biura. Dla rozrywki przede wszystkim. Przysyłają jej takie tabelki. Po każdym locie. I ona te tabelki przekleja do takiej większej tabelki zbiorczej. No i tak. Ze dwie godziny dziennie jej to zabiera. Płacą niewyobrażalnie dobrze.

Mówiła wtedy trochę o sobie, ale widać było, że woli, kiedy on mówi. Wtedy i jego słuchała całym ciałem. Patrzyła wprost na niego, odwracała się w jego stronę. Jeśli akurat szli, to niekiedy przystawała. Miała dokładnie odwrotnie niż wszyscy inni ludzie, którzy w rozmowie czekają tylko, aż ta druga osoba skończy mówić, żeby wreszcie móc samemu zacząć. Słuchają jedynie z podstawowej grzeczności, żeby nie zerwać tego zasadniczego kontraktu konwersacyjnego, który już za chwilę im samym pozwoli się rozgadać. Alicja przeciwnie: z grzeczności przeczekiwała te chwile, kiedy sama musiała coś powiedzieć. Mówiła o sobie trochę, aby nie urazić rozmówcy. Ale tak naprawdę przez cały czas czekała, aż będzie mogła skończyć mówić. Aż będzie mogła zacząć słuchać. Z najwyższą uwagą. Całą sobą.
(…)

Maciej Miłkowski „Ostatnia szansa”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 368

Opis: Myśleli, że wszystko już za nimi. Że jeśli każdy ma tylko jedną szansę, to oni tę swoją już mieli. A jednak to się dzieje: Piotrek poznaje Alicję, Alicja poznaje Piotrka.

Ale żeby naprawdę się poznać, będą musieli zaryzykować coś więcej niż kolejne rozczarowanie. Będą musieli opowiedzieć sobie swoje historie. Przejrzeć się w nich, oswoić, przyjąć i wybaczyć. Dzięki temu być może zdołają wywalczyć dla siebie jeszcze jedną, ostatnią szansę.

Tematy: , , , ,

Kategoria: fragmenty książek