Przeczytaj opowiadanie „Ulubiona miejscówka Bonobo Jonesa” ze zbioru „Drobinki nieśmiertelności” Jakuba Ćwieka

21 września 2017


„Drobinki nieśmiertelności”, nowy zbiór opowiadań Jakuba Ćwieka to sentymentalna podróż po USA ? po miejscach kultowych, zwyczajnych i takich, o których zapomniał świat. Jedno z takich miejsc znajdziecie w opowiadaniu „Ulubiona miejscówka Bonobo Jonesa”, które wydawnictwo SQN udostępniło czytelnikom w całości.

Dziś świat nie ma już do zaoferowania mężczyzn jak Bonobo Jones. Ostatni model zjechał z taśmy produkcyjnej jeszcze przed drugą wojną światową, a i nawet wtedy była to seria limitowana. Zdolni przetrwać wszystko, wysyłani na front każdej wojny, jaką wymyślili sobie możni i władni, a po powrocie przykładni obywatele z flagą na ganku, krzyżem nad drzwiami i budem w lodówce. Mając osiemdziesiąt pięć lat na karku, wciąż gryźli krwiste steki własnymi zębami i ani myśleli umierać, dopóki prawnuki nie skończą college?u.

Bonobo Jones nie miał prawnuków. Miał za to swoje stałe miejsce w Ginger?s Dream.

Lokalna legenda głosi, że w tym samym miejscu, co on teraz, siedział kiedyś sam John ?Duke? Wayne. Zjawił się tu podobno w sześćdziesiątym drugim. Zaczął od zamówienia czystej wódki, ale mu nie smakowała.

? Można nienawidzić komuchów ? powiedział podobno ? ale nawet wtedy nie należy podrabiać ich największych osiągnięć.

Następnie zjadł średnio wysmażony stek, po czym, zdecydowanie usatysfakcjonowany, wystawił odręczną rekomendację na kontuarze. Ówczesny właściciel lokalu, Mike Stevens, zrobił jej wtedy zdjęcie. Na całe szczęście, bo lada, jak i większość mebli, nie przetrwała pożaru piętnaście lat później. A zdjęcie i owszem. Wisiało nawet teraz w zakurzonej ramce nad barem, jak święty obrazek w katolickim domu.

W tym wyjątkowym dniu Bonobo również siedział w Ginger?s Dream. Wrócił z pierwszej swojej tury w Wietnamie i był to jeszcze czas, kiedy mógł chodzić w mundurze, bo mało kto chciał go za to opluć. Nie mógł tego powiedzieć przy okazji kolejnych dwóch powrotów.

Do knajpy wszedł akurat w chwili, gdy Duke kończył składać podpis. Zatrzymał się w progu i przyzwyczajając oczy do panującego w lokalu półmroku, szukał miejsca. W tamtym czasie steki Mike?a Stevensa były najlepsze w hrabstwie, dlatego trudno było o wolny stolik nawet dla stałych klientów. Bonobo już miał wyjść, ale wtedy właśnie dostrzegł go aktor.

? Hej, żołnierzyku ? zawołał. ? Możesz zająć moje miejsce. Sądząc po wdzianku, może nawet zasłużyłeś.

Bonobo skinął głową i podszedł do stolika, na którym wciąż jeszcze leżał brudny od krwi i tłuszczu talerz Duke?a. Zanim zajął to miejsce na następne pięćdziesiąt kilka lat, posłusznie odniósł talerz do okienka na brudne naczynia i wziął stamtąd szmatkę, by przetrzeć blat.

Przez kolejne dekady zmieniało się wszystko, tylko nie Jones. Przeżył już trzy pokolenia właścicieli tego rodzinnego interesu. Po Mike?u Ginger?s Dream przejął Enoch, który pożył akurat dość, by spłodzić dzieci i przekazać im kilka ojcowskich receptur, nim zmógł go wylew. Bonobo, który znał chłopca od pętaka, był jednym z niosących jego trumnę. Biznesem zajmowała się już wtedy młodziutka Agnes, córka Enocha, i jej cichy, potulny mąż, księgowy Eric Stooge. Równy chłop, którego jedyna, zdawało się, troska sprowadzała się do namówienia żony do zmiany nazwiska na jego. Zależało mu na tym do tego stopnia, że gdy nieszczęsna żona zginęła w wypadku samochodowym w bodaj osiemdziesiątym szóstym, na nagrobku kazał napisać Agnes Stevens-Stooge. Gdy sam odszedł dziesięć lat później na zawał serca, jego syn Gregg, obecny właściciel lokalu, również jego uczynił człowiekiem dwojga nazwisk.

? Nie mogłem się powstrzymać ? powiedział pewnego dnia do Jonesa, gdy razem zamykali lokal. ? Był tak zabawny z tą swoją obsesją.

Bonobo też tak uważał.

Nie licząc czasów, które spędził na wojnie, tylko raz nie pojawił się tu dłużej niż trzy dni. Przerwa trwała wówczas całe pięć lat. Powodem była młoda dziewczyna, Faith Strzelecki ? prześliczna długonoga kelnerka, której ktoś w barze przepowiedział karierę aktorską, jeśli tylko trafi kiedyś do miasta aniołów. Jej droga do marzeń wiodła akurat tędy, przystanek autobusowy był tuż obok. Tak się poznali.

Miała lekko ochrypły śmiech, dołeczki w policzkach, a na głowie burzę złotych sprężynek. Uwielbiała filmy Capry, do obiadu z deserem brakowało jej piętnastu centów. Bonobo zapłacił za nią, a ona zostawiła mu adres, pod który się wybierała. I choć ostatecznie się tam nie zatrzymała, znalazł ją i spędzili razem rok, podczas którego doczekali się syna. Resztę z tych pięciu lat Bonobo przesiedział w więzieniu za spowodowanie śmierci jej kochanka. Choć zabił go przypadkiem, w trakcie bójki, nie zamierzał się ukrywać czy tłumaczyć. Sam zgłosił się na policję, z pokorą przyjął i odsiedział wyrok, aż do dnia gdy zwolniono go za dobre sprawowanie. Ponoć w więzieniu nie wypowiedział więcej niż sto słów.

Był czas, gdy ludzie przychodzili do Ginger?s Dream tylko po to, by go zobaczyć czy posłuchać. Wtedy faktycznie się odzywał, opowiadał historie ze swojego życia, szczególnie opowiastki z dżungli i więzienia, bo szybko zauważył, że to właśnie interesuje tych młodych ludzi. Makabra, której nigdy nie doświadczą inaczej niż pośrednio. Chcieli wiedzieć, jak to jest zabić. Chcieli zobaczyć mordercę.

Nie przeszkadzało mu to, o ile wcześniej zamówili sobie obiad, najlepiej z deserem. Gregg i jego żona ledwie wiązali koniec z końcem i nawet przestali już myśleć o drugim dziecku.

? Ludzie nie są już prawdziwi, Bonobo, w tym cały problem ? żalił się staruszkowi właściciel. ? Nie są prawdziwi, więc nie chcą prawdziwych historii, prawdziwego jedzenia. Liczą się natychmiastowe wrażenia, łatwe żarcie. To miejsce staje się skamieliną, przyjacielu.

Bonobo powoli skinął głową.

? Jak ja ? powiedział, a po naprawdę długiej przerwie dodał: ? Kamień przetrwa.

I rzeczywiście. Co prawda kosztowało to Gregga większość włosów ? dziedzicznie rudych ? a jego żonę niemal wszystkie uśmiechy, ale lokal przetrwał kolejne cztery lata. Krajobraz na zewnątrz zmieniał się nieustannie, lokale obok były restauracjami, potem sklepami elektronicznymi, aż wreszcie oddziałami banków, a Ginger?s Dream nadal trwał. Dorobił się nawet stosownej tabliczki, informującej, że jest najdłużej działającą restauracją w hrabstwie. Pisano o nim w gazetach, których nikt nie czytał, i mówiono w telewizyjnym paśmie lokalnym, którego nikt nie oglądał. Mimo to trwał i codziennie znajdowało się kilku amatorów kuchni Gregga. Aż do dzisiaj.
(…)

Jeśli jesteś ciekawy, co było dalej, to całe opowiadanie „Ulubiona miejscówka Bonobo Jonesa” Jakuba Ćwieka możesz ściągnąć w postaci ebooka, klikając tutaj.

Jakub Ćwiek „Drobinki nieśmiertelności”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 320

Opis: Świeży i odważny portret Ameryki i jej mieszkańców nakreślony przez rasowego gawędziarza. „Drobinki nieśmiertelności” to zbiór kilkunastu opowiadań, za pomocą których Jakub Ćwiek dotyka sedna amerykańskości. Nie zdziwcie się, gdy przypadkiem na barze w przydrożnej restauracji znajdziecie wyryty autograf Johna Wayne?a, a kierowca osiemnastokołowca okaże się kimś zupełnie innym, niż sądziliście. Słyszeliście o miasteczku na Dzikim Zachodzie, do którego Śmierć nie ma wstępu? Wiecie, co łączy Rocky?ego Balboę z pewnym tajemniczym starszym panem? Albo jaką historię kryją stare schody w Georgii? Komu nowoorleańscy muzycy naprawdę sprzedają duszę i jak zostać bogiem w Nowym Jorku? Wszystkie te drobinki budują nieśmiertelność amerykańskiego mitu. Czas odkryć go na nowo!

Tematy: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek