Pierwsza po Noblu powieść Jona Fossego. Przeczytaj przedpremierowo fragment książki „Vaim”

13 lutego nakładem wydawnictwa ArtRage ukaże się pierwsza powieść Jona Fossego po przyznaniu mu literackiej Nagrody Nobla w 2023 roku. „Vaim” rozpoczyna trylogię osadzoną w odległej norweskiej wiosce rybackiej. Każda książka opowiadać będzie jednak osobną historię. W centrum pierwszej są dwaj (a w zasadzie trzej) bierni mężczyźni i jedna bardzo zdeterminowana kobieta. Podobnie jak w słynnej „Septologii” cała fabuła została napisana jednym zdaniem. Poniżej możecie przeczytać przedpremierowo fragment książki.
No ale czy to nie pukanie do drzwi, owszem, najwyraźniej tak, o, i znów pukanie, a nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek do mnie pukał przez cały ten czas, jedyna osoba to Jatgeir, ale to się skończyło, kiedy sprowadziła się do niego ta baba i wszystko odmieniła, dlatego już tyle lat minęło, odkąd ostatnio do mnie pukał, no ale to może być Jatgeir, więc chyba powinienem otworzyć, tylko że mam niepozmywane, i to już od ładnych kilku dni, nie żebym zużywał dużo naczyń, ale jednak, no i może na nich być pleśń, i czy ja tu wietrzyłem? nie, nic takiego nie pamiętam, więc na pewno jest zaduch, i nie tylko, pewnie czuć też mną, i wszędzie jest bałagan, w sieni, w kuchni, w izbie, nieporządek w książkach, książki przemieszane z gazetami, no ale ktoś puka do drzwi i chciałby tu wejść, do tego mojego brudu, do mojego brudnego domu, tak, tak, gdybym tylko wcześniej wiedział, że ktoś może zapukać, ale nie wyobrażałem sobie, że coś takiego może się wydarzyć, teraz, kiedy Jatgeir przestał przychodzić, bo całe lata minęły, odkąd ostatnio u mnie był, no ale znów to pukanie, no nie, aż trudno uwierzyć, i czy tym razem to pukanie nie było mocniejsze? może i było, ale pewnie po prostu uważniej nasłuchuję i dlatego zabrzmiało to tak, jakby ktoś pukał mocniej, tak, właśnie tak musiało być, no i znów pukanie, bo chyba było? owszem, było, chociaż tym razem słabsze, tak, prawie bezgłośne, więc może było, a może nie było tego pukania, ale tak czy siak muszę iść otworzyć, bo to przecież może być Jatgeir, może przyszło mu do głowy, żeby do mnie zajrzeć, albo może to ktoś inny, jest tyle powodów, żeby ktoś zapukał do drzwi, może ktoś przynosi mi jakąś ważną wiadomość, może wiadomość o czyjejś śmierci, ale czy ja mam kogoś bliskiego, kto mógłby umrzeć, nie, nie wiem, no ale to może być coś, tak, coś ważnego, bo telefonu nie mam, a zawiadomienia o śmierci nie wysyła się listem, nie, nie wyobrażam sobie czegoś takiego, chociaż teraz najwyraźniej już nikt nie puka, więc pewnie ten, kto pukał, w końcu się poddał, skoro nie otwierałem, a ponieważ w oknach się świeci, to pewnie ten, kto pukał, pomyślał, że nie chcę otworzyć, no ale nie, znów to pukanie, a otworzyć chyba mogę, nie muszę przecież zapraszać tego, kto puka, do środka, chyba że to Jatgeir, ależ on ma dziwne imię, Jatgeir, chociaż to właściwie przezwisko, powiedział mi o tym wtedy, kiedy popłynąłem razem z nim jego łodzią do Bjørgvin, powiedział, że ma na imię Geir, tak mu dali na chrzcie, Geir, ale że już w młodości zaczęli go nazywać Jatgeir, dlaczego, nie wiem, może dlatego, że kiedy był mały, zawsze mówił ja, ja – tak, tak, wszystkim przytakiwał, brzmi to wiarygodnie, chociaż nikt chyba nie wie tego na pewno, no ale jeśli to Jatgeir, to powinienem go zaprosić, lecz tylko jeśli to on, bo jeśli to nie Jatgeir, to możemy chyba po prostu porozmawiać w progu, no pewnie, że też nie pomyślałem o tym wcześniej, przecież mogę po prostu otworzyć drzwi i ten, kto puka, w progu ze mną porozmawia, no tak, oczywiście, i znów pukanie, ale tym razem ani lekkie, ani mocne, po prostu pukanie, ot, ciche stukanie w drzwi i tyle, więc teraz, tak, teraz już otworzę, nie będę dłużej zwlekał i się zastanawiał, nie, nie, pójdę prosto do sieni i otworzę drzwi, od razu, bez wahania, tak, tak, myślę i otwieram drzwi do izby, i wychodzę do sieni, a w tej samej chwili znów rozlega się pukanie, ale teraz ledwie już słyszalne, a to dziwne, skoro poprzednio słychać je było tak wyraźnie, tym razem nie jest ani lekkie, ani mocne, po prostu pukanie, stukanie w drzwi i tyle, no ale zaraz otworzę, koniec z tym zwlekaniem i zastanawianiem się, tak, wyjść wprost do sieni i otworzyć drzwi, od razu, bez wahania, więc tak, myślę i podchodzę do drzwi wejściowych, i w tej samej chwili znów to pukanie, i znów ledwie słyszalne, chociaż przedtem było wyraźne, no i teraz to już na pewno muszę otworzyć, to przecież wcale nie takie trudne, tylko że już tak dawno nikt nie pukał do moich drzwi, no i – znów pukanie, czyżby tym razem mocniejsze? a może nie? ale w każdym razie ktoś pukał, więc teraz otworzę, a ponieważ nigdy nie zamykam drzwi na klucz, to wystarczy je uchylić, więc naciskam klamkę i otwieram drzwi, i wyglądam, i nie wiem, kogo się spodziewałem, nie mam pojęcia, ale za drzwiami nie ma nikogo, a tego, że nikogo tam nie będzie, nie, tego nigdy bym się nie spodziewał, no bo gdzie się podział ten, kto pukał, nikogo nie widać, no nie, to prawie straszne, bo ten, kto pukał, nie mógł po prostu odejść tak od razu, tak szybko, nie, to coś dziwnego, przecież dopiero co było pukanie, a ja otworzyłem drzwi zaraz po ostatnim pukaniu, więc ten, kto pukał, nie mógł po prostu sobie iść, nie, nie wierzę, to niemożliwe, ludzie nie robią takich rzeczy, przynajmniej ludzie w Vaim, ale ojej, jest tak ciemno, chociaż pora jeszcze wczesna, to jest prawie całkiem ciemno, pewnie dochodzi ledwie czwarta po południu, a mimo to ciemno choć oko wykol, no ale tak to już jest o tej porze roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, więc nawet jeśli nikogo nie widzę, to zawsze mogę spytać
Jest tu kto? mówię
ale nic nie słychać, więc myślę, że spytam jeszcze raz
Jest tu kto? mówię
chociaż raczej nie spodziewam się odpowiedzi, no i żadnej odpowiedzi nie dostaję, ale gdzie się podział ten, kto pukał, gdzieś musi być ten ktoś, on czy ona, nic innego nie jest możliwe, bo powietrze nie może pukać do drzwi, chociaż pewnie może, no nie wiem, wiatr potrafi przecież szarpać i stukać drzwiami i nie tylko, to prawda, ale tak wyraźnie słyszałem, że ktoś pukał, mocno i długo, potem była cisza i znowu pukanie, ale wtedy już delikatne, nie, muszę się dowiedzieć, o co tu chodzi, i wkładam drewniaki, wychodzę na podwórze i podchodzę do węgła, nie, nikogo nie widać, czy to możliwe, żeby ktoś sobie ze mnie żartował, no ale kto by to miał być, może jakieś dzieciaki, chociaż w okolicy nie ma żadnych dzieci, z upływem lat jest coraz mniej dzieci w Vaim, ale to wprost straszne, może to jakiś duch, tak, to możliwe, wszystko wskazuje, że to duch pukał, bo co do tego, że duchy istnieją, nigdy nie miałem wątpliwości, chociaż do dzisiaj nigdy nic podobnego nie zauważyłem, ale nie, to nie mógł być duch, to musiał być człowiek, bo żadne zwierzę raczej nie potrafi tak pukać do drzwi, pewnie, że nie, i wiatr to też nie mógł być, jest przecież bezwietrznie, czyli że co to było – to musiał być człowiek, tyle że żadnego człowieka nigdzie nie widać, no ale spadł świeży śnieg, więc mogę poszukać śladów na śniegu, muszę tylko wrócić do domu po latarkę, a potem obejść dom i sprawdzić, czy znajdę jakieś ślady, no i oczywiście muszę ich szukać na drodze do gospodarstwa, to znaczy na ścieżce prowadzącej do głównej szosy, no i muszę się ciepło ubrać, bo się ochłodziło, jest o wiele zimniej, niż kiedy ostatnio wychodziłem, myślę i wracam do domu, wkładam tę swoją wielką luźną kurtkę, naciągam czapkę na uszy, a potem biorę latarkę, która wisi na swoim miejscu w sieni, i wychodzę, idę naokoło domu, świecąc przed siebie i na boki, ale nigdzie nie widać żadnych śladów, ani z przodu, ani po bokach, na drodze też nic nie ma, no a chyba nie mogło napadać śniegu od czasu tego pukania, nie, oczywiście, że nie, a ponieważ nie ma wiatru, to śladów też nie mogło zawiać śniegiem, nie, nie rozumiem tego, ten, kto pukał, musiał się rozpłynąć w powietrzu, jak mawiają, to dziwne i niezrozumiałe, myślę, a na dworze jest tak zimno, że raczej wrócę do domu, niech sobie będzie z tym pukaniem, jak chce, myślę, najpewniej to pukanie tylko mi się uroiło, myślę i podchodzę do drzwi, otupuję śnieg, który przylgnął do drewniaków, i przypomina mi się, że muszę zgasić latarkę, nie ma powodu, żeby się paliła w świetle zewnętrznej lampy, myślę, gaszę latarkę, strząsam śnieg z drewniaków, wchodzę do sieni, zdejmuję drewniaki, ściągam kurtkę i czapkę, zamykam drzwi wejściowe, no ale to naprawdę dziwne, myślę, pewnie się po prostu przesłyszałem, usłyszałem coś, czego nie było, po prostu uroiło mi się, że ktoś puka, tak, może czułem się taki samotny, że aż mi się uroiło, że ktoś puka, tak, mogło tak być, żadne inne rozsądne wyjaśnienie nie przychodzi mi do głowy, no ale znów to pukanie do drzwi, i to, to już na pewno nie jest coś, co mi się roi w głowie, pukało i znowu puka, tak, nie tylko puka, ale wręcz uderza, tak, wali w drzwi i to walenie jest prawie jak grzmot, chociaż nie aż tak źle, ale prawie, i znów puka, już nie tak mocno, nie, myślę, to nie jest coś, co mi się roi, ja to naprawdę słyszę, nie ma co do tego wątpliwości, ale czy mam otworzyć drzwi wejściowe jeszcze raz, skoro nikogo nie było widać, kiedy poprzednim razem otworzyłem, no tak, chyba powinienem, myślę i podchodzę do drzwi, i słyszę teraz powolne pukanie, a potem gwałtownym szarpnięciem otwieram drzwi i ze złością w głosie wołam
o co chodzi?
(…)
Jon Fosse „Vaim”
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo: ArtRage
Liczba stron: 128
Opis: Pierwsza powieść Jona Fossego od czasu Literackiej Nagrody Nobla. Jatgeir przybywa do Bjørgvin z małej miejscowości, Vaim, na swojej drewnianej łodzi Eline, nazwanej tak na cześć niespełnionej młodzieńczej miłości. Zamierza kupić igłę i nici do przyszywania guzików, ale zostaje dwukrotnie oszukany. Tej samej nocy, śpiąc na swojej łodzi, słyszy znajomy głos: niespodziewanie pojawia się Eline, która chce wrócić z nim do Vaim. Gdy jej mąż Frank wyrusza na połów, Eline zostawia mu wiadomość, pakuje walizkę i ucieka. „Vaim” to opowieść o tym trójkącie miłosnym, małych łodziach i dużych statkach, miłości i śmierci, biernych mężczyznach i niezwykle zdeterminowanej kobiecie.
TweetKategoria: fragmenty książek















