banner ad

Opowieść o uzależnieniu, seksualności i miłości. Przeczytaj przed premierą fragment nagrodzonej Bookerem powieści „Shuggie Bain” Douglasa Stuarta

31 maja 2021

Długo wyczekiwana powieść Douglasa Stuarta „Shuggie Bain” w znakomitym przekładzie Krzysztofa Cieślika pojawi się na polskim rynku 16 czerwca. To historia o młodym chłopaku, który próbuje uratować matkę alkoholiczkę przed samą sobą, zmagając się z trudami dorastania i biedą. Akcja rozgrywa się w Glasgow w latach 80., ale książka nie jest tylko portretem czasu i miejsca oraz Shuggiego i jego matki, ale opowieścią o nierozdzielnej naturze miłości i bólu. Debiut Douglasa Stuarta uhonorowano w 2020 roku Nagrodą Bookera – była to dopiero druga statuetka w 50-letniej historii tego prestiżowego wyróżnienia przyznana szkockiemu pisarzowi. Książkę już można zamawiać w księgarni Wydawnictwa Poznańskiego, a tymczasem poniżej przeczytacie jej fragment.

Cztery

Gdy zapaliły się lampy uliczne, oboje nadal byli mokrzy i siedzieli na brzegu łóżka. Agnes napuściła Shuggiemu dużo wody, a potem – czując się samotna – wskoczyła do wanny obok swego najmłodszego. Lizzie dostałaby szału, gdyby to widziała. Należało z tym skończyć, był za bystry jak na pięciolatka. Po raz pierwszy przyglądał się jej częściom intymnym, a potem patrzył na własne, jakby to była zagadka z cyklu „znajdź różnicę”.

Podczas gdy urządzali sobie wielką zabawę w napełnianie butelek po szamponie i oblewanie się wodą z mydłem, w wannie zrobiło się zimno. Pozwoliła synkowi zeskrobać sobie stary lakier z palców u stóp; jego uwaga i troska miały smak pensa wrzuconego do pustego automatu.

Siedząc na skraju łóżka, sczesywała chłopcu czarne lśniące włosy do tyłu, gdy on w skupieniu spuścił głowę. Przejechał z piskiem matchboksem po wzorzystym labiryncie kapy i wspinał się nim po gołej nodze Agnes tak łatwo, jak po wzgórzach Campsie. Nie zdając sobie sprawy, na co patrzy, ruszył śladem białych blizn – wspomnienia po paznokciach Shuga – które znaczyły wnętrze jej uda. Potem samochód gwałtownie zawrócił ku narzucie. Opony głośno zawyły, a chłopiec podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się pełnym samozadowolenia uśmiechem ojca.

Agnes wyciągnęła ze skrytki nową puszkę lagera i delikatnie pociągnęła za zawleczkę. Starannie zebrała palcem piankę i włożyła ją do ust. Dała chłopcu pustą puszkę po tennent’sie. Od zawsze lubił zdjęcia roznegliżowanych piękności na ściankach. Ta go pochłonęła, wcześniej jej nie widział, spodobało mu się brzmienie jej imienia, gdy powoli je wymawiał, tak jak nauczył go dziadzia Wullie. Szz-ii-na.

Shuggie zbierał puste puszki po całym domu i ustawiał kobiety na skraju wanny. Głaskał ich blaszane włosy i przeprowadzał zmyślone rozmowy między nimi, tworzył chaotyczne monologi, głównie o zamawianiu nowych butów z katalogu i mężach dziwkarzach. Stary Shug raz go przyłapał. Patrzył z dumą, jak Shuggie ustawia panienki w rządku i literuje ich imiona. Chwalił się tym potem na postoju. „Pińć lat, co nie! – mówił. – Wykapany ojczulek!” Agnes przyglądała się temu ze smutkiem, zdając sobie sprawę, co tak naprawdę się dzieje.

Później w tym samym tygodniu zabrała Shuggiego do domu towarowego BHS i kupiła mu lalkę. Daphne była pyzatym szkrabem ze starannie wymodelowanymi puklami pani domu z lat pięćdziesiątych. Shuggie ją uwielbiał. Wyrzucił wszystkie piwne panie do kosza.

Teraz w milczeniu przyglądał się matce. Zawsze patrzył. Wychowała trójkę dzieci w ten sam sposób, każde z nich było tak spostrzegawcze i czujne jak strażnik więzienny.

– Co powiecie na jakom letkom rozrywkę? – spytał, naśladując jakieś telewizyjne bzdury.

Agnes się wzdrygnęła. Palcami o pomalowanych paznokciach ujęła go za brodę i przycisnęła mu delikatnie dołeczki w policzkach. Naciskała, dopóki dolna warga chłopca się nie wysunęła.

– Lekką – poprawiła. – Lek-ką.

Lubił dotyk jej rąk na twarzy.

– Let-koom – przekomarzał się, uniósłszy głowę.

Agnes zmarszczyła brwi. Wysunęła palec wskazujący i wcisnęła mu go do ust, zahaczając o dolne zęby. Delikatnie pociągnęła szczękę w dół.

– Nie trzeba się zniżać do ich poziomu, Hugh. Spróbuj jeszcze raz. Z palcem matki w ustach Shuggie wymówił słowo poprawnie, choć może niewyraźnie. Słychać było zaokrąglony, porządny dźwięk „ą”, który lubiła. Agnes z aprobatą skinęła głową i puściła jego wargę.

– Czy ty jesteś małom myszkom, co se lata z pełnom kiszkom? – Zaczął chichotać, nim zdążył skończyć tę zawadiacką prowokację.

Agnes przykucnęła, by za nim ruszyć, Shuggie zaś ganiał wokół łóżka, piszcząc z radości i przerażenia.

Obok radiobudzika stał stos kaset. Mały grzebał w nich, rozrzucając je po podłodze, aż w końcu dorwał tę, której szukał. Shug kupił Agnes ten radiobudzik. Zebrał kupony z punktami za benzynę, spiął je gumką recepturką i wręczył jej, jakby to była sztabka złota. Plastikowym guzikiem otwierało się kieszeń na kasety. Shuggie wepchnął kasetę i przewinął ją z piskiem do początku. W radiobudziku brzmiała metalicznie i głucho, ale to nie miało znaczenia. Dzięki muzyce w pokoju zrobiło się mniej pusto. Shuggie stanął na łóżku i położył ręce na ramionach Agnes. Przez chwilę się tak kołysali. Pocałował ją w nos. Ona go też.

Piosenka się zmieniła, Shuggie patrzył, jak matka przyciska puszkę do piersi i wiruje po pokoju. Agnes przymknęła oczy i przeniosła się do miejsca, w którym była młoda, pełna nadziei i chciana. Wróciła do Barrowland, gdzie obcy mężczyźni wodzili za nią pożądliwymi spojrzeniami, gdy przemierzała salę dyskotekową, a dziewczyny z zazdrości spuszczały wzrok. Rozłożywszy palce jak piękny wachlarz, przebiegła dłonią po swym ciele. Dotknęła upartego wałka tłuszczu nad biodrami, którego dorobiła się po urodzeniu trójki dzieci. Nagle jej oczy się otworzyły i Agnes wróciła z przeszłości, czując się podle, głupio i niezgrabnie.

– Nienawidzę tej tapety. Nie znoszę tych zasłon, tego łóżka i tej jebanej lampy.

Shuggie stanął w skarpetkach na miękkiej kapie. Objął matkę rękami i próbował znów do niej przylgnąć, ale tym razem go odepchnęła.

W niewielkim mieszkaniu nigdy nie zapadała cisza, ściany były zbyt cienkie. Zawsze słyszało się buczenie wielkiego telewizora, nastawionego zbyt głośno dla jej ojca. Ciche skargi Catherine do telefonu, który zaciągnęła do swojej sypialni, szorowanie kabla o framugę drzwi, gdy chodziła tam i z powrotem, narzekając na zniewagi, jakich doświadczają siedemnastolatki. Po obu stronach mieszkania na szesnastym piętrze byli sąsiedzi, a do tego wiatr, zawsze pulsujący wiatr, który stukał źle dopasowanymi oknami. Agnes ukryła głowę w dłoniach. Słuchała, jak jej rodzice zaśmiewają się z jakiegoś zniewieściałego angielskiego komika. Dwojga jej najstarszych nie było, Bóg wie, gdzie się podziewali. Wydawało się ostatnio, że ciągle ich nie ma, unikali jej pocałunków, przewracali oczami na każde jej słowo. Nie zwracała uwagi na lekki oddech Shuggiego i przez chwilę czuła się tak, jakby nie miała prawie czterdziestki, jakby nie była mężatką z trójką dzieci.

Znów była Agnes Campbell, tkwiła w swej sypialni i przysłuchiwała się rodzicom przez ścianę.

– Zatańcz dla mnie – powiedziała nagle. – Zróbmy se małą prywatkę.

Dźgnęła radiobudzik i kaseta z piskiem przeskoczyła do przodu, powolna, smutna muzyka ustąpiła miejsca czemuś radośniejszemu.

Shuggie podniósł puszkę z piwem. Przyłożył ją do ust, jakby to był jakiś magiczny sok dodający mocy. Wzdrygnął się na gorzki, owsiany smak, przypominało to gazowany imbir, mleko i owsiankę naraz. Tańczył dla niej, przestępując z nogi na nogę, pstrykając palcami i nie trafiając w rytm. Gdy się śmiała, tańczył bardziej zawzięcie. Robił wszystko, co tylko sprawiało, że zaczynała się śmiać, dopóki jej uśmiech nie rozciągał się fałszywie, potem zaś szukał następnego ruchu, który by ją uszczęśliwił. Podskakiwał i wyrzucał w górę ręce, a ona śmiała się i klaskała. Im radośniej wyglądała, tym mocniej pragnął się kręcić i wymachiwać ramionami. Rozedrgane wzory na tapecie groziły mdłościami, ale nie przestawał, młócąc powietrze i trzęsąc biodrami. Agnes odrzuciła głowę do tyłu, znów wybuchając śmiechem, zniknął smutek w jej oczach. Shuggie pstryknął palcami niczym jakiś twardziel i wyrzucił głowę do przodu, wciąż nie trafiając w rytm. Nie miało to znaczenia.

Obojgu ze śmiechu brakło tchu, gdy nagle to usłyszeli.

Drzwi wejściowe otworzyły się i zamknęły. Przypominało to bardziej ssanie wiatru i kurczenie się przestrzeni niż hałas. Ku drzwiom sypialni z wolna zbliżały się po wykładzinie ciężkie kroki. Agnes zebrała puste puszki i schowała je za łóżkiem. Poprawiła pierścionki na palcach i odwróciwszy się z wyczekiwaniem w stronę drzwi, przećwiczyła swój najbardziej beztroski uśmiech. Kroki zatrzymały się przed drzwiami. Agnes i Shuggie przysłuchiwali się cichemu brzękowi drobniaków w kieszeni spodni. Potem dobiegło ich stłumione westchnienie i kroki oddaliły się korytarzem w kierunku salonu. Wrócił do domu na pierwszą przerwę w pracy. Powinien to być wspólnie spędzony czas. Teraz słyszała, jak Shug wita się z jej rodzicami bezbarwnym, pozbawionym ciepła głosem. Agnes wiedziała, że jej ojciec podniósł wzrok – w jego okularach odbijał się telewizor – i uśmiechnął się. Zawsze następował ten moment, gdy Wullie podnosił się i proponował Shugowi, by usiadł w wygodnym fotelu. Obaj mężczyźni okrążali fotel w niezręcznej grze w gorące krzesła, aż wreszcie Shug kładł Wulliemu rękę na ramieniu i z powrotem sadzał go na miejscu. Lizzie z kamienną twarzą szła nastawić wodę i pewnie trochę drżała, jakby to nie Shug się pojawił, lecz zimny wiatr ze wzgórz Campsie.

Agnes przysłuchiwała się temu wszystkiemu przez ścianę. Ruchem ręki rozrzuciła po całym pokoju kremy i buteleczki perfum z toaletki. Rozbita lampka leżała na boku. Rażąca w oczy goła żarówka zmieniła rysy twarzy Agnes tak bardzo, że Shuggie się przestraszył. Jak szybko wszystko wywróciło się do góry nogami.

Agnes oklapła na rogu łóżka. Shuggie czuł, jak piwo rozlewa się po materacu i zaczyna przesiąkać mu przez skarpety. Zatopiwszy twarz w jego włosach, Agnes szlochała suchymi, bezsilnymi łzami; na szyi czuł jej wilgotny oddech. Runęła z powrotem na łóżko i przyciągnęła go do siebie. Gdy go tak ściskała, mógł dojrzeć jej wykrzywioną twarz, tusz, który rozmazał się jej wokół oczu i zaczął spływać. Wyglądała tak jak czasem piękności z puszek piwa – niedbały wydruk, niedopasowany raster – i nagle przestała być całością, stała się tylko chaosem różnych warstw.

Sięgnęła przez materac po papierosy, zapaliła jednego i głośno się zaciągając, sprawiła, że koniuszek rozjarzył się miedzią. Przez chwilę przyglądała się ogniowi, a jej głos załamywał się z użalania się nad sobą, gdy śpiewała razem z kasetą. Z wdziękiem wyciągnęła prawą rękę, trzymając żarzącego się papierosa przy zasłonie. Shuggie obserwował, jak popiół się tli, a potem ustępuje szaremu dymowi. Zaczął się wiercić, gdy dym prychnął z sykiem pomarańczowym płomieniem.

Wolną ręką Agnes przyciągnęła go mocniej do siebie.

– Ćśśś. A teraz zachowuj się jak duży chłopiec, zrób to dla mamusi.

Jej oczy wyrażały absolutny spokój.

Pokój rozświetlił się złotem. Płomienie wspinały się po zasłonach z tworzywa sztucznego i mknęły ku sufitowi. Ciemny dym wystrzelił w górę, jakby uciekał przed łapczywym ogniem. Shuggie powinien być przerażony, ale matka wydawała się całkowicie opanowana, a pokój nigdy nie był piękniejszy niż w chwili, gdy światło rzucało tańczące cienie na ściany i wzorzysta tapeta nabrała życia niczym ławica okopconych ryb. Agnes przywarła do niego i oboje w milczeniu oglądali całe to nieznane piękno.

Po zasłonach prawie nie było śladu, skapywały na dywan jak lody. Kawałek tapety, który odszedł od ściany przy zaparowanym oknie, płonął, a plastikowy karnisz roztopił się na dwie części i zwisł jak zerwany most. Wielki koral wrzącej zasłony wylądował w rogu łóżka i zadymiło się wokół nich. Shuggie znów zaczął się wiercić. Nie mógł przestać kaszleć. Lepkim i przejmującym kaszlem, z ciemną flegmą, jak wtedy, gdy jeden z markerów Lizzie wybuchnął mu tuszem w ustach. Agnes w ogóle się nie ruszała, zamknęła tylko oczy i śpiewała swą smutną piosenkę.

Stary Shug stanął w drzwiach, obramowany ciemnością. Gdy świeży tlen wpadł do pokoju, płomienie przebiegły sufit, by go powitać. Shug w jednej chwili wskoczył na łóżko, znalazł się za nim i otworzył okno. Gołymi rękami wyrzucił na zewnątrz płonący poliester. Podniósł z podłogi największe kawałki stopionej magmy i cisnął je w ślad za materiałem. Nagle znów zniknął i Shuggie krzyknął, pewien, że ojciec zostawił ich samym sobie.

Gdy wrócił, zaczął wymachiwać namoczonymi ręcznikami. Za każdym razem, gdy trafiały w cel, rozsiewały kwaskowaty deszcz, i płomienie w końcu zgasły. Shug obrócił się w stronę łóżka i zaczął okładać wilgotnymi ręcznikami splecione ciała. Shuggie próbował nie płakać, choć skóra go piekła od smagnięć. Agnes leżała sztywno z zamkniętymi oczami.

Kiedy ostatnie płomienie dogasły, Shug stał tyłem do żony i syna. Shuggie patrzył szczypiącymi oczami, jak ojcu ze złości trzęsą się ramiona, a gdy ten się obrócił, chłopiec dostrzegł, że ma czerwoną od gorąca twarz i zaciśnięte, poparzone palce.

Lizzie i Wullie stali w ciemności na korytarzu. Shug wyrwał syna spod ręki Agnes i pchnął go w ramiona Lizzie. Agnes leżała na łóżku bez ruchu i życia, a gdy Shug uszczypnął ją w policzek, jej wargi rozchyliły się w dziwacznym, rybim wyrazie twarzy. Schyliwszy się, potrząsnął nią gwałtownie i zaczął powtarzać jej imię, aż w kącikach jego ust zebrała się ślina.

Nic to nie dało.

Spojrzał na Lizzie trzymającą chłopca przy sobie. Wullie przejechał pod okularami swą wielką zrogowaciałą dłonią, po twarzy spływały mu łzy. Shug popatrzył na żonę i jej pozbawione życia ciało. W pokoju panowała cisza. Nikt nie wiedział, co powiedzieć.

Agnes nie ufała ciszy.

Otworzyła jedno oko; źrenica była ciemna i duża, ale wyraźna i skupiona. Agnes wsunęła do ust sfatygowanego papierosa.

– Gdzie ty się, do chuja, podziewałeś?
(…)

Douglas Stuart „Shuggie Bain”
tłumaczenie: Krzysztof Cieślik
wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
ilość stron: 448

Opis: Powieść o granicach miłości, która rozbudza uczucia i zostaje w człowieku na zawsze. Agnes Bain od zawsze oczekiwała od życia czegoś więcej. Marzyła o domu, o życiu na własny rachunek, w którym za wszystko płaciłaby z góry. Kiedy jej uganiający się za spódniczkami mąż postanawia, że ma jej dość, kobieta i trójka jej dzieci zostaje uwięzionych w górniczym mieście, przetrzebionym przez reformy Margaret Thatcher. Agnes coraz częściej szuka ratunku w alkoholu i wkrótce to na dzieciach spocznie obowiązek uratowania matki. Okazuje się to niemożliwe i jedno po drugim bliscy ją opuszczają, aż zostaje tylko on, Shuggie. Jej najmłodszy syn wierzy w matkę jak nikt i walczy o nią do końca. Przy tym jednak sam zmaga się z problemami. Wszyscy wokół zgadzają się bowiem, że Shuggie „do normalnych nie należy”, mimo iż chłopak stara się z całych sił. Agnes chce mu pomóc, ale uzależnienie przyćmiewa w jej życiu wszystko, łącznie z ukochanym synem. Łamiąca serce opowieść o uzależnieniu, seksualności i miłości, przywołująca na myśl dzieła Édouarda Louisa, Alana Hollinghursta czy Hanyi Yanagihary.

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek