Opowiadania japońskiej pisarki Fumio Yamamoto po raz pierwszy po polsku. Przeczytaj przed premierą fragment książki „Dylematy kobiet pracujących”

Wydawnictwo W.A.B. przybliża polskim czytelnikom prozę cenionej japońskiej pisarki Fumio Yamamoto (1962-2021). W swojej twórczości Yamamoto wielokrotnie podejmowała temat społecznych nierówności związanych z pracą i tożsamością, głośno wyrażała sprzeciw wobec narzuconych przez patriarchalny system reguł i analizowała rolę kobiet w nowoczesnym społeczeństwie japońskim. 11 marca do księgarń trafi zbiór pięciu opowiadań autorki – „Dylematy kobiet pracujących” – w tłumaczeniu Anny Horikoshi. Fragment książki przedpremierowo przeczytacie poniżej.
Mniej więcej tydzień po przerwie noworocznej zauważyłam subtelną zmianę w zachowaniu ludzi w mojej firmie. Mężczyźni przestali patrzeć mi w oczy, a kobiety niemal otwarcie zaczęły mnie unikać. Zastanawiałam się, co takiego zrobiłam, gdy szef poprosił mnie do swojego biurka.
W moim sprawozdaniu na koniec roku roiło się od błędów. W liczbach pomyliłam się o rząd wielkości, a daty dostawy zmieniłam o miesiąc. Mój szef nakrzyczał na mnie, przy wszystkich, pośrodku biura. Zdarzały mu się czasem sarkastyczne uwagi, ale rzadko podnosił na kogoś głos, i to publicznie. Drżałam na całym ciele, tak jak wtedy, gdy dopiero zaczynałam pracować, i choć wiedziałam, że w takim miejscu nie mogę się rozpłakać, łzy same napłynęły mi do oczu. Szef westchnął i przyznał, że powinien był uważniej sprawdzać moją pracę. Kazał mi jak najszybciej skorygować błędy, a także poinformować o nich wszystkich zainteresowanych i przeprosić.
Dzwoniłam więc w różne miejsca, przepraszałam i przepisywałam dokumenty na komputerze, zastanawiając się jednocześnie, czy coś takiego mogło wpłynąć na stosunek moich współpracowników do mnie. Oczywiście, błędy były niewybaczalne, ale przecież każdemu zdarza się pomylić. To niemożliwe, żeby z takiego błahego powodu moi koledzy i koleżanki, którzy zawsze mnie pocieszali w takich sytuacjach, nagle przestali mnie zauważać. Ogarnęło mnie złe przeczucie.
Po południu odbyła się telekonferencja i z tego powodu w biurze pojawił się Ōishi. Nie zagadał do mnie poufale jak zwykle. Kiedy mnie zobaczył, ostentacyjnie odwrócił się w drugą stronę. Wreszcie dotarło do mnie, co się stało. Ktoś dowiedział się o naszym flircie i opowiedział o tym innym. W takim przypadku ich postawa była zrozumiała. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam odejść z firmy. Przypomniały mi się słowa Asaoki – o tym, że często to my sami siejemy ziarno własnej porażki.
Kiedy wieczorem poszłam do szefa, żeby sprawdził dokumenty, które poprawiłam, on mnie zapytał:
– Masz dzisiaj czas?
To był trzeci raz, kiedy Kawai zaprosił mnie na kolację. Pierwszy raz zrobił to zaraz po przyjęciu mnie do pracy, drugi – gdy popełniłam pierwszy duży błąd. Ani za pierwszym, ani za drugim razem nie miałam apetytu, zmuszałam się do jedzenia, a potem bolał mnie brzuch. Ale nie mogłam odmówić.
– Słyszałem, że planujesz wyjść za mąż, czy to prawda? – wypalił nagle, kiedy usiedliśmy w pretensjonalnej restauracji shabu-shabu, której goście przychodzili tu wyłącznie na służbowe lunche i kolacje. W garnku na naszym stole właśnie zagotowała się woda, więc miałam zamiar dodać warzywa, ale odłożyłam pałeczki.
– Krąży taka plotka?
– Nie będę ukrywał, bo i tak się dowiesz. Mówi się o tym w kontekście Ōishiego i jakiegoś Ken’yi.
To był mocny cios. Wypiłam duszkiem małą szklankę piwa. To ona, Królowa Randek. Doznałam szoku, bo zdradziła mnie, mimo że jej ufałam, ale sama byłam sobie winna. Musiało ją zaboleć, że chociaż byłam w stałym związku, w przeciwieństwie do niej, to zamiast się cieszyć propozycją małżeństwa, sypiałam z kim popadnie. Ōishiemu też nie mogłam się za bardzo dziwić. Plotki z pewnością utrudniły mu pracę, a moja desperacka wiadomość pozostawiona w Wigilię mogła go poważnie zdenerwować. To oczywiste, że nie chce mieć już ze mną nic wspólnego.
Czekałam, aż Kawai się domyśli i doleje mi piwa, ale on albo tego nie zauważył, albo uznał, że już nie musi być dla mnie miły. Nie przejmując się etykietą, sama napełniłam sobie szklankę. Wydawało mi się, że się uśmiechnął, chociaż słabo.
– Co do małżeństwa, to jeszcze nie podjęłam decyzji, a jeśli chodzi o Ōishiego, to prawda, co mówią. Przepraszam.
– Przepraszanie nic tu nie pomoże. Prywatnie możesz robić, co chcesz, ale jeśli zaniedbujesz przez to pracę, wolałbym, żebyś wyszła za mąż i zwolniła się z firmy.
Słysząc to, spuściłam głowę. Wiedziałam, że ten człowiek nie zna litości, ale i tak zabolało mnie, że powiedział mi coś takiego wprost.
– Pan jest żonaty, prawda?
– Tak. Mam dwóch synów. Starszy jest w trzeciej klasie szkoły podstawowej – odparł obojętnym głosem, wrzucając płaty cienko pokrojonej wołowiny do garnka przed nami. Kiedy po krótkiej chwili wyławiał je pałeczkami i zjadał, wyglądał jak normalny, ciepły człowiek.
Pomyślałam, że pewnie taki jest, gdy wraca do domu.
– O! To już duży!
– Tak. Ożeniłem się, gdy byłem jeszcze na studiach.
Kiedy to usłyszałam, podniosłam wzrok i przyjrzałam mu się uważniej. Przypomniałam sobie, że zrobił doktorat z psychologii.
– Przepraszam, że o to zapytam, ale jak sobie radziliście? Czy pana żona wtedy pracowała?
– Tak. Jako nauczycielka. Czemu pytasz?
– Chłopak, który mi się oświadczył, też robi doktorat.
W połowie byłam już gotowa na odejście z firmy. Dlatego, a także ponieważ alkohol rozwiązał mi język, postanowiłam poradzić się szefa w sprawie Asaoki. Oczywiście nie upiłam się na tyle, żeby rozmawiać o braku seksu w moim związku, ale opowiedziałam mu z grubsza o tym, co się wydarzyło od czasu, gdy poznałam Asaokę, aż do teraz, a także o moim ojcu. Mimo że to była długa historia, mój szef nie wydawał się zakłopotany i wysłuchał mnie w milczeniu. Kiedy skończyłam mówić, zapadła długa cisza. Zaczęłam nawet żałować moich zwierzeń i bałam się, że go zanudziłam.
– Myślę, że tu nie chodzi o niego ani o twojego ojca, tylko o twoją obawę przed własnym sukcesem. O ile dobrze pamiętam, ty też studiowałaś psychologię, więc wiesz, o czym mówię.
Słysząc tę prostą diagnozę, spuściłam głowę.
– A więc pan też tak myśli?
– Skoro sama to rozumiesz, łatwiej będzie nam rozmawiać. Zamiast pracować na pół gwizdka, przez co sprawiasz kłopot innym, postanów, że to ty będziesz go utrzymywać, i zabierz się do roboty.
– Nie chcę.
– Naprawdę niczego nie nauczyłaś się na studiach? Żal mi twoich rodziców. Tyle pieniędzy poszło na twoje wykształcenie! I wszystko na marne…
Roześmialiśmy się oboje. Dawno nie śmiałam się tak szczerze.
– A właśnie, w związku z dylematem więźnia przypomniałem sobie o czymś. Nie wiem, czy ci to pomoże, ale w każde święta Bożego Narodzenia moja żona robi tort, chociaż to nie jest jej ulubione zajęcie.
Poczułam nagle głód i zaczęłam wybierać pałeczkami kawałki mięsa z garnka.
– Potem kroi je na cztery części, ale ja nie lubię słodkiego, więc trochę udzióbię, a resztę oddaję synom. Oni dzielą mój kawek na pół i kłócą się o to, który dostał większy.
– Zazdroszczę szczęśliwej rodziny.
– Nie o tym mówię. W zeszłym roku moja żona znalazła rozwiązanie. Starszy kroi, a młodszy wybiera. Dlatego starszy stara się, żeby oba kawałki były identyczne.
– Mądrą ma pan żonę.
– Och, nie o to mi chodziło!
Gdy zjedliśmy makaron udon, który na zakończenie również znalazł się w garnku, szef jeszcze raz nakazał mi bardziej przykładać się do pracy. W drodze powrotnej do domu myślałam o moim strachu przed sukcesem. Rzeczywiście, bałam się, że jeśli zrobię karierę, Asaoka mnie znienawidzi. Jeśli się pobierzemy, a moja praca nadal będzie głównym źródłem dochodu naszej rodziny, mój chłopak, który miał duże ambicje, w końcu poczuje się zraniony. Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia ze słabszym od siebie i zranionym mężem. To ja chciałam na zawsze pozostać tą słabszą. On był starszy i mądrzejszy, więc powinien wziąć stery w swoje ręce, a ja powinnam tylko czuć się przy nim bezpiecznie.
Nawet mój ojciec, który nie wiadomo kiedy zaczął siwieć, postarzeje się kiedyś tak, że to ja będę się nim opiekować i podejmować za niego decyzje. Będę od niego silniejsza. Bałam się tej myśli.
Są wielcy. Ale mają ciężkie życie – myślałam, patrząc na mężczyzn w garniturach, którzy zasypiali na stojąco, wracając z pracy wieczornym pociągiem. Tylko dlatego, że urodzili się jako chłopcy, oczekuje się od nich, że przez całe życie będą silni, w domu i w pracy. Nie wolno im zadowolić się mniejszym kawałkiem tortu.
(…)
Fumio Yamamoto „Dylematy kobiet pracujących”
Tłumaczenie: Anna Horikoshi
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 272
Opis: Feministyczna klasyka literatury japońskiej po raz pierwszy po polsku. Bohaterkami opowiadań w zbiorze „Dylematy kobiet pracujących” są kobiety, które nie chcą i nie potrafią dostosować się do obowiązujących w patriarchalnej strukturze zasad. To kobiety, które są zmęczone narzuconymi normami, zbuntowane, poszukujące własnej definicji wolności we współczesnej Japonii. Yamamoto z ciętym humorem, ironią i empatią opisuje bohaterki, które odmawiają dalszego spełniania cudzych oczekiwań i kwestionują świat, w którym wartość kobiety mierzy się produktywnością, a sens życia podporządkowuje pracy.
„Dylematy kobiet pracujących” to zbiór pięciu opowiadań, który już w momencie premiery w 2000 roku stał się fenomenem – sprzedano blisko pół miliona egzemplarzy, a autorka otrzymała prestiżową Nagrodę Naokiego. Tytuł uznawany jest za jedno z najważniejszych dzieł literatury japońskiej, a problemy w nim poruszone pozostają zdumiewająco aktualne do dziś. Ich ostrość, ironia i emocjonalna precyzja trafiają w doświadczenie kobiet także w Polsce – kobiet, które zmagają się z nierównościami, kultem pracy, wypaleniem zawodowym, presją „radzenia sobie ze wszystkim” oraz bycia „matką-polką”.
TweetKategoria: fragmenty książek















