Kryminał grozy Wojciecha Chmielarza. Przeczytaj przed premierą fragment powieści „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej”

22 kwietnia nakładem wydawnictwa Marginesy ukaże się nowa książka Wojciecha Chmielarza. „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej” to historia, w której autor przekracza gatunki i łamie konwencje – tym razem łączy kryminał z literaturą grozy. Na czytelników czeka mroczna opowieść o obietnicach, których należy dotrzymywać nawet po śmierci, i o relacjach, w których tak łatwo zawieść drugą osobę. Fragment książki przedpremierowo możecie przeczytać poniżej.
Leonidas wcisnął w dłoń ochroniarza banknot pięćdziesięciozłotowy.
– Reszty nie trzeba – powiedział i wszedł do klubu.
Od razu poczuł przyjemne drżenie w całym ciele. Był drapieżnikiem wchodzącym na swój rewir. Myśliwym rozpoczynającym polowanie. I tylko on o tym wiedział. To uczucie dało się porównać tylko z satysfakcją, jaką odczuwał, kiedy było już po wszystkim, a on stał nad nieprzytomną dziewczyną i robił komórką kolejne zdjęcie do swojej galerii trofeów. Ale na ten moment jeszcze przyjdzie czas. Wsadził rękę do kieszeni kurtki, żeby upewnić się, że znajduje się tam woreczek z tabletkami. Uśmiechnął się lekko, kiedy poczuł pod palcami twarde, małe krążki. Niesamowite, jak taka drobna rzecz mogła dać taką wielką władzę. Zawsze go to zdumiewało i bawiło równocześnie.
Minął szatnię. Zwolnił kroku, żeby przyjrzeć się laskom stojącym w kolejce do kibla. Dwie młodziutkie dziewczyny, które nawet według niego miały za mało lat, żeby tutaj być, zwróciły jego uwagę. Przez chwilę rozważał, czy nie wybrać jednej z nich, a może nawet dwóch naraz. To byłoby osiągnięcie! Kręciła go myśl, co mógłby zrobić z nimi i z ich nieprzytomnymi ciałami, ostatecznie uznał jednak, że to za duże ryzyko. Nie dlatego, że były razem, ale ze względu na ich wiek. Gdyby to pechowo wyszło na jaw i przykleiła się do niego łatka jakiegoś pedofila, nawet ojciec byłby za krótki, żeby to uciąć. Ale kiedyś… w innym mieście… gdy będzie lepiej przygotowany… Czemu nie? Zapisał sobie to w pamięci na swojej ciągle wydłużającej się liście rzeczy do zrobienia.
Wszedł na salę. Na scenie stał zespół i grał mocną rockową piosenkę. Coś było nie tak z nagłośnieniem, bo głos wokalisty ledwo przebijał się przez dźwięki gitary, nikomu jednak to nie przeszkadzało. Szczególnie dziewczynom. One z uwielbieniem wpatrywały się w śpiewającego chłopaka, który był już półnagi i chętnie prezentował swoje idealnie wyrzeźbione ciało, przy okazji poruszając biodrami jak jakaś podkarpacka wersja Jima Morrisona.
Krążył wokół, czując, jak narasta w nim złość. Większość lasek koncentrowała się na tym cholernym wokaliście. Po występie będą o nim fantazjować, marzyć o tym, że to właśnie on zwróci na nie uwagę. To wszystko utrudni. Będą rozkojarzone, nie będą chciały gadać i pewnie opuszczą klub, kiedy zdadzą sobie sprawę, że nie dostaną tego, po co tu przyszły.
Zacisnął zęby tak mocno, że aż rozbolała go szczęka. Pomyślał, że mógłby się przebić teraz pod samą scenę i szybko dorzucić jedną tabletkę do piwa wokalisty. Lekko nadpity kufel stał niedaleko stojaka na mikrofon. Potem mógłby obserwować, jak chłopak się chybocze, zaczyna bełkotać, aż w końcu upada i ogólnie robi z siebie idiotę. Ciekawe, jak na taki pokaz zareagowałyby jego fanki!
Tylko że najpierw musiałby wejść w ten spocony tłum. Narazić się na poszturchiwania, przypadkowe dotknięcia i uderzenia łokciami, kiedy wszyscy zaczną skakać w takt kolejnej piosenki. Nie miał na to najmniejszej ochoty.
Przymknął powieki i wziął głęboki oddech. Musiał się uspokoić. Na pewno coś się da zrobić.
Otworzył oczy i wtedy ją ujrzał. Młoda dziewczyna, ale nie tak młoda jak te dwie w kolejce do toalety. Na jego oko miała osiemnaście, góra dziewiętnaście lat. Nosiła czarną koszulkę z błyszczącym nadrukiem, która opinała jej jędrne piersi, i obcisłe ciemne dżinsy. Była ładnie umalowana, nie za mocno. Miała kasztanowe, lekko kręcone włosy z niebieskimi pasemkami. Od razu poczuł pożądanie, a pod powiekami wyświetliły mu się obrazy tego, co mógłby z nią zrobić, kiedy leżałaby przed nim nieprzytomna. Była piękna. Być może nawet najpiękniejsza z tych wszystkich, które do tej pory zdobył. Wiedział, że musi ją mieć.
W dodatku zdawała się niewrażliwa na urok wokalisty. Jeśli w ogóle jej wzrok wędrował w stronę sceny, po prostu się po nim prześlizgiwał. Jeśli już gdzieś się zatrzymywał, to na gitarzyście, ale Leonidas miał wrażenie, że bardziej od brodatego mężczyzny interesowała ją jego gitara.
Minusem natomiast było to, że przyszła tu z jakimś chłopakiem. Tańczyli razem w rytm muzyki, a typ raz nawet położył dłonie na jej biodrach. Dziewczyna odwróciła się wtedy do niego, popatrzyła z uśmiechem i coś powiedziała, co sprawiło, że chłopak cofnął ręce. Byli już razem czy dopiero szykowali się do tego?, zastanawiał się Leonidas.
– No cóż – mruknął pod nosem. – Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
Kiedy piosenka się skończyła, zespół zarządził przerwę. Zeszli ze sceny i od razu skręcili na zaplecze. Wiele fanek śledziło ich wzrokiem i zapewne zastanawiało się, co mogłyby zrobić, żeby pójść za nimi. Tymczasem chłopak nachylił się nad dziewczyną z niebieskimi pasemkami i coś jej wyszeptał do ucha. Ta pokiwała głową. On uścisnął jej ramię, a potem wyszedł z sali. Leonidas ruszył za nim. Chłopak zgodnie z jego przewidywaniami skierował się do kibla. Leonidas stanął pod ścianą i czekał, a kiedy tamten wreszcie wyszedł, chwycił go za ramię. Chłopak od razu się spiął, jakby szykował się do bitwy, więc Leonidas przywołał na twarz swój najbardziej przyjazny z uśmiechów.
– Cześć – powiedział. – Chcesz zarobić?
– Co?
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej banknot dwustuzłotowy. Pomachał nim przed oczami chłopaka.
– Czy chcesz zarobić? Dwieście złotych. Dla ciebie.
– Za co?
– Właściwie to prawie za nic. Po prostu potrzebuję małej przysługi.
– Jakiej?
– Idź sobie stąd.
– Co?
– To, co słyszałeś. Nie wracaj na salę. Wyjdź z klubu. Jedź do domu. I dwieście złotych twoje.
Chłopak zmierzył go zdziwionym spojrzeniem, a potem prychnął pod nosem.
– Spierdalaj.
Wyszarpnął się i już miał odejść, ale Leonidas znowu go przytrzymał.
– Czekaj – poprosił. – Dam czterysta.
– Co? Jesteś jakimś świrem?
– Nie. – Leonidas westchnął, a potem postanowił przybrać smutny, trochę budzący współczucie wyraz twarzy. – To ta dziewczyna. Ta, z którą gadasz. Podoba mi się od dawna. Myślałem, że może dzisiaj uda mi się do niej zarwać, ale ty byłeś pierwszy. No i umówmy się, z tobą przy niej będzie trudno.
– No raczej – powiedział chłopak, ale łagodniejszym głosem. Pochlebstwo sprawiło mu chyba przyjemność.
Leonidas go puścił.
– Ty nie jesteś stąd, co? – zapytał. – Nie mieszkasz w Paśle?
– Nie. W Sanoku.
– No właśnie. To pewnie więcej już jej nie spotkasz, a ja stracę swoją szansę. Daję ci czterysta złotych, żebyś ją zostawił i pojechał do siebie. To chyba dobry interes, nie? To co? Pomożesz?
Chłopak przez chwilę się zastanawiał. Zerknął w stronę sali, a potem zagryzł dolną wargę.
– Pięćset – powiedział wreszcie.
Leonidas udał, że się zastanawia. Wreszcie sięgnął do kieszeni i wyciągnął dodatkowe trzysta złotych. Całość wręczył chłopakowi. Ten szybko przeliczył zwitek.
– Dzięki – powiedział Leonidas.
– Ta – mruknął chłopak i jeszcze raz zerknął w stronę sali, jakby żałował podjętej decyzji. – Powodzenia, chłopie.
Leo tylko się uśmiechnął, a potem upewnił się, że tamten rzeczywiście opuścił klub. Typ pewnie miał go za jakiegoś frajera, ale on zupełnie się tym nie przejmował. Zrobił to, co musiał, żeby osiągnąć swój cel. A te pięćset złotych, które dla chłopaka stanowiły niewyobrażalną fortunę, dla niego były zwykłymi drobniakami. Wrócił do sali i zaczął się rozglądać za dziewczyną. Znalazł ją przy barze. Wyglądała na lekko zniecierpliwioną i zmartwioną. Podszedł do niej i stanął obok, ale w odległości metra. Nie chciał się jeszcze narzucać. Poczekał jakieś pół minuty, zanim nachylił się w jej stronę.
– Szukasz swojego kolegi?
Drgnęła, kiedy usłyszała jego głos. A potem posłała mu pytające spojrzenie.
– Wyszedł – powiedział Leonidas. – Chyba się śpieszył. Byłem na zewnątrz, jak wsiadał do samochodu.
(…)
Wojciech Chmielarz „Tam, gdzie zmrok zapada szybciej”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 632
Opis: Przeszłość nigdy nie odpuszcza, a nienawidzić potrafią nie tylko żywi. W zapomnianej mieścinie na Podkarpaciu ukrył się Szwed – wielki, ponury mechanik, który kocha stare samochody. W przeszłości zrobił zbyt wiele złych rzeczy, by mieć nadzieję na spokojne życie, i czuje, że prędzej czy później ktoś go odnajdzie, by dokonać zemsty.
Gdy w miasteczku pojawiają się obcy, a w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć kolejne osoby, atmosfera się zagęszcza: wrogowie domagają się zapłaty, stare winy wracają, a wokół Szweda i jego pasierbicy Tamary dzieją się rzeczy, których nie sposób wyjaśnić. Mówi się nawet o tym, że ludzie widują zjawy.
To mroczna historia o winie i karze, o miłości na całe życie i trudnym uczuciu do dziecka, które nie chce być kochane. O żałobie i obietnicach, których nie wolno łamać. Nawet po śmierci.
TweetKategoria: fragmenty książek















