banner ad

Kim jest bohater nowej powieści Jaume Cabrégo? Przeczytaj przedpremierowo fragment „Spalonych w ogniu”

3 stycznia 2023

Dziesięć lat po wydaniu bestsellera „Wyznaję” Jaume Cabré prezentuje nową powieść. W przeciwieństwie do poprzednich książek „Spaleni w ogniu” jest krótszym dziełem, ale czytelnicy znajdą tu charakterystyczne dla tego katalońskiego pisarza zmiany narracji, a także bogactwo odniesień do literatury i innych dziedzin sztuki. W fabule przeplatają się dwie historie – Ismaela, który traci pamięć po tajemniczym wypadku, i rezolutnego dzika o filozoficznym zacięciu. Premiera powieści zapowiedziana jest na 11 stycznia, a tymczasem u nas możecie przeczytać już fragment książki.

Ismael urodził się w najzimniejszym dniu roku. To była środa i nieliczni przechodnie, którzy znaleźli się na ulicy o ósmej wieczorem, myśleli tylko o tym, by jak najszybciej schronić się gdzieś pod dachem. W najzimniejszym dniu roku, a może całej dekady. Jego ojciec był flecistą w Orkiestrze Miejskiej i zawodowym kopistą partytur i nut dla różnych orkiestr. Ponoć Rampal zamówił u niego kopie pięćdziesięciu indywidualnych zapisów nutowych ze swojego naj- częściej grywanego repertuaru, co pozwoliło im żyć przez jakiś czas na całkiem niezłym poziomie. Tak mówią, ale nikt nie mógłby przysiąc z ręką na Biblii. Kiedy Ismael skończył dziesięć lat, jego ojciec nadal był flecistą i kopistą. A pewnego dnia posadził go przed sobą i powiedział, synu mój, musisz wiedzieć, że urodziłeś się z zimna i że przez zimno, które odczuwała, twoja biedna matka, a moja małżonka zachorowała na zapalenie płuc, które niemal nam ją zabrało do nieba. Z twojej winy.

– Ależ, tato… Nie miałem o niczym pojęcia.

– Nie trzeba mieć pojęcia – powiedział ojciec tym przemądrzałym tonem, który pozwalał mu czuć się kimś ważnym – żeby ponosić odpowiedzialność za nieszczęście innych.

Chłopiec przez chwilę się zastanawiał, ze łzami w oczach, i myślał tak intensywnie, że słychać było zgrzytanie śrubek w mózgu. I w końcu powiedział: przecież mama nie umarła z zimna, tato.

– Pod tym względem masz rację: nie umarła z zimna. Ale na zimno cierpiała.

– A ja miałem dziewięć lat, kiedy umarła.

– Dziewięć?

– To było w ubiegłym roku.

– W ubiegłym roku?

– Tak.

– Nieważne, ale odkąd się urodziłeś, stała się taka delikatna, że śmierć była tylko kwestią czasu. I zapamiętaj sobie, że to twoja wina.

Dziesięcioletni chłopiec nie umie ocenić, czy jego ojciec aby nie zwariował. Jedyne, co czuł, to smutek. Więc się rozpłakał. A wtedy ojciec zaczął go strofować, tak, właśnie: tylko tego brakowało, żebyś mi się tu rozbeczał. Co na to powie twoja sąsiadeczka?

– Niech mówi, co chce.

To nie była prawda: spaliłby się ze wstydu, gdyby Leo zobaczyła czy usłyszała, jak on płacze.

Po tej rozmowie w życiu rodzinnym wiele się wydarzyło. Minęło parę miesięcy, parę lat i pewnego dnia ojciec dokonał samookaleczenia palca wskazującego prawej ręki, co uniemożliwiło grę na flecie, a nawet przepisywanie partytur, i oświadczył lekarzowi, że zrobił to, ponieważ robotę miał głęboko w dupie i teraz chciałby odpocząć. A nawet mimochodem insynuował, że wszystkiemu winien jest jego syn, który nie usunął z domu noży. Zanim go umieszczono w domu wariatów, sprawdzono, czy odzyskałby równowagę ducha, wykonując jakąś inną pracę. I pewna mądra głowa wpadła na pomysł, że praca na stacji benzynowej, dzięki temu, że nie wymaga myślenia, to najlepszy sposób na odzyskanie równowagi. A pewnego dnia, kiedy Ismael odkrył zaintrygowany pojawianie się owłosienia na całym ciele i utratę kontroli nad głosem – to ostatnie bardzo go zmartwiło ze względu na Leo, z każdym dniem coraz piękniejszej, bo bał się, żeby nie usłyszała, jak mówi dyszkantem – zdecydował się pójść na stację; ojciec kończył właśnie obsługiwać sfatygowanego, spragnionego paliwa forda; pochłonięty tą pracą trzymał jeszcze wąż w ręce, kiedy zauważył syna; wzruszył ramionami, a ponieważ chłopiec się nie odzywał, sam zapytał, co, u diabła, tu robi, zamiast siedzieć w szkole.

– To nie była moja wina.

– O czym ty do mnie mówisz?

– O śmierci matki. I o wypadku z twoim palcem.

– No, ja wcale nie powiedziałem, że…

– Właśnie że tak mówisz. Jesteś do mnie uprzedzony.

– Ej, spieprzaj stąd.

– Jak sobie życzysz – powiedział chłopiec, ale nie ruszył się z miejsca.

– Aha, niby że taki z ciebie mądrala.

– Tato…

– Wracaj do szkoły, bo cię obleję benzyną. Zobaczysz, jak będziesz spieprzał.

– Tato…

Ojciec wycelował w niego wąż i puścił strumień benzyny na syna, a ten schował się za lśniącym strombergiem wjeżdżającym w tym momencie na stację. Ismael uciekł, nie oglądając się za siebie, i przez cały dzień błąkał się po mieście, pochlipując, a kiedy późnym wieczorem wrócił do domu, zastał tam jakąś panią, bardzo miłą; zapytała go, czy ma na imię Ismael, odpowiedział, że tak. A na to ona, chodzi o to, że twój ojciec…

– Co mu się stało?

– Musieliśmy go zabrać do szpitala.

– On jest szalony. Szalony jak zając wiosną.

– Nie mów tak o nim. On jest chory.

– Chory na szaleństwo. Chciał mnie spalić żywcem.

– Wiemy o tym. Teraz jest na leczeniu, a ty i ja musimy porozmawiać.

– O czym?

– Co mamy z tobą zrobić. O tym musimy…

– Co pani chce powiedzieć?

– Słuchaj, chłopcze… Nie możesz mieszkać sam.

– Od dwóch lat kupuję jedzenie i codziennie gotuję.

– Skąd bierzesz pieniądze?

– Ojciec wkłada je do słoika po cukrze.

– No więc zabierzemy cię do miejsca, gdzie wszystko dostaniesz gotowe.

– Nie chcę iść do więzienia. To mój ojciec jest wariatem.

– Nie, nie, skarbie… – Miła pani roześmiała się. – Nie do więzienia. Będziesz mieszkał z trzema chłopcami i z opiekunem.

– Nie ma mowy, proszę pani.

Tej samej nocy został przedstawiony trzem nie- zainteresowanym nim współmieszkańcom i wychowawcy. Jestem Àlex. Jasne?

W pokoju, do którego go przydzielono, stały dwa łóżka. Drugie zajmował jeden z tych nowych obojętnych kolegów; miał na imię Simó i jak Ismael wywnioskował z obserwacji, spędzał cały dzień na czytaniu i wydaje się, że minęła dobra godzina, zanim się zorientował, że kogoś mu dokwaterowali.

– Cześć – powtórzył Ismael po raz trzeci. Wtedy Simó podniósł wzrok znad książki i wpatrywał się w niego bez słowa, nieskończenie długą chwilę. Po tym sprawdzianie włożył zakładkę, zamknął książkę i odpowiedział mu cześć.

Następnego dnia Simó poinformował go, że jego rodzice są w więzieniu pod fałszywymi zarzutami. A tobie co się stało?

– Mama nie żyje. Umarła z zimna. Dawno temu.

– O cholera. A twój ojciec?
(…)

Jaume Cabré „Spaleni w ogniu”
Tłumaczenie: Anna Sawicka
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 192

Opis: Barcelończyk Ismael nie miał łatwego dzieciństwa, ale udało mu się zdobyć wykształcenie i podjąć pracę jako nauczyciel języka i literatury. Pewnego dnia, szukając guzików, zagląda do pasmanterii, gdzie natyka się na koleżankę z dzieciństwa. Powoli zaczyna rozwijać się między nimi uczucie. Jednak przypadkowe spotkanie ze znajomym ze szkoły wywraca życie Ismaela do góry nogami. Budzi się on w podejrzanym szpitalu i nie wie, kim są dziwni lekarze ani jak sam ma na imię. Jedynie odzyskanie pamięci pozwoli mu zrozumieć, w jakich opałach się znalazł, ale okaże się to niezwykle trudnym zadaniem. Cabré przeplata dramatyczne zdarzenia z życia Ismaela z przygodami rezolutnego dzika o zacięciu filozoficznym, który – podobnie jak Stephen W. Hawking w „Krótkiej historii czasu” – zastanawia się nad kierunkiem strzałki czasu.


Tematy: , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek