„Duma i uprzedzenie” Jane Austen w nowym tłumaczeniu już od 25 marca! Przeczytaj przed premierą fragment książki

Kultowa powieść Jane Austen, wielokrotnie ekranizowana i stanowiąca inspirację dla niezliczonych dzieł, doczekała się nowego przekładu. 25 marca nakładem Wydawnictwa W.A.B. do księgarń trafi „Duma i uprzedzenie” w tłumaczeniu Doroty Konowrockiej-Sawy. To pełna humoru, nietuzinkowych postaci i wysmakowanych dialogów opowieść o różnicach między powierzchowną a prawdziwą dobrocią. Od ponad 200 lat czytana równie chętnie przez czytelniczki, jak i czytelników na całym świecie, którzy doceniają jej przewrotność, fałszywe tropy podsuwane przez autorkę i nagłe zmiany perspektyw. Jak „Duma i uprzedzenie” wypada w nowym przekładzie? Przekonajcie się już dziś. Poniżej prezentujemy przedpremierowo sam początek książki.
ROZDZIAŁ 1
Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że majętnemu kawalerowi do szczęścia brakuje już tylko żony.
I choćby poglądy czy uczucia owego kawalera pozostawały zagadką dla jego nowych sąsiadów, przekonanie to jest tak głęboko zakorzenione w ich umysłach, że od chwili przeprowadzki uznaje się młodego mężczyznę za bezsporną własność tej czy innej miejscowej panny na wydaniu.
– Mój drogi panie Bennet – zagadnęła któregoś dnia małżonka rzeczonego – czy słyszałeś już, że Netherfield Park ma wreszcie nowego najemcę?
Pan Bennet odparł, że nie słyszał.
– Ależ tak! – ciągnęła. – Pani Long właśnie stamtąd wróciła i wszystko mi opowiedziała.
Pan Bennet skwitował to milczeniem.
– Nie chcesz się dowiedzieć, kto to jest? – wykrzyknęła zniecierpliwiona pani Bennet.
– Ty chcesz mi o tym powiedzieć, a ja nie będę stawiał ci przeszkód.
Pani Bennet nie trzeba było dwa razy powtarzać.
– No więc, mój drogi, musisz wiedzieć, że Netherfield, wedle relacji pani Long, zostało wynajęte młodemu człowiekowi z północnej Anglii dysponującemu pokaźnym majątkiem. Przyjechał na miejsce w poniedziałek powozem zaprzężonym w czwórkę koni i posiadłość tak mu się spodobała, że z miejsca podpisał umowę z panem Morrisem. Ma się wprowadzić przed Świętym Michałem, a część jego służby przyjedzie jeszcze przed końcem tygodnia.
– Jak się nazywa?
– Bingley.
– Żonaty czy kawaler?
– Ależ, mój drogi, kawaler, naturalnie! Majętny kawaler. Cztery albo pięć tysięcy rocznie. Co za gratka dla naszych dziewcząt!
– Czyżby? A cóż one mają z tym wspólnego?
– Drogi panie Bennet – westchnęła jego żona. – Jak możesz być tak nieznośny? Przecież z pewnością się domyślasz, że jedną z nich planuję za niego wydać.
– Czy taki właśnie zamysł przyświeca jego przeprowadzce?
– Zamysł? Też mi coś! Niemniej jest bardzo prawdopodobne, że w jednej z nich się mimowolnie zakocha, więc gdy tylko przyjedzie do Netherfield, musisz jak najprędzej złożyć mu wizytę.
– Nie widzę powodu. Możesz tam pojechać z dziewczętami, a najlepiej wysłać je same, bo przecież nie ustępujesz im urodą, więc to ty mogłabyś wpaść panu Bingleyowi w oko.
– Mój drogi, pochlebiasz mi. Swego czasu bez wątpienia nie brakło mi powabu, ale dziś nie zaprzątam sobie tym głowy. Kobieta mająca pięć córek na wydaniu nie powinna rozmyślać o własnej urodzie.
– Zwłaszcza że w takim wypadku rzadko jest o czym.
– Niemniej, mój drogi, naprawdę musisz się wybrać z wizytą do pana Bingleya, kiedy już się tu sprowadzi.
– Tego akurat nie mogę ci obiecać.
– Ale pomyśl o swoich córkach! Pomyśl, jaki to byłby dla którejś z nich awans! Sir William i lady Lucas postanowili już się tam wybrać, i to wyłącznie przez wzgląd na swoje córki, gdyż zwykle nie odwiedzają nowych sąsiadów, o czym dobrze wiesz. Musisz się tam udać koniecznie, bo inaczej żadna z nas nie będzie mogła odwiedzić tego młodego człowieka.
– Zbytek skrupułów, możesz mi wierzyć. Pan Bingley przywita was z radością, a ja skreślę do niego kilka zdań z zapewnieniem, że bez zastrzeżeń aprobuję jego mariaż z tą z naszych córek, którą raczy sobie wybrać. Niemniej dorzucę pochlebne słówko o mojej Lizzy.
– Życzyłabym sobie, abyś się powstrzymał. Lizzy nie przewyższa pozostałych dziewcząt. Możesz mi wierzyć, że nie jest nawet w połowie tak śliczna jak Jane i nawet w połowie tak wesoła jak Lydia. Tylko ty zawsze dajesz jej pierwszeństwo.
– Pozostałych nie ma za co chwalić. Wszystkie, jak to dziewczęta, są niemądre i niedouczone. Lizzy jest jednak bystrzejsza od sióstr.
– Panie Bennet, jak możesz tak obrażać własne dzieci? Znajdujesz osobliwe upodobanie w dręczeniu mnie. Nie masz litości dla moich biednych nerwów.
– Niesłusznie mnie oceniasz, moja droga. Darzę twoje nerwy najwyższych szacunkiem. To moi starzy znajomi. Wspominasz o nich z troską co najmniej od dwudziestu lat.
Pan Bennet był tak przedziwnym zlepkiem błyskawicznych ripost, sarkastycznego humoru, zdystansowanej powściągliwości i nieoczekiwanych fanaberii, że pani Bennet nie wystarczyły dwadzieścia trzy lata pożycia małżeńskiego, aby zgłębić jego charakter. Zrozumienie jej charakteru nastręczało z kolei znacznie mniejszych trudności, była bowiem kobietą o miernej umysłowości, ciasnych horyzontach i chimerycznym usposobieniu. Gdy coś szło nie po jej myśli, roiła sobie, że zapada na nerwy. Treścią jej życia było wydanie córek za mąż, a jego jasnym punktem – składanie wizyt i kolekcjonowanie plotek.

Alison Steadman jako pani Bennet, Jennifer Ehle jako Elizabeth i Susannah Harker jako Jane w serialu „Duma i uprzedzenie” (1995).
ROZDZIAŁ 2
Pan Bennet był jedną z pierwszych osób, które złożyły wizytę panu Bingleyowi. Planował to od początku, choć do końca zapewniał żonę, że nigdzie się nie wybiera, ta zaś tkwiła w niewiedzy aż do wieczoru po wspomnianej wizycie, o której pan Bennet poinformował ją w sposób następujący. Przyglądając się, jak jego młodsza córka ozdabia swój kapelusz, zwrócił się do niej nieoczekiwanie:
– Mam nadzieję, Lizzy, że spodoba się panu Bingleyowi.
– Skąd mamy wiedzieć, co spodoba się panu Bingleyowi – wtrąciła jej matka z urazą – skoro nie złożymy mu wizyty?
– Zapominasz, mamo – odparła Elizabeth – że spotkamy go na zabawie, pani Long zaś przyrzekła nas przedstawić.
– Nie liczyłabym na to. Ma dwie własne siostrzenice. To samolubna hipokrytka i mam o niej jak najgorsze zdanie.
– Ja również – rzekł pan Bennet. – Dlatego cieszę się, że nie liczysz na jej usługi.
Pani Bennet nie raczyła odpowiedzieć, lecz nie mogąc się powstrzymać, zaczęła łajać jedną z córek.
– Kitty, na litość boską, przestań tak kasłać! Miej litość dla moich nerwów. Szarpiesz je na strzępy.
– Kitty nie panuje nad kaszlem – zauważył jej ojciec. – I zawsze wybiera jak najgorszy moment.
– Przecież nie kaszlę dla przyjemności! – zaprotestowała poirytowana Kitty. – Lizzy, na kiedy zaplanowano bal?
– Za dwa tygodnie, licząc od jutra.
– Właśnie! – zawołała jej matka. – A pani Long wraca dopiero dzień wcześniej, więc nie będzie mogła nas przedstawić, bo sama nie zdąży wcześniej poznać pana Bingleya.
– Zatem, moja droga, możesz zyskać nad nią przewagę i sama go jej przedstawić.
– Jakim sposobem, panie Bennet, skoro nie będę go znała? Jak możesz mi tak dokuczać?
– Szanuję twoją rozwagę. Istotnie, dwutygodniowa znajomość nie pozwala wyrokować o charakterze człowieka, lecz jeśli nie ośmielimy się mimo wszystko, zrobi to ktoś inny, a przecież pani Long i jej córki też muszą dostać swoją szansę. Jeśli zrzekniesz się swojej roli, uzna to za przejaw życzliwości, dlatego wezmę to na siebie.
Dziewczęta utkwiły spojrzenia w ojcu, a pani Bennet prychnęła tylko:
– Co za niedorzeczność!
– Cóż ma znaczyć ten dobitny okrzyk? – żachnął się pan Bennet. – Uważasz za niedorzeczność przyjęte formy grzecznościowe i wagę, jaką się do nich przykłada? Tym razem nie mogę ci zawtórować. Co na to powiesz, Mary? Wiem przecież, że jesteś młodą damą, której nieobcy jest głęboki namysł, gdyż czytasz wiele książek, a nawet robisz z nich wypisy.
Mary chciała rzec coś mądrego, lecz zabrakło jej słów.
– Mary niech zbiera myśli – ciągnął pan Bennet – my tymczasem wróćmy do pana Bingleya.
– Dość mam pana Bingleya! – wykrzyknęła pani Bennet.
– Przykro mi to słyszeć, ale czemu nie zdradziłaś się z tym wcześniej? Gdybym wiedział o tym dziś rano, nie fatygowałbym naszego nowego sąsiada. To doprawdy niefortunne, lecz ponieważ złożyłem mu już wizytę, nie wywiniemy się od tej znajomości.
Zdumienie córek całkowicie go usatysfakcjonowało, a zaskoczenie pani Bennet wręcz przerosło jego oczekiwania. Gdy radosny zgiełk nieco przycichł, pani Bennet zaczęła się upierać, że od początku nie spodziewała się niczego innego.
– Jakiś ty dobry, mój panie Bennet! Wiedziałam, że w końcu cię przekonam. Byłam pewna, że zanadto kochasz własne córki, by zaniedbać taką znajomość. Ależ się cieszę! Zrobiłeś nam znakomitego psikusa, idąc tam z rana i nikomu nic o tym nie mówiąc!
– Teraz, Kitty, możesz sobie kasłać do woli – rzekł pan Bennet i z tymi słowy wyszedł z pokoju, znużony zachwytami żony.
– Ależ wam się trafił wspaniały ojciec, dziewczęta! – powiedziała pani Bennet po jego wyjściu. – Nie wiem, jak zdołacie mu wynagrodzić jego dobroć. I moją, skoro już o dobroci mowa… Bo zapewniam was, że w naszym wieku zawieranie co dzień nowych znajomości to nic przyjemnego. Ale czego byśmy dla was nie zrobili… Lydio, kochanie, jesteś najmłodsza, ale pan Bingley z pewnością zatańczy z tobą na najbliższym balu.
– Och, wcale się nie obawiam! – odparła Lydia hardo. – Bo chociaż najmłodsza, jestem też najwyższa.
Reszta wieczoru upłynęła na rozważaniach o tym, kiedy pan Bingley przybędzie z rewizytą i kiedy wobec tego należy go zaprosić na obiad.

Colin Firth jako pan Darcy w serialu „Duma i uprzedzenie” (1995).
ROZDZIAŁ 3
Na próżno pani Bennet usiłowała wydobyć z małżonka opis pana Bingleya. Z pomocą pięciu córek zadawała pytania wprost, snuła sprytne domysły, wysuwała śmiałe przypuszczenia i podchodziła męża na wszelkie możliwe sposoby – wszystko na nic. Pan Bennet umiejętnie zbywał żonę i córki, aż w końcu zmuszone były zadowolić się informacjami z drugiej ręki – od mieszkającej po sąsiedzku lady Lucas. Jej relacja okazała się bardzo obiecująca. Sir William był pod urokiem pana Bingleya, który okazał się ponoć fantastycznie przystojny, niezmiernie miły, a do tego na najbliższej zabawie zamierzał stawić się w licznym towarzystwie. Nie można było oczekiwać lepszych wiadomości. Zamiłowanie do tańca to pewny krok ku zakochaniu – i nadzieje wzbierające w sercu pani Bennet raptownie nabrały kolorów.
– Gdyby choć jedna z moich córek została panią na Netherfield – powiedziała do męża – a pozostałe równie korzystnie wyszły za mąż, niczego bym już w życiu nie pragnęła.
Kilka dni później pan Bingley złożył panu Bennetowi rewizytę i spędził z nim około dziesięciu minut w bibliotece.
Młodzieniec żywił nadzieję, że zostanie dopuszczony przed oblicza panien, o których urodzie słyszał niejedno, lecz zobaczył się tylko z ich ojcem. Dziewczętom dopisało więcej szczęścia, miały bowiem tę przewagę, że z wysokości okna na piętrze mogły stwierdzić, że gość ubrany jest w niebieski surdut i dosiada karego konia.
Wkrótce wysłano zaproszenie na obiad i pani Bennet już planowała jadłospis wystawiający jej chlubne świadectwo jako gospodyni, gdy nadeszła odpowiedź odkładająca całe przedsięwzięcie na czas nieokreślony. Pan Bingley następnego dnia zmuszony był stawić się w Londynie, wskutek czego, niestety, nie mógł przyjąć ich zaproszenia, którym czuł się ogromnie zaszczycony et cetera. Pani Bennet zaniepokoiła się nie na żarty: nie potrafiła sobie wyobrazić, jakie to sprawy mogą wzywać pana Bingleya do miasta tak rychło po jego przybyciu do Hertfordshire. Nabrała obaw, że pan Bingley może już zawsze fruwać z miejsca na miejsce i nigdy na dobre nie osiąść w Netherfield, jak by się godziło. Lady Lucas podniosła ją nieco na duchu, wysuwając przypuszczenie, że pan Bingley pojechał do Londynu po liczniejsze towarzystwo. Wkrótce też rozeszły się pogłoski, że z panem Bingleyem przybędzie do Netherfield dwanaście dam i siedmiu dżentelmenów. Na wieść o takiej liczbie pań dziewczętom nieco zrzedły miny, lecz na dzień przed balem pocieszyła je nieco wiadomość, że zamiast dwunastu dam pan Bingley przywiózł z Londynu ledwie sześć, mianowicie pięć sióstr i kuzynkę. Grupa, która weszła do sali balowej, składała się już tylko z pięciu osób: pana Bingleya, jego dwóch sióstr, męża starszej oraz jakiegoś młodego człowieka.
Pan Bingley był przystojny i wyglądał jak prawdziwy dżentelmen: miał przyjemny wyraz twarzy i swobodny, niewymuszony sposób bycia. Jego siostry okazały się kobietami urodziwymi i bardzo szykownymi. Jego szwagier, pan Hurst, tylko wyglądał na dżentelmena, za to znajomy, pan Darcy, szybko zwrócił uwagę zgromadzonych imponującym wzrostem, kształtną sylwetką, przystojną twarzą, szlachetną postawą oraz informacją o dochodzie w wysokości dziesięciu tysięcy rocznie, która lotem błyskawicy obiegła całą salę. Panowie uznali go za pierwszorzędny okaz mężczyzny, a panie zgodziły się, że jest znacznie przystojniejszy od pana Bingleya, dzięki czemu pan Darcy przez pół wieczoru przyciągał spojrzenia pełne zachwytu, póki jego maniery nie okazały się tak odrażające, że fala popularności raptownie opadła. Okazało się bowiem, że pan Darcy jest dumny, zadufany w sobie i wiecznie niezadowolony, a w tej sytuacji żadna posiadłość w Derbyshire nie rekompensowała jego odpychającego wyrazu twarzy ani nie czyniła go godnym porównań z przyjacielem.
(…)
Jane Austen „Duma i uprzedzenie”
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka-Sawa
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 480
Opis: Uwielbiana przez kolejne pokolenia, wielokrotnie ekranizowana kultowa powieść Jane Austen – teraz w nowym tłumaczeniu.
Przyszedł czas, by państwo Bennetowie wydali za mąż swoich pięć dorosłych córek. Niestety w okolicy trudno o odpowiednich kandydatów na męża. Nadszarpnięty stan majątkowy również nie stanowi przynęty. Szczęśliwie po sąsiedzku pojawia się nowy dzierżawca – młody, przystojny i bogaty.
Wydana w 1813 roku najsłynniejsza powieść Jane Austen była rewolucyjnym głosem przeciwko małżeństwom z rozsądku i konwencjom społecznym, które mierzyły wartość kobiety wielkością jej posagu. Główna bohaterka, Elizabeth Bennet, w przeciwieństwie do swoich sióstr jest zdecydowana na małżeństwo z miłości, a nie jedynie w celu zabezpieczenia swej materialnej przyszłości.
Po raz pierwszy pisarka pokazała, co to znaczy być inteligentną kobietą w świecie rządzonym przez mężczyzn. Kiedy na drodze Elizabeth staje arogancki pan Darcy, nawiązuje się między nimi szczególna relacja – naznaczona dumą i uprzedzeniami, ale prowadząca ostatecznie do odkrycia prawdziwej miłości.
fot. główna: Laura Bielak/W.A.B.
TweetKategoria: fragmenty książek
















