banner ad

Czym jest roślinny optymizm? Fragment książki „Rok wśród kwiatów” Kim Keum Hee

14 listopada 2025

Kim Keum Hee to pisarka znana w Korei Południowej ze swoich powieści i opowiadań. Międzynarodowy rozgłos przyniosła jej książka „Rok wśród kwiatów”, w której dzieli się obserwacjami związanymi z uprawą roślin. To afirmująca życie, osobista refleksja na temat miłości i straty oraz tego, jak dbanie o rośliny może wzbogacić nasze życie. „Rok wśród kwiatów” ukazał się w naszym kraju nakładem Wydawnictwa W.A.B., a u nas przeczytacie jeden rozdział książki.

Roślinny optymizm

Patrząc na balkon, uznałam, że wymagał on „poprawek”. Był wąski, z niedostateczną ilością światła oraz wilgoci, a mimo to umieszczone na nim rośliny wypuszczały kolejne liście. Problem tkwił gdzieś indziej. Wszystkie zdawały się chylić w jedną stronę. Moja duma, pieniążek, którego zaszczepkami obdarowałam już niejedną rodzinę, szybko wyrosła i miała bujne okrągłe liście, ale od podążania za słońcem wykształciła także krzywy pieniek. Utrzymywała się w równowadze wyłącznie dzięki wbitej w ziemię podporze. Kilka z długich gałęzi filodendrona Florida Ghost, który w ciągu roku niemal podwoił swoją wysokość i pewnie sięgałby już do sufitu, wyginało się w dół. Nie dawały rady utrzymać ciężaru niemal trzydziestocentymetrowych liści.

O stanie roślin w gabinecie nawet nie wspomnę. Jego okna wychodziły na północ, więc do środka nie wpadało dużo światła słonecznego, a łaknące choćby nikłego blasku rośliny wyginały się w stronę szyb. Biorąc pod uwagę, jak mocno odchylały się od pionu, nietrudno się domyślić, że bardzo pragnęły słońca. W takim stanie znajdowały się choćby filodendron Silver Metal i filodendron postrzępiony, które od sadzonki rosły obok siebie. Trafiły do mnie, mając po kilka listków, ale bardzo szybko się rozrosły, a teraz ich pochylone sylwetki wpędzały mnie w poczucie winy. Miałam wrażenie, że były tak pokręcone wyłącznie przeze mnie.

Oczywiście miałam pewien wpływ na tę sytuację. Wiedziałam, że w okresie wzrostu powinnam regularnie obracać doniczki, ale kiedy rośliny zaczęły się ze sobą splatać, to zadanie okazywało się bardzo trudne do wykonania. Próbując rozwiązać problem braku światła, nie chciałam utrudniać życia liściom i zmuszać ich do kolejnej zmiany ułożenia. W ten sposób jednak przyzwalałam na krzywy wzrost.

Ostatnio rozmawiałam z mężem na temat rzeczy, które robimy raz, a później często wracamy do nich myślami. Jeśli czytam książkę i okazuje się ona zawodem, rzucam, że „mam wrażenie, jakby autor nie przeanalizował tego zbyt dobrze”, a mąż kiwa głową ze zrozumieniem. Któregoś razu zapytał jednak: „Ale czy myślenie nad czymś w kółko naprawdę ma sens? Czy nie jest tak, że po tak długim analizowaniu i tak ostatecznie wracamy do naszej pierwotnej myśli?”. Rozpatrując najróżniejsze aspekty zmiany ustawienia doniczki, ostatecznie nawet jej nie ruszyłam, a wystarczyło ją lekko obrócić, by zapobiec krzywemu wzrostowi posadzonej w niej rośliny. Ważne, by we wszystkim zachować „umiar”. Tyle że kiedy próbuję podchodzić do czegoś „z umiarem”, dopadają mnie wątpliwości i zaczynam się zastanawiać, czy nie okazuję tym samym braku zaangażowania albo nie idę na łatwiznę.

Usposobienie człowieka widać w tym, jak opiekuje się swoimi roślinami. Można by je opisać jako skłonność do robienia czegoś w określony sposób i dążenie do tego, by jak najczęściej na tę modłę postępować. Jedni dążą do uzyskania konkretnego kształtu za wszelką cenę, choćby musieli sięgnąć po sznurek czy żyłkę, a drudzy odnajdują piękno w naturalności, więc co najwyżej raz na jakiś czas biorą do ręki nożyczki. Tę potrzebę formowania najbardziej jaskrawo widać w przypadku drzewek bonsai.

Wśród opiekunów roślin są jednak osoby takie jak ja, nieskłonne do jakiejkolwiek ingerencji. Cieszę się, że na gałązkach pojawiają się kolejne liście, nawet jeśli całość nie wygląda najlepiej. W kwestiach związanych z ogrodnictwem jestem raczej optymistką. Przebywając w towarzystwie roślin, wypoczywam i w pewnym sensie się uspokajam. Mówiąc dokładniej, opuszczają mnie wątpliwości. Kiedy coś piszę, czytam, a nawet nad czymś myślę, zawsze zadaję sobie pytania, czy rzeczy faktycznie tak wyglądają, czy jedynie mi się tak wydaje. Przebywanie w towarzystwie roślin nie wymaga tak surowej analizy, bo obcowanie z nimi jest równoznaczne z trafieniem do doskonałego świata funkcjonującego wedle zasad, których nie rozumiem. Nie żywię wobec nich wątpliwości czy braku zaufania, raczej podziwiam je i odnajduję w nich swego rodzaju inspirację do działania.

W tym tygodniu obkupiłam się w akcesoria ogrodnicze, przede wszystkim w podpory. Poszukałam w internecie informacji na ich temat i dowiedziałam się, że istnieje wiele rodzajów podpór, jakie można stosować zależnie od nękających rośliny problemów. Są takie z pierścieniami – w kształcie pełnych lub niepełnych okręgów – i bez nich, takie zdolne pomagać roślinom w zakorzenieniu się, takie przepięknie pozłacane, podobne do ogrodowych łuków na róże oraz takie w kształcie słupa, przeznaczone dla roślin pnących. Zamontowałam te podpory pod krzywym niczym wieża w Pizie pieniążkiem oraz pod wygiętymi pod ciężarem liści gałęziami filodendrona Florida Ghost. Stanęły też pod najdroższą rośliną w całym domu, która z braku wsparcia rozrastała się po całej podłodze, czyli hybrydą dwóch gatunków filodendrona: splendid i melanochrysum. Miałam wrażenie, że w moim życiu zaczynały się pojawiać porządek i ład.

Wtedy doszło do wypadku. Przenosiłam begonię, która kilka ostatnich miesięcy spędziła w naczyniu z wodą, by wykształcić korzenie, do doniczki. A ona się złamała. Gdy moczyła się w wodzie, jej łodyga wygięła się do przodu, a kiedy próbowałam ją wyprostować i nieco mocniej docisnęłam do podpory, złamała się z cichym pyknięciem. Byłam tak skupiona na pracy, że trzymałam twarz niemal tuż przy roślinie, przez co w chwili pęknięcia łodygi poczułam w powietrzu orzeźwiającą niczym zapach ogórka woń tragedii.

Spokój i opanowanie. Wyobrażam sobie złożoną na cztery chusteczkę albo kilka par schludnie ułożonych butów przed drzwiami. Brak presji i obsesyjnego dążenia do ideału. Zastanawiam się, jak długo będę w stanie utrzymać tego typu spokój. Nie mam pojęcia, ale wiem jedno. Kiedy będę wracać myślami do tego dnia, wspomnienie złamanej begonii będzie we mnie znacznie bardziej żywe niż obraz roślin pięknie wspartych na nowych podporach. I nie będzie ono skupione na frustracji, ale na obserwacji, która wstrząsnęła mną do głębi: w chwili, gdy zbyt dużo siły włożyłam w prostowanie naturalnie pogiętej łodygi, ta pękła.

Kim Keum Hee „Rok wśród kwiatów”
Tłumaczenie: Klaudia Szary
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 240

Opis: Pierwsza w Polsce książka jednej z najbardziej uznanych współczesnych pisarek w Korei Południowej. Elegancka proza afirmująca życie oraz eksplorująca tematy rozwoju i zmian, miłości i straty, trwania i odpuszczania.

Kim Keum Hee mieszka w małym mieszkaniu w Seulu z mężem i ponad siedemdziesięcioma roślinami. Mówi o sobie, że jest ich dumnym rodzicem. Kiedy życie wydaje się jej przytłaczające, rośliny podtrzymują ją na duchu. Jej nastrój natychmiast się poprawia, gdy obserwuje, jak rozkwitają delikatne liście akacji srebrzystej, a gdy odkrywa nowe korzenie u umierającego kaktusa, wraca nadzieja.

Autorka dzieli się z nami codziennymi obserwacjami na temat swojej roślinnej rodziny oraz tego, jak jej dzieci walczą i rozwijają się w kolejnych porach roku. Są tu momenty głębokie i takie, które łamią serce, ale nigdy nie brakuje miłości i nadziei. Jak udowadnia Kim Keum Hee, opieka nad roślinami w dużej mierze przypomina opiekę nad samym sobą. Nie da się żyć bez wiary, że jutro będzie lepiej, oraz bez małych gestów, które na co dzień utrzymują nas w tym przekonaniu. To właśnie tę postawę nazywa „roślinnym optymizmem”.


Tematy: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek